kristof
liczba publikacji: 37
liczba punktów: 1574

Turniej łuczniczy

...
Tłum natychmiast oszalał. Wiwatom i oklaskom nie było końca, co jeszcze bardziej cieszyło herolda. Po chwili spora grupa łuczników stanęła za nim w rzędzie, a herold unosząc ręce, obracał się i kłaniał publiczności, witając ją i pomału gasząc ich entuzjazm.
- Witajcie na drugim dniu turnieju najlepszych łuczników jakich kiedykolwiek świat widział. - Znów wybuchła wrzawa, ku uciesze ich prowadzącego. - Dziś wyłonimy trzech najlepszych zawodników, którzy zmierzą się w jutrzejszym finale!
Henryk jak i większość tłumu spojrzeli na koniec areny, szukając kolejnej tarczy, do której będą trafiać, ale nigdzie jej nie widzieli. Był pewny, że zaraz ją wniosą, przez to zaczął rozglądać się po publiczności, szukając zabójców. Nie było to jednak łatwe zadanie, ponieważ ludzi wciąż przybywało i ruch na trybunach był wzmożony. Każdy próbował zająć jak najlepsze miejsca, a tymczasem herold przerwał swój monolog. Henryk zaciekawiony ciszą na arenie, skierował na niego swoją uwagę i wtedy wszyscy ujrzeli nowe zadanie stojące przed łucznikami. Na końcu areny bowiem z jednego boku wyskoczyła świnia z małą tarczą na ciele. Przegoniona przez pomocników herolda Konstantego, przebiegła przez krótki odcinek areny z lewej strony na prawą i już po chwili zniknęła w małym otworze z drugiej strony. Nie trwało to długo, przez co konkurencja, którą wymyślili łucznikom zaskoczyła nie tylko ich samych, ale i wszystkich siedzących na trybunach.
- Tak moi mili! - odezwał się nagle herold, widząc poruszenie wśród ludzi. - To nie będzie łatwe zadanie. Miano najlepszego z najlepszych wśród Masów nie jest łatwym osiągnięciem. Tylko mistrz może nim się pochwalić! Tak więc, trzymajcie kciuki za swoich zawodników, obserwujcie ich zmagania i liczcie dziś wieczorem na dziczyznę na swoich talerzach!
Wszyscy wybuchli śmiechem i burzą braw dla swojego herolda. Ten kłaniał im się i dumny z siebie szedł zająć miejsce tuż obok kosza ze strzałami.
- I jak? Widzisz ich gdzieś? - zapytał Karol, rozglądając się za Słowikiem, którego zapamiętał po ich ostatnim spotkaniu.
- Nie, może są na innej arenie.
- Kolejność występowania zwycięzców wczorajszego dnia, utrzymujemy z pierwszego dnia naszego turnieju – zaczął herold. - Przez to, jako pierwszy wystąpi przed wami Aleksander z Konic!
Podniosła się wrzawa na obu trybunach wokół areny i młody łucznik wyszedł z szeregu, by zabrać z kosza strzałę i ustawić się na linii strzału. Publiczność powoli uciszała się i zaczęła wypatrywać pojawienia się ruchomego celu po drugiej stronie areny. Nagle otwarły się małe drzwiczki z lewej strony areny i wybiegła z nich przerażona świnia z tarczą na grzbiecie. Łucznik szybko przymierzył i wystrzelił, ale zanim strzała doleciała do celu, zwierzę schowało się w drzwiczkach po drugiej stronie areny. Publiczność jak i sam łucznik w milczeniu wpatrywał się w strzałę wbitą w ziemię, a na środek wyszedł herold, klaskając i wołając:
- Proszę o brawa dla naszego młodego zawodnika!
Tłum dołączył do jego oklasków, a zawiedziony łucznik ze spuszczoną głową powrócił do grupy zawodników.
- Mało brakowało, ale niestety strzała nie dosięgnęła strzału! Jak mówiłem, konkurencja nie jest prosta! - kontynuował herold. - Może uda się to naszemu drugiemu łucznikowi! Na linie zapraszam naszą zdolną i piękną zawodniczkę, reprezentantkę Doby... Milenę!
Zamyślona wyszła na środek areny i przy oklaskach zebranych ludzi na trybunach wzięła strzałę z kosza, powoli kierując się na linię strzału. Uniosła rękę w stronę herolda, powstrzymując go na chwilę, chcąc przemyśleć swoją strategię na ten strzał.
- Dajmy naszej zawodniczce dobrze pomyśleć! - krzyknął zadowolony z siebie herold. - Pamiętajmy, co jest stawką tego strzału! Trzeba wziąć pod uwagę nie tylko wiatr i odległość dzielącą ich od celu, ale także prędkość celu, który zrobi wszystko, by jak najszybciej dostać się na drugą stronę areny! Zachęćmy raz jeszcze naszą łuczniczkę do działania! Pokażmy, że nie jest tu sama!
Wszyscy natychmiast wstali i zaczęli klaskać, krzyczeć do niej i wspierać, próbując wesprzeć jej działania. Jednak po chwili herold uniósł ręce i uciszył ich, wskazując jej linię, na której ma stanąć i oddać strzał.
Milena wzięła głęboki oddech, napięła łuk i z ciężko bijącym sercem czekała na pojawienie się celu. Drzwiczki otwarły się, a ona natychmiast wystrzeliła. Łuk skierowała jednak w stronę drugiego wejścia, tak że uciekające zwierzę z tarczą na ciele już prawie dobiegło do schronienia, gdy dosięgła je strzała i wytrąciła z biegu. Szybko jednak powróciło na swój tor i schowało się pod trybuną ze strzałą wbitą w tarczę.
- Tak! Tak! - krzyczała z niedowierzaniem Milena, unosząc nad głowę swój łuk! - Tak!
Publiczność od razu odżyła i zaczęła wiwatować na jej cześć, a herold, jak i kilku innych zawodników zaczęło oklaskiwać jej umiejętności.

Fragment powieści pt.: „Królewski szpieg – Turnieje”
autor - Krzysztof Lip
Zainteresowanych moją twórczością zachęcam do wstąpienia na moją stronę internetową:
https://kristof694.wixsite.com/klip

Wyświetleń: 549  |  Dodano: 2023-04-18 09:08  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Zabójczy bliźniacy
powieść 2023-04-18 09:01
Fragment powieści pt.: "Królewski szpieg - Turnieje", w którym główny bohater musi walczyć z nasłanymi...
Okrutny wyrok...
opowiadania 2023-02-08 17:20
Brak wiedzy i świadomości prowadzi do okrucieństwa wobec gołębi, które są niezwykle pożyteczne,...
Okrutny wyrok...
opowiadania 2023-02-08 16:18
Czemu nieświadomi i okrutni ludzie, skazują na zagładę? Niezwykle pożyteczne gołębie, których...

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa