enamorada
liczba publikacji: 172
liczba punktów: 1850

Czas na brazyliadę

Już czas na brazylijski serial
Kolejny 223344 odcinek „Enamorady”.
Nie streszczę poprzednich, bo się nie zmieszczę. Miłej zabawy.
„Czas na zmiany”
– Znowu stawiasz pasjanse Ela? Popraw mi krawat. Mam spotkanie z zarządem. Spóźnię się.
– Zarząd ma jakieś imię? – spytałam Mateusza.
– Foch? Znowu? – zaczesywał nażelowany pióropusz i czyścił paluchem zęby. Ohyda.
– Kiedy wrócisz Mati? – nie odrywałam wzroku od kart, bo nie dało się patrzeć na ten poranny cyrk.
– Nie wiem, jak się przedłuży, to dam ci znak.
– Jak się wydłuży, to też daj znak – podniosłam wzrok i widziałam, że jest zmieszany.
– Ela, proszę cię. Te twoje żarciki już mi się przejadły.
Mateusz codziennie rano odbywał ten sam rytuał. Błękitna koszula, żel na włosy i kretyński czerwony krawat. Zawsze się spieszył. Po prostu petarda: szafa, lustro, toaletka, żel, teczka, kurteczka i już go nie było. Prawie, bo zatrzymał się w drzwiach i wrócił do lustra.
– Zrób dzisiaj paellę. Albo nie, same krewetki zrób. Lustro przetrzyj, bo zniekształca. Żelu zabrakło. Zadzwonię do Kwiatkowskiej.
Kwiatkowska, to nasza sąsiadka. Dystrybutor kosmetyków.
– Po co mi o tym mówisz? – spytałam i wypięłam pupkę w jego stronę. Nie zauważył, przeleciał koło mnie.
– Czas… Czas mnie goni. Ostro i do przodu! Jak się prezentuję? Hę? Dam im dzisiaj popalić. Nie siedź godzinami przy tym komputerze i zostaw te karty. Miłego dnia.
Od pół roku życzy mi miłego dnia! Czasami mówię do siebie. Mój monolog wewnętrzny, który się musi uzewnętrznić jakoś. Podniosłam żel, żeby sprawdzić faktyczną zawartość i monologowałam:
„Urocze. Kosmetyki Kwiatkowskiej. Wiem do czego pijesz, Mateuszu. Dystrybutora chce ze mnie zrobić. Kretyn. Witam, doniosłam panu pachnidła na lata całe. Polecam. Donia Ela”.
Spojrzałam na siebie w lustro i stwierdziłam, że faktycznie zniekształca. Biodra jakby szersze, znalazłam dwa włosy na brodzie, nową zmarszczkę i nowy pieprzyk na czole.
„Ja pitolę był wcześniej czy nie? Czegoś ci brakuje Elu. Żelu? Miłości? Radości?” ­– spojrzałam w lustro, a z tyłu, za mną, stał wielki hiszpański kok we włosach.
Carmen, moja służąca z Bzowa, zawsze pojawia się cicho, bezszelestnie. Najpierw obserwuje przez dziurkę od klucza, co się dzieje. Potem pojawia się, stoi, patrzy i czeka.
– Carmen weszłaś tak cichutko. Nawet nie szurasz kapciami. Brawo. Co tam?
– Przyniosłam korespondencję dla pana Mateusza.
– Połóż proszę. Ładnie wyglądasz.
– Dziękuję.
– Pięknie… Naprawdę! – mam nadzieję, że nie wierzyła w to co mówię, bo codziennie wyglądała identyko.
– Pani śniadanie… – ten piszczący głos drażnił mnie coraz bardziej.
– Postaw – ugryzłam rogalika, który od razu skojarzył mi się z zapomnianą, męska częścią ciała i poczułam się lepiej.
– Jak ci się Carmen układa z mężem? – pytałam, bo coś trzeba było mówić.
– Zmienił się – odpowiedziała nieśmiało.
– Postarzał się? – ciamkałam z rozkoszą.
– Nie, nawet nie to. Ciągle czegoś szuka.
– Czego taki Rysiu może szukać. Czystych majtek? Wódki? Oni bez przerwy czegoś szukają. Oj tam. Znajdziecie, każdy w końcu znajduje – konwersowałam, czując masełko orzechowe i ciepełko w ustach.
– Oby nie w kimś innym.
– Tak Carmen. Każdy ma swoje problemy. Straciłam pracę. Skończyłam czterdziestkę i nie mam głowy do tego, żeby rozumieć. Możesz iść – ciamkałam. – Przejedź tylko szmatką posążek Buddy. Bo może to przez ten kurz przestałam być ukochanym dzieckiem Wszechświata.
– Pan Mateusz, gdyby to słyszał byłoby mu trochę przykro. Kocha panią.
– Szczęście już mnie dawno opuściło. Mam czterdzieści pięć lat i żadnych perspektyw na przyszłość. Dziennikarka roku to przeszłość. Nie pojadłam. Co mamy jeszcze dobrego w lodówce?
– Wszystko co pani potrzebuje, żeby obejrzeć swój program. Po co pani to robi? Trzeba się ogarnąć i iść dalej – mówiła, przecierając posążek uśmiechniętego Buddy.
– Jak mam iść dalej? Jak jakaś młoda cipka zarzyna moje medialne dzieciątko – chodziło o mój program telewizyjny, który stworzyłam. Codziennie go oglądałam, płakałam, popijałam, obżerałam się. Musiałam. To było silniejsze ode mnie.
– Po co pani na to patrzy?
– Carmen, proszę cię. Przynieś lody, chipsy i kielicha. I włącz ten telewizor.
– Dobrze, ale nie zmusi mnie pani, żeby oglądać go z panią. Proszę bardzo.
Włączyła. Nie wytrzymywałam presji. Młoda, ładna. Musiałam sobie nalać. Wcześniej tego nie robiłam, ale w tej sytuacji… Bolało.
– Szanowni państwo, w dzisiejszym programie „Kawa czy kawa z cukrem”, będziemy gościć znanego terapeutę – pana Vana.
– Jesteś zasrańcu – gadałam do telewizora – terapeuta Van? Skąd go wytrzasnęłaś? Amatorka!
– To trudne – mądrował się pan Van – trzeba zmienić nawyki myślowe. Zmiany muszą dokonać się w nas samych. Co wewnątrz, to na zewnątrz.
– To prawda – dodałam swój komentarzyk – jeśli w środku wygląda ten pan tak jak na zewnątrz, to gratuluję.
– Każdą terapię zacząłbym od zadania sobie pytania: czego tak naprawdę chcesz? Jeśli znasz odpowiedź na to pytanie, wszystko się zmienia, nakierowuje się samo.
– Że tak powiem – wiedziałam, co powie. Zawsze wiedziałam.
– Że tak powiem. Nasi rodzice już od dzieciństwa wpajali nam złe nawyki myślowe. Powiedzenia typu: jesteś niedobry, dzieci i ryby głosu nie mają, wyrobiły w nas nawyk autodestrukcji.
– Zasraniec – wytknęłam język do telewizora.
– Szanowni państwo. Nasz gość będzie odbierał telefony jeszcze przez pół godziny. Trzej pierwsi telewidzowie, którzy się do nas dodzwonią, będą mieli szansę na rozmowę na antenie i otrzymają w prezencie kosz pełen niespodzianek.
– Wolałabym torbę z twoją dedykacją. Dlaczego zgasiłaś telewizor? Carmen!
– Pan Mateusz podjechał – wiedziała, że cierpię.
– Jak to, o tej porze? Zabieraj to żarełko. Daleko nie chowaj.
*
Mateusz wpadł wściekły z zalaną jedwabną, niebieską koszulą kupioną w ZARZE. Kocha te klimaty, więc miał prawo być wściekły.
– Co tu robisz Mateusz?
– Wyszedłem na parking, podawałem stróżowi kwitek. Wylazł do mnie z kawą i zobacz ­– wymachiwał łapkami i prezentował wielką, brązową plamę na pięknej koszuli.
– Kawa czy kawa z cukrem? – spytałam złośliwie. Bo mój program nazywał się „Kawa czy kawa z cukrem”, ale już tylko ja o tym pamiętałam.
– Z cukrem, bo zobacz... Spójrz – był naprawdę rozdarty.
– Przyjechałeś spod firmy zmienić koszulę?
– Powinni go zwolnić za ten numer.
– Ile miał lat?
– Około czterdziestki. A jakie to ma znaczenie? Wiesz ile ta koszula...
– Kosztowała? Wiem. Sama ci ją kupiłam. Jak jeszcze pracowałam.
– To sama rozumiesz moje poruszenie.
– Nie przeginaj.
Na słowa nie przeginaj stanął jak wryty, rozejrzał się. Szukał motywu, żeby mi dowalić. Znalazł. Włączony, wyciszony telewizor, a w nim „zasraniec”: uśmiechnięta twarz, bez zmarszczek i kompleksów.
– Ela, jak tak siedzisz, to sprawdź moje walizki. Wyjeżdżam za tydzień służbowo. Oczywiście mówię teraz, żeby nie było, że nie mówiłem.
– Aha – próbowałam zareagować na tę wiadomość.
– Mówię teraz, bo wiem jak cię wszystko ostatnio drażni. Zobacz ile mam na głowie – nie wiem czy znowu mu chodziło o żel. – Na jogę się zapiszę. Taki żarcik. Ty też się ogarnij, bo widzę, że się coraz bardziej nudzisz. Minę masz taką, że bez kija nie podchodź. Zapomnij już o telewizji. Skończyłaś czterdziechę. Pogódź się z tym – doszedł do mnie i spojrzał mi w oczy. ­– Obiecaj, że znajdziesz dla siebie jakieś sensowne zajęcie. Tak dłużej nie można. Ten botoks, mówiłem. Zobacz jaką masz tu zmarchę – dotknął mojego czoła – skasował cię ten skalpel jak za zboże. Moja matka nigdy niczego nie stosowała. Może olej słonecznikowy jak się opalała. I zobacz, siedemdziesiątka na karku i ho, ho! Kawy nie pij. Ta dziewczyna co cię w telewizji zastępuje zrobiła bardzo ciekawy wywiad o kawie. Krawat mi popraw – poprawiłam.
– Podduszasz mnie! Wariatka.
– Stara wariatka.
Wyświetleń: 12  |  Dodano: 2018-01-07 10:43  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Pamiętnik Enamorady "Rękopis znaleziony na wycieraczce"
opowiadania 2018-09-19 17:05
Powstaje zbiór opowiadań. Zapraszam do czytania fragmentów;)
Księga Rodzaju 23,9-12
pozostałe 2018-09-19 11:18
"aby mi odstąpił jaskinię Machpela, którą ma na końcu pola swego" Czyli aby Abrahamowi, Efron odstąpił...
Księga Rodzaju 23,3-8
pozostałe 2018-09-17 09:08
"Potem Abraham wstał od swojej zmarłej i rzekł do Chetytów, mówiąc: Jestem u was osiadłym przybyszem;...
akademia

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa