el-e
liczba publikacji: 15
liczba punktów: 160

Mutogeneza 09

Zapadł zmierzch i robiło się coraz zimnej. Razi czuła się fatalnie, ale cieszyła się że pozwoliła się zabrać z Osady. Liczyła że dzięki temu nikomu nic się nie stanie. Ludzie w żółtych kombinezonach ochronnych krzyczeli i wymachiwali bronią prowadząc ją przez Osadę. Cały czas Razi bała się o nowych ludzi.
Gdy opuścili Osadę, ludzie ze schronu schowali broń i zaczęli wędrówkę, szybko maszerując na wschód. Razi milczała. Szli przez cały dzień i zatrzymali się dopiero po zmierzchu. Ludzie, którzy przybyli po nią ze schronu, rozbili obóz i cicho ze sobą rozmawiali. Razi siedziała w oddaleniu od nich, przy ogniu i zastanawiała się nad sytuacją, w której się znalazła.
Trójka ze schron podeszła do niej i Razi musiała odpowiadać na ich pytania. Wypytywali ją jak opuściła schron i kto jej pomagał. Nie wierzyli jej. Nawet gdy mówiła prawdę. Czasem musiała ich okłamywać, by chronić ludzi z ze schronu i tych z powierzchni.
Nie podobało im się miejsce gdzie trafili. Narzekali na wszystko i pogardliwie wypowiadali się o wszystkim. Szybko okazało się że schronu wyruszyło czworo ratowników. Dwaj mężczyźni i dwie kobiety. Jedna z kobiet zginęła po drodze. Druga z kobieta z grupy ratunkowej, o imieniu Krisi, była bardzo wysoka, rudowłosa, kanciasta, męska i silna. Drugi z mężczyzn, Dock, był niski i niepozorny, miał siwiejące włosy i szare oczy. Okazało się że on jest biologiem i a ona specjalistką od przeżycia w trudnych warunkach. Oboje zgłosili się na ochotnika do tej wyprawy. Marco, który siedział milczący i tylko czasem robił irytujące miny, zapewne został karnie wysłany z nimi.
Co jakiś czas wszyscy troje przyjmowali szczepionki i ją też chcieli zaszczepić. Odmawiała.
- Co cię napadło że opuściłaś schron? - pytała po raz kolejny kobieta, wstrzykują sobie czwarta już szczepionkę.
- Musiałam coś zrobić. Nie rozumiecie tego.- odpowiedziała Razi, tak jak wcześniej.
- Wytłumacz to nam! - naciskała kobieta. Była wzburzona i nerwowa. – Przez ciebie zginęła moja przyjaciółka. Miała na imię Inna. Jej śmierć nie może pójść na marne…
W jej głosie brzmiała groźba i żal, który dręczył Razi. Wcześniej wiele razy skłamała odpowiadając na to pytanie, ale w końcu zmęczona powiedziała prawdę:
- Musiałam pomóc moim… obiektom badawczym. – powiedziała. - Chcieli jej zabić.
Otaczający ją ludzie milczeli. Tak jak podejrzewała, nie uwierzyli jej.
- I to dla nich wyszłaś na powierzchnie? - zapytał w końcu niepozorny mężczyzna.
Skinęła głową.
- Wariatka.- mruknął Marco.
Kobieta była podobnego zdania, ale zarazem od tej pory lepiej traktowała Razi. Może potrafiła rozumieć kierowanie się uczuciami, nawet irracjonalnymi?
- Co zrobiłaś z obiektami?- zapytała Krisi, zupełnie jakby była zainteresowana odpowiedzią.
- Wypuściłam je – odpowiedziała niechętnie Razi.
- Zdechły?
- Nie. Odeszły. – powiedziała Razi mając nadzieje że nie będą ich szukać.
Gotowi byli je złapać i przeprowadzić na nich okropne i eksperymenty, a nawet zamęczyć na śmierć badaniami, po powrocie do schronu.
- I jak ci się podoba ten świat? - Z drwiną zapytała kobieta.
- Jest fascynujący – szczerze odpowiedziała Razi.
- Nie miałaś ochoty wracać? - Zapytał niepozorny mężczyzna.
Razi milczała.
- Chciałaś zostać – powiedziała wysoka kobieta, z dziwnym błyskiem w oku.
Wypytywali ją o wszystko czego się dowiedziała.
- A mur? - zapytał w końcu niespodziewanie Dock.
- Każdy mówi co innego. – wyjawiła Razi. - Boja się go... i tego co może być za nim…
- A co może być za nim?
Razi wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia.
- Szkoda że nie można tego sprawdzić…- zauważył Marco i po raz pierwszy Razi się nim zgadzała.
Byli podobnego zdania i wcale nie podobało jej się to.
Gdy jej nie wypytywali, siedziała w ciszy. Wsłuchiwała się w ich rozmowy. Grupa ratowników postanowiła zostać dłużej na powierzchni, a Razi się to nie podobało. Za łatwo przychodziło im zabijanie.
Podali jej środek usypiający, może bojąc się będzie próbować uciekać. Przez zastrzyk Razi śniła dziwne szalone sny i przebudziła się przed świtem. Przez kilka godzin czekała aż inni się obudzą, leżąc nieruchomo. Wolała ich nie drażnić.
Wyruszyli o świcie kierując się w stronę schronu. Po drodze polowali i strzelali do wszystkiego co się ruszało. Każdego dnia przybywało im zdjęć i dokumentacji zabitych zwierząt. Mieli też na sumieniu nawet zranionych nowych Ludzi. Nie przejmowali się że ich krzywdzą. Do tego gromadzili okazy małych roślin i stworzeń. Razi starała się ich do tego zniechęcić, ale bez powodzenia.
Przerażały ją ilość zebranych przez nich okazów flory i fauny z powierzchni. Uśmiercone, rozcięte, utrwalone i przygotowane do dalszego badania. Zastanawiała się co kierowało badaczami. Może mieli szlachetne intencje i chcieli coś odkryć? Tylko co? I czy te wszystkie ofiary były konieczne?
Każdego dnia Razi coraz bardziej pragnęła zostać na powierzchni. Bo cóż czekało ją po powrocie? Kara? Ścisła kontrola? Obserwacja? Gdy o tym myślała ogarniał ją strach. Starała się o tym nie myśleć i cieszyć z każdej chwil na powierzchni, jakie jej jeszcze zostały. Ale z każdym krokiem czuła coraz większą gorycz i żal.
Wędrowali całe dnie, a Razi wiedziała że ktoś za nimi idzie. Kilka sylwetek było czasem widocznych na tle nieba. Nie zbliżali się. Śledzący ich utrzymywali stały dystans. Cieszyła się że zachowywali rozsądną odległość. Nie chciała kolejnych ofiar.
Dni mijały im na monotonnej wędrówce przez monotonny krajobraz. Szli przez szarą, pustą lekko pofałdowaną równinę. Wszędzie tylko skały, piasek i kępy traw oraz sterty jakieś dziwnych wyschniętych roślin. Dochodzili do wzgórz a za nim była kolejna równina i znów ten sam pejzaż. I tak w kółko wciąż to samo. Razi dość szybko się zorientowała że szli w innym kierunku niż powinni. Słońce powinno być z innej strony. Gdy opuściła schron słońce miała zawsze po lewej stronię, a teraz było ono w niewłaściwym miejscu na niebie. Coś się nie zgadzało. Szli w złym kierunku. W końcu spytała o to.
- Przyszłam z całkiem innego kierunku. Powinniśmy zawrócić… - powiedziała zwracając się do Docka.
Mężczyzna przez chwilę milczał, ale w końcu powiedział:
- Idziemy do innego wejścia do schronu.
- Dlaczego?
- Takie dostaliśmy rozkazy.- powiedział szorstko mężczyzna. - Rozumiesz?
Skinęła głową. Jej towarzysze chwilami bardzo dziwnie się zachowywali. Jakby nie mogli sobie pozwolić na jakakolwiek samowolę. Czyżby byli pilnowani? Byli cały czas monitorowani, nawet poza schronem? To by oznaczało że muszą wrócić do schronu.
- I nie zadawaj już pytań. – dodał Dock oddalając się.
Znów skinęła głową. Mogła tylko się podporządkować. Była tez zaintrygowana. Razi nie miała pojęcia o innych wejściach do schronu. Czy z nich ktoś korzystał? Miała się o tym przekonać. Przez resztę dnia starała się nie zwracać na siebie uwagi towarzyszy.
Trzeciego dnia wędrówki dotarli do rozpadliny. Głębokiej na ponad dziesięć metrów, o postrzępionych brzegach i ciągnącej się w obu kierunkach. Stali na brzegu rozpadliny i spoglądali w dół.
- Jak ją przebędziemy? – zastanawiała się wysoka kobieta, sama nie podejmowała żadnych decyzji, czekając aż to mężczyźni coś zdecydują.
- Możemy ją obejść…- zaproponował Marco.
- Albo wejść z jednej strony i wspiąć się z drugiej…- przerwał mu Dock. - Nie mamy czasu do stracenia. Obejście rozpadliny zajmie za dużo czasu. Szybciej będzie wejść na dno… a potem wspiąć się po drugiej stronie, nawet jeśli nikt z nas, poza Krisi, nie ma doświadczenia we wspinaczce.
Razi nie zdziwiła się że to Dock za wszystkich podjął decyzję, ani tym że nikt mu się nie sprzeciwił. Już wcześniej zauważyła że to on miał ostatnie słowo w dyskusjach i podejmował decyzje w tej grupie. Posłusznie czekali aż Krisi wszystko przygotuje. A potem asekurowani przez Krisi zaczęli się spuszczać na dno rozpadliny.
Razi kurczowo trzymała się liny, którą była obwiązana. Nie potrafiła spojrzeć w dół. Nie przypuszczała że ma lęk wysokości. Była wdzięczna losowi i wysokiej kobiecie, kiedy dotarła do dna rozpadliny. Ze strachu cała się spociła i drżały jej wszystkie mięśnie.
Nieporadnie uwolniła się od liny i rozejrzała. Dno rozpadliny było nieciekawe. Nic tam nie było, ale zarazem panowała kojąca cisza i spokój, a w cieniach krążyły świecące istoty. Razi czekając na innych, przyglądała się tym istotom. Unoszące się w powietrzu stworzenia, nie wyglądały jak nic co do tej pory widziała, lub znała by ze zdjęć lub filmów. Do tego już się przyzwyczaiła. Wiedziała tez że to by oznaczało że były to całkiem nowe organizmy. Podobne do unoszącego się na wietrze plastiku. Drżały, pląsały na wietrze i wyglądały bardzo niezwykłe. Marco zauważył na co patrzy Razi, podszedł do innej i jak często wcześniej zaczął się popisywać swoją wiedzą. Po jednym spojrzeniu rzucił teorie:
- Mają podobne do plastiku ciała. Może to mimikra?
Razi zignorowała go. Nie tylko plastikowe owady zamieszkiwały dni rozpadliny. Coś wiło się po ziemi. To były długie szaro-czarne wstęgi. Jedna z nich wystrzeliła, oplotła owad i cofnęła się do szczeliny w ścianie. Czy to był jakiś polujący drapieżnik? Razi i Marco cofnęli się na wszelki wypadek pod przeciwną ścianę. Musieli uważać na każdy krok.
W tym czasie Krisi spuściła Doca. Wysoka kobieta jako ostatnia zeszła do rozpadliny, nie korzystając z liny. Krisi ruszyła w ich kierunku, ale zatrzymywała się co jakiś czas i coś oglądała.
- Myślisz że to znaki od niej?- zapytała wysoka kobieta podchodząc do Marco i wskazując na coś.
Kobieta trzymała w ręce kawałek żółtego materiału.
- Od kogo?- zapytał Marco.
- Od Inny.
Razi ujrzała na twarzy Marco konsternacje. Czy tak nazywała się kobieta, która zginęła na początku wyprawy? Jakim cudem mogła zostawiać im jakieś ślady?
- Ona umarła. – powiedział zimno Marco.
- Może istnieje w inny sposób.- upierała się wysoka kobieta. – Od wielu dni, wszędzie widzę ślady po niej. Może to wiadomości od niej?
- Zostawiliśmy ją… ale może ona przeżyła?
Kobieta była przejęta. Czy dręczyły ją wyrzuty sumienia? Czy dlatego wszędzie szukała czegoś co by pomogło zagłuszyć wyrzuty sumienia?
Zbliżył się do nich Dock.
- Była martwa.- powiedział zimno niepozorny mężczyzna. - To tylko omamy.
Wysoka kobieta zmięła między palcami materiał i zaśmiała się z goryczą.
- Omeny… ona przed swoją śmiercią coś widziała. Ostrzegała nas… Powierzchnia ją zmieniła.
Dock chwycił ramie wysokiej kobieta i mocno je ścisnął.
- Inna umarła i nic już na to nie poradzimy. – powiedział z naciskiem. - Musisz wziąć się garść...
Razi była pewna że Dock był za coś odpowiedzialny, ale Marco i Krisi mimo to byli mu posłuszni.
- Rozumiesz? – zapytał Dock, a kobieta skinęła głową.
Wysoka kobieta nic już nie powiedziała, ale do tej pory zaczęła się dziwnie zachowywać. Ruszyli do przeciwnej ściany rowu. Krisi szukała najlepszego miejsca by się wspiąć i zrzucić im z góry linię. Krisi była nerwowa a Razi miała że wrażenie też coś widzi za nią. Cień obok Krisi, który przesuwał się. Jeszcze nigdy nie widziała takiego cienia. Mężczyźni zgodnie ignorowali go.
Krisi zaczęła się wspinać, ale nagle zamarła kilka metrów nad ziemią.
- Kto zrobił ten rów? - zapytała Krisi cicho, stojącego obok ściany Marco .
- Czemu pytasz? – odpowiedział pytaniem Marco.
Wysoka kobieta wzruszyła ramionami z pozorną beztroską, ale była czymś zaniepokojona.
- Sama nie wiem, ale ciekawi mnie jak powstał… To może być ważne – powiedziała wysoka kobieta i znów zaczęła się wspinać.
- Wątpię żeby to było ważne.
Krisi nieostrożnym ruchem straciła w dół kilka kamieni, więc się odsunęli od ściany.
- Uważam że lepiej by było wiedzieć co się działo na powierzchni. Kto lub co tu działało…
Nie skończyła mówić, bo niespodziewanie otoczyły ich wszystkich długie przezroczyste macki i czułki. Wszyscy skamienieli. Mężczyźni wyciągnęli broń przypięte u pasa. Wystrzelili kilka razy, a macki się cofnęły. Krisi przywarła do ściany. Mężczyźni odczekali chwile i zaczęli badać teren przed sobą i wokół siebie. Krisi zaczęła wspinać się by jak najszybciej dotrzeć do bezpiecznego płaskowyżu, a Razi przestraszyła się że ich zostawi.
We troje zaczęli się wycofywać pod drugą ścianę rozpadliny. Macki zagradzały im drogę do drugiej ściany. Wiły się też energiczniej gdy zbliżali się do czerwonego kamienia leżącego przy ścianie, po której wspinała się Krisi. Razi zastanawiała się czemu to robiły? Zauważyła że w środku kłębu macek było coś ukryte. Mała, zniekształcona postać. Wyschnięta twarz i ciało robiły upiorne wrażenie. Razi skierowała się w stronę dziwnej postaci, jednocześnie starając się unikać macek. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi i jedna z nich do niej przywarła. Nie tylko ją to spotkało. Wszystkich w tej samej chwili dotknęły macki. Jednocześnie Razi poczuła ból i usłyszała w głowie głos.
- Nie idźcie dalej… Nic was tam nie czeka. Zostańcie. – szeptał przymilny głos.- Zostańcie ze mną…
Razi chętnie by się zgodziła na to, ale była świadoma że jest w mniejszości. Poczuła pchnięcie w pierś i upadła wypadając z objęć macek. Wysoka kobieta wczepiona w ścianę zamarła jakby się w coś wsłuchiwała, za to mężczyźni zaczęli się szamotać i wyrywać z objęć macek. Kilka oplotło jej stopy. Marco zaczął krzyczeć i grozić bronią małej postaci. Wystrzelił, a macki zwolniły uścisk, choć chybił. Dock złapał Razi za ramie i zmusił ją by wstała. Wycofywali się krok za krokiem pod ścianę, na której była Krisi.
Dotarli do ściany i zaczęli się wspinać idąc w jej ślady. Ta ściana rowu była mniej stroma. Z trudem, ale wspinali się i w końcu wydostali się z dołu. Mimo zmęczenie na górze od raz zaczęli uciekać, byle dalej do rozpadliny. Razi ociągała się. Oglądała się za sobie i ujrzała że z rowu wyłoniły się dziwne ciemne smugi i zaczęły za nimi podążać. Na ten widok przyspieszyła.
Bez zwalniania, szybkim marszem szli przed siebie przez godzinę. Razi co chwilę się oglądała się przez ramię. Sama nie wiedziała czego może się spodziewać.
W końcu zatrzymali się na odpoczynek. Usiedli obok wielkiego głazu. Razi była wyczerpana. Zwiększyła ilość odżywczego płynu, który kroplówka wtłaczała do jej ciała. Obserwowała towarzyszących jej ludzi i zastanawiała się czy miałaby odwagę ich opuścić. Mogłaby wykorzystać kolejną okazje by się od nich oddalić. Musiałaby tylko się ukryć, może pozbyć kombinezonu i poczekać aż zrezygnują z szukania jej. Gdyby to jej się udało, mogła by wrócić do Osady po Skałą, odnaleźć Frikka i zaproponować mu wspólną wędrówkę. Gdyby oddaliła się od schronu na wiele kilometrów już by jej nie znaleźli. Musi tylko wykorzystać następną okazję, gdy inni będą zajęci ucieczką i ratowaniem swego życia…
Nagle i niespodziewanie kątem oka dostrzegła ruch. To była czarna smuga poruszająca się z zawrotna szybkością. Co to mogło być? Czyżby to były jakieś bardzo szybko przemieszczające się nowopowstałe stworzenie? Na powierzchni przez ponad dwieście lat powstawały liczne nowe niezwykłe gatunki, których nikt jeszcze nie zbadał. I tym samym choć powstały nowe nieznane zagrożenia to ludzie byli wobec nich bezbronni. Razi poczuła ukłucie, a potem silny pierwotny strach przed nieznanym i nagle zapragnęła wrócić do rowu. Tam byli by bezpieczniejsi. Odwróciła się do ludzi ze schronu i wtedy coś ich zaatakowało. Razi poczuła ciężar na ramionach jakby coś na nią wskoczyło z wysoka, upadła twarzą w przód, a potem usłyszała krzyk. Przewróciła się na plecy. Coś po niej skakało. Szamotała się starając się podnieść, a strach dodawał jej sił. Dziwiła się czemu nikt jej nie pomagał.
- Co się stało? – zapytała gdy udało jej się wstać.
Obok niej byli tylko mężczyźni. Obaj klęczeli i wymachiwali bronią. Dyszeli z trudem i mierzyli w różnych kierunkach. Wysoka kobieta zniknęła.
- To było coś z rowu.- wydusił z sobie Marco.- Na to była pewno tamta kreatura…
Razi pokręciła głową.
- Nie, ja to widziałam… to było jak czarna smuga... – powiedziała starając się sobie przypomnieć co widziała. – To wyglądało jak postać, która poruszała się niewiarygodnie szybko.
- To coś porwało Krisi… zaciągnęło ją tam - Marco wskazał w przeciwną stronę niż ta gdzie znajdował się rów.
- Może już nie żyć…- zauważył Dock.
Te słowa zmroziły Razi. Jeśli Marco myśli tak samo, wysoka kobieta była już stracona.
- Musimy ją znaleźć – powiedział twardo Marco podnosząc się. - Idźmy za śladami.
Nie zwracając uwagi na Dock, który wyjątkowo długo chował broń, Marco ruszył idąc po śladach, które zostawiła porwana Krisi. Razi ruszyła za nim. Oddalali się od rowu, a Razi wciąż żałowała tego. W rowie czuła się spokojnie i bezpiecznie. Tylko dlaczego? Co tam było takiego że dawało jej poczucie bezpieczeństwa? Nie potrafiła tego rozgryźć. Teraz jednak powinna skupić się na czymś innym. Czym było to coś co ich zaatakowało? I czy te smugi polowały na nich? Może zaatakowały ich jak zwierzęta, broniące swoich terytoriów?
Szli kilkanaście minut nim ujrzeli w oddali żółty kombinezon. Zwolnili, rozglądając się na wszystkie strony. Nigdzie nie było widać żadnych dziwny stworzeń. Czemu smugi zaciągnęli wysoką kobietę z dala od ich grupy? Nie była najmniejsza, miała broń. Czemu ją właśnie wybrano? To Razi była bezbronna.
Krisi leżała nieruchomo. Ostrożnie do niej podeszli. Leżała skulona na ziemi, nieprzytomna, ale cała. Gdy ją przekręcili na bok odkryli ranę i rozdarcie w kombinezonie.
Zakleili ranę a potem dziurę w kombinezonie i zaczęli ją cucić. Podawali jej substancje pobudzające, ale długo nie reagowała. Gdy Razi zaczęła się martwić, Krisi w końcu otworzyła oczy. Wychrypiała coś i zamilkła. Marco podał jej kolejną dawkę substancji pobudzającej. Wysoka, ranna kobieta z trudem się podniosła z ziemi. Była oszołomiona, ale w o wiele lepszym stanie niż się spodziewali. Razi obawiała się że nie będzie można jej pomóc. Niepozorny mężczyzna rozglądał się wokoło i snuł ponure przypuszczenia co do ich sytuacji.
- Nic mi nie jest, mogę iść dalej.- powtarzała Krisi, rzucając Dockowi pełne lęku spojrzenia. Jakby bała się że chciał ją zostawić.
- Co to było, to co cię zaatakowało?- zapytała Razi pomagając wysokiej kobiecie iść.
- Nie wiem. Ugryzło mnie i nagle puściło.- odpowiedziała Krisi zwalniając.
- Nie mamy czasu… - powiedział Dock, popędzając ich co chwilę.
Wysoka kobieta ciężko oddychała i trzęsła się. Razi myślał ze to szok albo zmęczenie, ale Krisi była zła na Docka. Wyrwała się Razi, dogoniła niepozornego mężczyznę i zastąpiła mu drogę.
- Mnie też chcesz zostawić?- zapytała Krisi obrzucając go dzikim spojrzeniem.
Dock milczał, zaciskając mocno usta. Nie reagował choć nie podobało mu się zachowanie wysokiej kobiety, która nagle się potknęła i upadła. Razi i Marko podbiegli do leżącej. Znów straciła przytomność. Marco szybko sprawdził jej kombinezon.
- Mocno krwawi. Trzeba by to porządnie zszyć… a tu nie mamy warunków.
- Zostawisz mnie? - zapytała znów wysoka kobieta, otwierając oczy i patrząc wprost na Docka.
- Tak by było lepiej dla nas, szybciej dotarlibyśmy do schronu – powiedział w końcu zimnym tonem Dock. Odwrócił się w kierunku Marco z zapewnieniem. - Wrócimy po nią.
Marco nie był przekonany do tego pomysłu, ale Dock podawał wciąż nowe argumenty i był na dobrej drodze by postawić na swoim. Razi ścierpła skóra gdy słuchała ich rozmowy. Dock dbał tylko o siebie. Razi wolała by nie znaleźć się w sytuacji, gdy musiała by na nim polegać.
- To dobre rozwiązanie. - przekonywał Marco Dock. - Przyślemy pomoc ze schronu.
Marco milczał.
- Szybko dotrzemy do schronu i wyślemy po nią pomoc.- powtarzał Dock.
Marco niechętnie w końcu się zgodził. Zaprowadzili ranną kobietę do miejsca, które dawało jej schronienie. Zostawili jej wszystko, co mogło być jej potrzebne. W tym jedną z broni, dodatkowe wyposażenie, w tym ampułki i zapasy. Razi pozbierała trochę suchych patyków na wypadek, gdyby kobieta chciała zapalić ognisko.
- Zostać z tobą? – Razi zapytała wysoką kobietę.
Krisi rzuciła szybkie spojrzenie na mężczyzn stojących za plecami Razi i szorstko powiedziała:
- Dam sobie radę.
Razi czuła że coś jest nie tak. Czemu ta kobieta reagowała w takie niespójny sposób? Raz się buntowała, by potem posłusznie wypełniać polecenia. Czemu chciała zostać sama w miejscu gdzie grasowały tak dziwne, silne i grożeń drapieżniki? Razi zaczęła się rozglądać. A co będzie gdy wrócą smugi?
- Co się stało z tymi stworzeniami, tymi które cię zaatakowały? - zapytała niespodziewanie wysoką kobietę.
Krisi wyprostowała się i spojrzała na Razi z chłodem.
- Uciekły. Coś ich spłoszyło…- wyjaśniła i dodała: - Już nie wrócą. Dam sobie radę, możecie już iść…
Razi pomyślała że to zabrzmiało bardziej jak pobożne życzenie, niż stanowcza opinia, i do tego zostało wygłoszone bez przekonania. Chciała coś powiedzieć, ale niepozorny mężczyzna zbliżył się do nich i wbił spojrzenie w ranną kobietę, pod którym ta spuściła głowę.
- Idziemy - rozkazał Dock, i rzucił w kierunku Krisi:- Uważaj na siebie i czekaj na pomoc.
Marco, bez słowa, ruszył za niewysokim mężczyzną. Razi niechętnie szła za nimi. Wolała by nie zostawać z nimi sama. Już towarzystwo rannej wysokiej kobiety dawało jej więcej poczucia bezpieczeństwa. Razi szła za mężczyznami i zastanawiała się co ją czeka. Może udało by się jej uciec? Było ich teraz tylko dwóch. Podbiegła by w kierunku rowu i się nim ukryła… Czemu znów pomyślała by tam uciec? Potrząsnęła głową. Powrót do schronu, wcale jej nie cieszyła. Zastanawiała się jak wiele była w stanie ryzykować lub poświeć by tam nie wracać. Czuła że zrobiła by prawie wszystko by zostać na powierzchni. Szla powoli, co chwilę popędzana przez Docka. Po głowie krążyły jej coraz bardziej szalone i niedorzeczne plany ucieczki. Widziała już kilka czerwonych, niebieskich i czarnych znaków po drodze. Mogła by to wykorzystać, ale czy była gotowa narazić innych, by postawić na swoim?
Doszli prawie do wysokiego szaro-brązowego wzgórza, gdy nagle dobiegł ich hałas. Rosnący, zgrzytliwy i niepokojący. Razi zatrzymała się.
- To kanibale.- powiedziała do towarzyszących jej mężczyzn, rozglądając się za jakąś kryjówką. - Lepiej się przed nimi ukryć.
Dock odblokował broń bez słowa.
- Są groźni?- zapytał Marco.
- Zjadają ludzi.- warknęła Razi rozdrażniona. – Polują na ludzi i są bezwzględni…
Marco skrzywił się i chciał coś powiedzieć, ale Dock kazał im być cicho. Schowali się w pobliskim zagłębieniu i poczekali aż pojazdy w chmurze pyłu ich miną.
- Ruszamy dalej - nakazał Dock wstając.
Nie obejrzał się na towarzyszy, jakby był pewien co zrobią. A Razi i Marco posłusznie szli za Dockiem. Weszli w tuman kurzu, który zostawiły po sobie pojazdy kanibali. Przecięli się i zaczęli wspinać się po wzgórzu.
Nagle Razi się potknęła i wpadła na spory głaz. Mocno tkwił w ziemi. Przeszła kilka kroków i znów się zachwiała. Oparła się całym ciężarem o inny mniejszy kamień. Razi sama nie wiedziała co nią kieruje. Ale nie ustępowała. Mężczyźni oddali się coraz bardziej. Napierała na głaz całym ciałem. Taka okazja mogła się już nie powtórzyć. Niespodziewanie kamień stoczy się z donośnym hałasem z góry, wraz z lawiną mniejszych kamieni.
Razi i zaskoczeni mężczyźni zmarli w pół kroku. Zmienił się hałas wydawany przez pojazdy. Kanibale słyszeli hałas. Razi wiedziała że zwróciła na siebie i innych uwagę kanibali. O to jej chodziło. Musiała teraz tylko wykorzystać szansę.
Nie namyślając się ani chwili zaczęła biec. Słyszała za sobą krzyki, ale nie odwróciła się. Biegła tak szybko jak tylko potrafiła. Wybierała taką drogę, po której nie mógłby jej gonić pojazdy. Mężczyźni ze schronu mieli broń, powinni sobie poradzić z atakiem kanibali, a przynajmniej taką miała nadzieję.
Oddalała się od mężczyzn, wracając po swoich śladach. Kiedy nie miała sił by biec, szła. Nie zatrzymywała się. W końcu wróciła w miejsce, gdzie zostawili ranną kobietę.
Z daleka widziała jej żółty kombinezon. Przestraszyła się gdy zauważyła niezwykłe ślady na ziemi prowadzące do rannej kobiety. Niepodobne były do śladów ludzi, ani łap zwierząt, czy śladów opon. Co to mogło być? Szła ostrożnie rozglądając się na wszystkie strony.
Nie wiedziała czego może się spodziewać. Może Krisi już nie żyła? Może nie było sensu do niej wracać? Mimo wszystko Razi wiedziała że powinna to sprawdzić.
Szła szybko, ale nagle zatrzymała się i poczuła jakby wzrosła w ziemie. Nad postacią w żółtym kombinezonie ktoś się pochylał. Niewyraźna postać, która w jednej chwili rozpadł się na wiele części. Razi zrobiła krok do przodu, a potem coraz bardziej przyspieszała. Z Krisi coś się działo, coś ją otaczało. Chmura, która chwilami rzedła, by zaraz gęstnieć. Obłok przyjmował różne postacie. Ludzkie i zwierzęce. Otaczał ranną kobietę coraz grubszą warstwą. Chciał ja wchłonąć? Czy ta chmura na jej oczach pożerała ranną kobietę? Razi przestraszyła się i po chwili już biegła, krzycząc i machając ramionami. Czy to coś dawało? Nie wiedziała ale chmura oderwał się do kobiety i skierowała w jej stronę. Nie miała czasu by myśleć o tym co robi, ani szans by uciec przed chmura, wbiegła więc w jej środek.
Poczuła delikatne muśniecie mgły, a potem zapadła ciemność. Biegła przed siebie maja wrażeni ze stoi w miejscu. Wokół sobie słyszała głosy. Widziała coś przed sobą przez chwile. Czuła wyraźnie czyjąś obecność. Bała się i zaczęła wyrzucać z siebie słowa. Prosiła o szanse, na inne lepsze życie, na to by spróbować na nowo. Nie wiedziała do kogo to mówi. Może się po swojemu modliła do Boga? Nie miała pojęcia czemu prosi Boga, w którego nie wierzyła i którego nie znała, o pomoc. Ale to pomogło. Może naprawdę została wysłuchana? Postacie wokół niej zatańczyły, a potem chmura zaczęła się rozwiewać.
Przed sobą Razi widziała ranną kobietę. Postacie wokół niej były inne niż wydawało jej się z daleka. Widziane z bliska nie przypomniały ani ludzi ani zwierzęta. Raczej coś pomiędzy.
Ciało Krisi zaczęło dygotać. Razi chciała krzyczeć, ale nie mogła. Ranna kobieta wydała z siebie krzyk. Przez chwile wydawało się że zostanie pochłonięta przez chmurę. Coś z niej zostało wchłonięte do chmury. Biegła szybciej. Ujrzała jeszcze jak wokół rannej rozlewa się duża plama, która zaczyna blednąć i znikać. Gdy dotarła do Krisi po plamie nie było już śladu. Co się z nią stało?
Ranna Krisi leżała nieruchomo. Przez chwilę Razi bała się że nie żyje, ale gdy się pochyliła i dotknęła ciała w skafandrze, ranna kobieta się poruszyła. Razi poczuła ulgę. Podała Krisi substancje stymulujące i gdy ta odzyskała przytomność pomogła kobiecie usiąść.
W pierwszej chwili Krisi jej nie poznała. Patrzyła jakby pierwszy raz ją zobaczyła i bała się jej. Dopiero po chwili się uspokoiła. Razi uplotła, z rosnących wokół nich, traw i badyli sznur, a niego prowizoryczne nosidło. Opasała nim kobieta i zaczęła ją ciągnąc za sobą. Musiała znaleźć bezpieczne schronienie. Dla nich obu.
- Widziałam ją. – powtarzała ranna kobieta bez końca. - Jestem pewna.
- Kogo widziałaś?- pytała Razi by uspokoić ranną.
- Innę. Przyszła do mnie.
Razi nie wierzyła w to, ale potakiwała, by uspokoić wysoka kobietę.
- Byłyśmy przyjaciółkami, ale mimo to ją zostawiłam… nie mogę sobie tego wybaczyć.
Czy to dlatego dręczyły ją obrazy przyjaciółki? A może maiła rację i kobieta ciągle jej towarzyszyła? Może to było wyjaśnieniem też tego dziwnego zjawiska które widziała Razi? Nie potrafiła tego ocenić? Czuła mętlik w głowie.
Ranna kobieta opowiadała Razi o swojej przeszłości. O sobie i swojej przyjaciółce.
- Była religijna, uwierzysz? – mamrotała Krisi, wykrzywiając usta w uśmiechu, gdy po policzkach płynęły jej łzy. - Modliła się do Boga. Wyobrażała go sobie jako świadomą, dobrą moc, która chroni życie i przybywa gdy się prosi o pomoc… Śmiałam się z niej, ale nie zwracała na to uwagi… Gdy umarła, zaczęłam się modlić za nią. Modliłam się też gdy zostałam sama, ale wtedy po to by odpędzić strach…
Razi zastanawiała się czy to dlatego i ona zaczęła prosić o pomoc. Może część kobiety, która odeszła wtedy się z nią połączyła? Nie była to zbyt przyjemna myśl.
Krisi nadal snuła wspomnienia o przyjaciółce. Mówiła o ich wspólnej pracy i zajęciach. O tym co lubiła robić poza praca, o swoich i jej licznych przyjaciołach. Kobieta która odeszła miała bardzo bogate życie osobiste. Była bardzo aktywna i robiła wiele rzeczy. Co jakiś czas zmieniała pracę i kwaterę w schronie. Znała bardzo wielu ludzi ze wszystkich poziomów. Razi słuchając tych opowieści była świadoma, że ona sama nie miała by o czym opowiadać. Miała tylko swoją prace i jedną przyjaciółkę. A o przyjaciołach i ich sekrecie nie mogła by opowiadać. Nigdy nie mówiła o tym nikomu. Bała się konsekwencji. Dla siebie. I tego co zrobiono by jej przyjaciołom. Bała się też i straty czegoś, co należało tylko do niej.
Ciągnięcie rannej kobiety było bardzo męczące. Potrzebowała wielu postojów. Gdy znalazła duża jamę w ziemi zatrzymała się. Uznała że powinny tam przeczekać najbliższą noc. Bolały ją wszystkie mięśnie i była zlana potem. Ostrożnie sprawdziła czy jama jest pusta.
- Tu spędzimy noc – powiedziała Razi wciągając ranną kobietę do środka jamy.
Krisi nie reagowała, leżąc bezładnie. Razi ułożyła ją jak najwygodniej. Ranna kobieta miała dziwnie puste spojrzenie. Nie był to zdaniem Razi dobry znak.
- Czujesz się dobrze? – zapytała ranną.
- Może być. – opowiedziała po chwili ciszy Krisi.
- Boli cię coś?
- Tylko noga i bok. – odpowiedziała ranna, dotykając bolących miejsc.- To nic takiego. Wytrzymam. Nie przejmuj się mną.
Razi skinęła głową. Może powinna coś jeszcze zrobić, ale była bardzo zmęczona. Ułożyła się w kącie jamy blisko wyjścia i szybko zapadła w sen.
Śniła niezwykły sen, taki jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyła. Unosiła się ponad ziemią i widziała wszystko z góry. W dole, pod sobą, ujrzała swoje, oplecione czułkami i mackami, ciało. Macki gdzieś prowadziły. Podążyła za nimi i dotarła do rowu. W środku kłębów macek tkwiła mała postać. Razi zbliżyła się do niej i zrozumiała je lepiej. Ujrzała wokół niego stosy kości. Od razu wiedziała że to zwabione do rowu ofiary, którymi karmiono kogoś kto praktycznie już nie żył, ale nie potrafił też do końca umrzeć. Nie chciała ujrzeć tego co tak naprawdę pożerało te wszystkie istoty. Sycenie się cudzym życiem, ich myślami, wspomnieniami i marzeniami wydawało jej się zarazem kuszące i absurdalne. Tak przerażającej formy nieśmiertelności nie potrafiła by sobie sama wyobrazić. Mimo to chciała tam zostać wiedziała, badać i eksperymentować, nawet mimo świadomości że mogła by tego potem żałować. Pomoc i ochrona miała swoją cenę. Czy była by gotowa ją zapłacić?
Uniosła się wyżej. Szybowała dalej i z góry ujrzała skulonego w płytkiej kryjówce Frikka. Podążał za nimi? Narażał się dla niej. Poruszyło ją to. Bardzo chciała do niego wrócić, ale nagle uświadomiła sobie że jeśli będzie starać się z nim spotkać, sprowadzi na niego nieszczęście i śmierć. Tego nie chciała. Zabili by go, albo kanibale, albo ludzie którzy chcieli ją ratować. Zmusiła się do wysiłku i podążała dalej.
Zauważyła na ziemi czworo swoich przyjaciół. Byli inni, zmienieni i ktoś im towarzyszył. Ich nowy towarzysz zbliżył się do niej. Otoczył ją. Po raz pierwszy w ten sposób dzieliła z kimś myśli. A nawet głęboko ukrytymi prawie zapomnianymi wspomnieniami i wiedzą. To było niezwykłe doświadczenie. Nie podejrzewała że można wiedzieć i pamiętać tak wiele. Chciała na zawsze już trwać w tej symbiozie…
Zbudziła się nagle. Było jej ciepło i przyjemnie, ale czuła zarazem dyskomfort. Miała wrażenie jakby coś ją dusiło. Oplatały ją łodygi i korzenie. Powoli się z nich uwalniała nie chcąc ich niszczyć. Z zaskoczeniem odkryła, że czuje się niespodziewanie dobrze. Lepiej niż powinna.
Ranna kobieta leżała obok niej, z szeroko otwartymi oczami.
- Jak się czujesz? – zapytała ją Razi, staraj się ukryć niepokój.
- Nie najgorzej. – odpowiedziała Krisi, z widocznym zaskoczeniem.
Wysoka kobieta powoli się uniosła i usiadła. Dotknęła swoich ran.
- Coś mnie wyleczyło.- powiedziała do Razi.
- Najwyraźniej.- mruknęła do wysokiej kobiety, starając się ukryć niepokój.
Wysoka kobieta nie była zaniepokojona, ani nawet zdziwiona. Krisi wcale się nie zastanawiała co się z nią stało. Za to zaczęła wyczołgiwać się z jamy. Gdy to jej się udało, wstała prostują się. Nie zwracała uwagi na powoli kulące się za jej plecami korzenie i cofające pędy. Razi ostrożnie nadal wyplątywała się z ich uścisku. Na pewno gdzieś prowadziły, ale czy miała czas by to teraz sprawdzić?
Ruszając za wysoką kobietą, Razi ujrzała srebrnawe bulwy obok korzeni, które je oplatały. Wiele ich tkwiło ponad jej głowa na suficie jamy. Miała wrażenie że coś ją obserwuje. Na swój sposób życzliwie, jakby nie chciało jej skrzywdzić. Czy rośliny mogły aż tak się zmienić? Czym była ta istota? Czymś więcej niż rośliną? Razi miała ochotę ją zbadać, ale wysoka kobieta była zajęta czymś innym. Szykowała się do długiego marszu.
- Mogę iść. Nic mnie już nie boli.– powiedziała Krisi ze zdziwieniem. - Dam radę tam dojść.
Wysoka kobieta spojrzała na południe.
- Gdzie chcesz iść? - zapytała zaniepokojona Razi, stając obok niej.
Wysoka kobieta odwróciła się i spojrzała wprost na Razi.
- Tam gdzie ona jest… moja przyjaciółka. Jak chcesz wracaj do schronu. – Krisi umilkła i nagle zapytała: - Wracasz?
Razi pokręciła głową. Nie miała do czego wracać.
cdn
Wyświetleń: 38  |  Dodano: 2020-09-17 11:42  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Pojedynek
opowiadania 2020-10-25 11:11
Bardzo krótki fragment spotkania starego, ale potężnego czarodzieja z liczną armią Jakuba. (TEKST...
Księga Rodzaju 44,14-16
pozostałe 2020-10-23 17:17
"I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi, bo przyczyną wszelkiego zła jest brak wiedzy biblijnej,...
Księga Rodzaju 44,10-13
pozostałe 2020-10-18 15:47
"I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi, bo przyczyną wszelkiego zła jest brak wiedzy biblijnej,...

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa