el-e
liczba publikacji: 17
liczba punktów: 180

Zamknięte obiegi 01

Ben zabrał ją do staroświeckiej kawiarni, oklejonej kolorowymi i tandetnymi plakatami filmowymi z zeszłego stulecia gdzie zbierali się wszyscy dziwacy z New Kaktovik, a potem na długi spacer do lodowego sztucznego jeziora, które było największą atrakcją turystyczną w okolicy.
Ben zawsze lubił to miejsce. Spektakl w którym wykorzystywano animacje, sztuczny lód i światła potrafił oszołomić. Pracownicy tego małego parku rozrywki dbali o to by każde przedstawienie było wyjątkowe. Ben uznał, że to najbardziej odpowiednie miejsce na ich ostatnie spotkanie. I dobre miejsce na ostatnią rozmowę dwojga młodych ludzi, którzy byli sobie bliscy, ale postanowili się rozstać. Znali się do zawsze, przyjaźnili się od piątego roku życia, parą byli od kilku lat ale nigdy nie planowali wspólnej przyszłości. Za bardzo się różnili.
Usiedli w oddali od innych widzów i obserwowali opowieść ze starego serialu. Ta historia zawsze ją śmieszyła, czym naraziła się przyjaciołom Bena. Cieszyła się że są sami. Nie chciała głośniej pełnej ludzi imprezy pożegnalnej. Ci którzy wyjeżdżali z miast na zawsze czasem je robili, ona nie miała na to ochoty.
- Jutro kończysz 18 lat – powiedział Ben, to co było oczywiste.
Jego spokojne przejrzyście niebieskie i lekko skośne oczy wpatrywały się w nią z uwagą i smutkiem. Był przystojny i inteligenty. Wiele dziewczyn chciało zwrócić na siebie jego uwagę, ale on je ignorował. Był ambitny i interesowały go tylko jego projekty i konstrukcje. Był z nią, bo się do niej przyzwyczaił. Po prostu nie przeszkadzała mu kiedy był zajęty tworzeniem kolejnego projektu. Akceptowała to, bo przecież to było tylko na jakiś czas.
- W końcu – powiedziała Sarah z szerokim uśmiechem. - Nie mogłam się już doczekać.
- Od razu wyjeżdżasz?
Skinęła głową. Już dawno zarezerwowała bilet. Nie pozwolili jej od razu ustalić celu podróży. Wszyscy jej radzili by poczekała na rozwój sytuacji. Pewne miejsca stawały się niebezpieczne i niedostępne, tylko by straciła ciężko zarobione pieniądze. Ben pomagał jej zdobywać kolejne dorywcze prace, doradzał jak zaoszczędzić więcej. Był w tym dobry. Nigdy też nie powiedział, że pojedzie z nią. A ona nie prosiła go o to. Gdyby chciał to by to zaproponował. Byli całkiem różni. Może to ich do siebie przyciągało.
- Gdzie polecisz?
- Jeszcze nie wiem – powiedziała szczerze. Jeszcze kilka dni temu była pewna, ale zamknęli porty i musiała zmieniać plany. - Sprawdzę na miejscu.
- Nie masz celu – powiedział cicho Ben wbijając wzrok w sztuczną górę lodu.
Znów zauważył oczywistość. Czasem to robił i zawsze rytowało ją to.
- To będzie ciekawa podróż – powiedziała z naciskiem. - Lubie niespodzianki.
Na niebie pojawił się księżyc.
- Nic mnie tu nie trzyma – Sarah powiedziała niespodziewanie dla siebie samej.
Zawsze żałowała że postępuje impulsywnie, ale nic nie mogła na to poradzić.
- Ja tu jestem – powiedział Ben cicho i spokojnie.
Wiedziała że na nic więcej nie może liczyć. Nie będzie jej przekonywać. To o wiele za mało by nawet zastanowiła się na zmianę planów.
- To za mało – powiedziała ostro i impulsywnie.- Chce coś przeżyć. Zobaczyć… tu nie mam na to szans…
Ben powoli skinął głową. Był jej przyjacielem, pierwszą miłością i pierwszym kochankiem. Wiele dla siebie znaczyli, ale nie chciał z nią lecieć. Irytowało ją to, ale musiała to zaakceptować. Była pewna, że Ben szybko się pocieszy. Zajmie czymś, spotka kogoś z kim się zwiąże. Oboje byli jeszcze młodzi, zapewne szybko spotkają kogoś z kimś spędza może nie całe życie, ale na pewno jakiś czas. Wszystko między nimi ostatnio było takie zimne, racjonalne i męczące. Wolała by ten etap jej życia już się kończył.
Siedzieli w ciszy i nie zbliżali się do siebie,. Cały czas trzymali się na dystans. Od kilku dni nie byli ze sobą. Trochę żałowała ale przecież nie będzie go prosić.
Siedzieli w milczeniu, każde zajęte swoimi myślami. Czy Ben myślał teraz o projekcie, który odłożył na potem by spędzić z nią jej ostatni wieczór w New Kaktovik? Nigdy nie wyjawiał jej swoich emocji, ale mogła na nim polegać. Pomagał jej zawsze gdy tego potrzebowała. Kiedy wyjawiła mu co planuje zaczęli się powoli od siebie oddalać. Nadal się spotykali, ale pewnych tematów unikali jak ognia. Może nie powinni byli się dziś spotkać, tylko szybko pożegnać i zająć każde swoimi sprawami? Już chyba nic nie mogli sobie powiedzieć. Sytuacja zaczęła jej ciążyć. Gdy w końcu gdy zrobiło się zbyt zimno by siedzieć przy sztucznym lodzie odetchnęła z ulgą.
Wyruszyli do jej domu. A raczej do budynku, gdzie dostała tymczasowe mieszkanie po tym jak jej rodzice wszczęli tą jedna awanturę, która przeważyła szale. Miała dość ich wiecznej wojny i zgłosiła się do opieki społecznej z prośba o pomoc. Pozwolono jej wyprowadzić się do rodziców. Dostała kieszonkowe, pozwolenie na pracę i mikroskopijne mieszkanie tylko dla siebie. Jej ostatnie dwa lata wypełnione były planami wyjazdu i szykowanie się do niego.
Ben odprowadził ją pod same drzwi skromnego budynku, gdzie czasem nocowali bezdomni, sieroty i nieudacznicy. Tylko Sarah wraz z dwojgiem innych nastolatków mieszkała tam na stałe.
- To był miły wieczór – powiedział Ben i pocałował ją w policzek jak brzydką kuzynkę.- Odzywaj się czasem... oczywiście jak będziesz mieć czas.
Skinęła głową i zmusiła się do uśmiechu. To było absurdalne zachowanie, ale cieszyła się ma to za sobą. Pomachała mu kiedy odchodził.
Weszła do ciemnego pokoju i nie zapalając świateł ruszyła do swojej sypialni. Już dawno się spakowała. Nic nie zostawiała za sobą. To czego nie chciała zabierać ze sobą rozdała lub sprzedała. Z nikim poza Bene się nie żegnała. Nie miała na to ochoty. Od opiekunów i kilku koleżanek dostała życzenia dobrej podróży i to było wszystko. Tak wolała.
Wykąpała się i naga wskoczyła do łóżka. Wzięła pigułki na sen i nastawiła budzik.
Kiedy tylko wstała nałożyła na siebie przygotowane ubranie wyruszyła na lotnisko. Była już spakowana i przygotowana na to do kilku dni ale i tak utknęła na kilka minut przed lotniskiem szukając bransoletki, która pozwała przekroczyć jego granice.
Kiedy ciemne wielkie wrota na lotnisko się przed nią otworzyły była podekscytowana. Wnętrze było ogromne i imponujące, na pewno spodobało by się Benowi. Stal i szkło tworzyły imponująca przestrzeń, w której mieściły się małe pasażerskie samoloty. W powietrzu migotały hologramy. Wszędzie dostrzegała reklamy produktów, o których nigdy nie słyszał. Piękni, i zapewne sławni ludzie, których ona jednak nie znała, zwracali się wprost do niej, mówiąc o sprawach, o których nie miała pojęcia. To był całkiem inny świat i ją oszołomił.
Powoli podeszła do długiego kontuaru, za którym za grubą szybą krążyły tak samo ubrane młode kobiety. Sarah nerwowo zastukała w szybę. Dość dobrze skorygowana młoda kobieta, o śniadej skórze i platynowy włosach, spojrzała na nią z wyuczonym uprzejmym śmiechem i wyćwiczoną zawodową uwagą. Miała na sobie przylegający do ciała szary mundurek, który niektórzy uznali by za zbyt śmiały. Sarah pokazała jej swój identyfikator.
- Data urodzenia?- zapytała kobieta z uśmiechem.
- 13 września 2081.
Brwi młodej kobiety za konturem lekko się uniosły do góry.
- Nie czekałaś… Dziś masz urodziny...
- Na co miałam czekać? - zapytała Sarah z odrobiną złości.
- To martwy sezon – odpowiedziała spokojnie i z powagą młoda kobieta.- Znika wtedy z rynku wiele ofert sezonowych prac. Za kilka tygodni było by lepiej.
- Nie chce czekać – powiedziała z naciskiem Sarah. - Mam pieniądze na przelot.
Kobieta bez emocji skinęła głową. Sarah odetchnęła i zaczęła się zastanawiać kim jest kobieta, która zaczęła wstukiwać jej dane do komputera. Nadal robiono to ręcznie, by dać komuś czas na wycofanie się. Skąd ta młoda kobieta pochodziła? Jaki był jej rocznik? Lubiła swoją pracę?
- Nie można wrócić – powiedziała kobieta unosząc w końcu głowę i spoglądając na Sarah.
- Wiem – krótko odpowiedziała.
- W takim razi zapraszam do pokoju numer 2011. Idź po zielonej linii, i powodzenia.
Sarah uśmiechnęła się do młodej kobiety, która od razu straciła zainteresowanie nią i szła za linią pokazującą się na posadzce. Zdusiła w sobie ochotę by się obejrzeć za siebie. To nie miało przecież sensu. Nie planowała tu nigdy wrócić. Nie miała do czego wracać.
Dotarła do drzwi, na których wymalowano numer 2011. Szybko nacisnęła klamkę, kolejną pamiątkę z przeszłości, którą umieszczono tu by nie peszyć zacofanych nieszczepionych. Czytała o tym. Zaszczepieni mieli ich za upartych zwolenników natury i przeszłości. Często wyobrażali sobie że żyją bez prądu i bieżącej wody i innych wynalazków cywilizacji dla samej zasady. Czasem gdy rozmawiała przez sieć z kimś zaszczepiony, była urażona jego wyobrażeniem o tym jaka jest i jak żyje. Drażniło ją to co o niej mogli inni myśleć. Czuła się inna i gorsza, ale na szczęście szybko to się zmieni. Czekała ją seria szczepień, po której świat się przed nią otworzy.
W pokoju nikogo nie było stał tam tylko fotel i naprawdę wielki ekran. Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi na ekranie pojawiła się kobieca twarz. Kobieta o czarnej skórze i ogromnych zielonych oczach uśmiechnęła się do niej szeroko.
- Nie ma się czego bać – powiedziała przyjemny niskim głosem.
- Nie boje się – zdecydowanie mniej przyjemnie odpowiedziała Sarah. Była zdenerwowana i chyba nie panowała nad swoim zachowaniem.
Kobiet z ekranu nie przejęła się tym.
- Spokojnie przeprowadzimy cię przez wszystkie etapy i będziesz mogła polecieć gdzie tylko zapragniesz – powiedziała przyjaźnie kobieta z ekranu. - Gotowa na badania?
Sarah skinęła głową.
- Proszę przebierz się z fartuch, który leży na fotelu. Dam ci chwilę.
Ekran zgasł. Sarah szybko zrzuciła ubranie i się przebrała się w cienki jednorazowy fartuch. Nieufnie przyglądała się fotelowi. Wiedziała że to nieuniknione. Jakoś to przeżyje i będzie mogła spełniać marzenia. Nie miał tego co kobieta z ekranu czy te za kontuarem. To jej pradziadkowie zdecydowali, że chcą żyć bez szczepionek. Tak samo zdecydowali jej dziadkowie i rodzice. Ona mogła to zmienić.
Usiadła na wielkim fotelu, który do razu ożył i uzbroił się. Patrzyła na unoszące się przed nią ostre narzędzia. Na ekranie znów pojawiła się czarnoskóra kobieta.
- Poznajmy się lepiej – powiedziała lekkim tonem kobieta, która wpatrywała się w ekran komputera i po chwili wiedziała o niej już wszystko.- Nie byłaś notowana i wszystko jest w porządku.
Przez całą ich rozmowę kobieta korzystała z komputera, który stał poza zasięgiem kamery, która ją pokazywała. To było lekko irytujące, ale widocznie tak to się odbywało.
- Usiądź wygodnie, przeskanujemy cię – powiedziała kobieta i spojrzała na chwilę na Sarah.- To nie powinno boleć, ale jak coś poczujesz to powiedź.
Sarah rozciągnęła się na fotelu, który rozłożył się. Przemknęła nad nią obręcz wydająca z siebie cichy nieprzyjemny dźwięk. Usłyszała trzy dźwięki i z fotela wyłoniły się trzy metalowe ramiona.
- Musimy pobrać ci krew, limfę i szpik… niestety to będzie boleć – ostrzegła ją ciemnoskóra kobieta.
Sarah zacisnęła zęby. Starała się nie ruszać i spokojnie oddychać. Poczuła ukłucie i zdawało jej się, że ból nie ma końca.
- To już koniec badań. Wszystko jest w porządku – pocieszyła ją czarnoskóra kobieta.- Masz idealne wyniki. No to teraz pora zaczynać wprowadzanie cię w świat.
To zabrzmiało bardzo protekcjonalnie. Sarah zignorowała swoje uczucia. Musiała przez to przejeść. Na początek wszczepiono jej identyfikator pod skórę na nadgarstku. Maleńka strzykawka pobrała jej krew i cenne czyste DNA. To był już prawie koniec. Czekała ją jeszcze pierwsza dawka szczepionek. Była bardziej zdenerwowana niż się spodziewała.
- Jestem w jednej szesnastej Indianka – powiedziała niespodziewanie Sarah.
- To urocze - chłodny głos ciemnoskórej kobiety nie pasował do jej uśmiechu.- Teraz zaczynamy podawać ci szczepionki.
- Może kręcić ci się w głowie.
- Nie szkodzi.
Miejsce gdzie igła dotknęła jej skóry zaczęło szczypać. Sarah zignorowała to. Wiedziała, że w każdym nowym miejscu dostaje się nową porcję szczepionek. W każdym mieście bano się innych chorób i starano się przed nimi ochronić. Zawsze wydawało jej się śmieszne, że ludzie chcieli mieć kontrolę nad naturą. Niektórzy chcieli przeżyć życie nigdy nie chorując, a nawet nigdy nie umrzeć. Dla niej to było nienaturalne. Ona chciała doświadczyć i przeżyć wszystko co tylko się da. Nie po to wyjeżdżała żeby tylko się chronić i przesadnie o siebie dbać.
Ciemnoskóra kobieta uważnie obserwowała ją i jej stan, który śledziły czujniki w foteli.
- Twój organizm dobrze reaguje… nie powinno być powikłań, a na wszelki wypadek obserwuj swoje reakcje… jak coś będzie się dziać od razu zgłoś się do lekarza. Zrobisz to?
- Oczywiście, przecież już chodziłam do lekarzy.
Czarnoskóra kobieta posłała jej zagadkowe szybkie spojrzenie i wróciła do danych z komputera. Czy ona jak i inni zaszczepieni brali ją za kogoś kto panicznie boi się lekarzy, medycyny, technologi i nauki? Chwilami miała dość takiego traktowania.
- Niektórzy unikają wizyt tak długo jak się da.
- Ja nie mam z tym problemów. To małe miasto ale nie jesteśmy wcale zacofani. Można żyć bez wielu rzeczy…
- Na przykład bez szczepionek.
Sarah westchnęła ciężko. Oczywiście zaczęła się obowiązkowa rozmowa o szczepionkach. To było nieuniknione. Miała serdecznie dość takich dyskusji, bo do niczego nie prowadziły. Ciemnoskóra kobiet wyliczała zalety szczepionek.
- Są całkiem nieszkodliwe. Niczym nie grożą. Po szczepieniu rodzi się zdrowe normalne dzieci.
- Nie chce mieć dzieci i genów po szczepionkach – stanowczo oświadczyła Sarah.
To było złośliwe. Czarnoskóra kobieta mocno zacisnęła usta. Chyba bardzo się starała czegoś nie powiedzieć.
- Nie chce mieć dzieci – powtórzyła Sarah. - Chce dostać szczepionkę hormonalną.
Płodność i zdrowie dzieci było dość drażliwym tematem. Kobieta nie miała zadowolonej miny. Na szczęście uznała że nie ma sensu tracić czasu na dalsze dyskusje i kobieta zmieniała temat.
- Wybrałaś już cel podróży?
Sarah zaprzeczyła. Musiała w końcu zdecydować gdzie może lecieć. A raczej sprawdzić, które miejsca ją przyjmą z jej szczepionkami.
- Sprawdzę twoje testy sensoryczne – powiedziała ciemnoskóra kobieta i po chwili oświadczyła. - Niestety poniżej średniej. Gdybyś miała dobre wyniki wysokiej wrażliwości mogła byś dobrze zarabiać.
- Naprawdę?
- Tak, oni są lepsi niż maszyny i problemy. Badają ich i dobrze im płacą.
A to nie mogła liczyć.
- Obejrzyj oferty pracy.
Sarah przejrzała je szybko. Nie znalazła nic ciekawego. Zazwyczaj praca kelnerki, opiekunki, pomoc przy małych ogrodach. Poczuła rozczarowanie. Czy jej oszczędności pozwolą jej na małą wycieczkę, na przykład do Nowego Paryża? Zapytała o to ciemnoskórą kobietę.
- Odradzam – powiedziała kobieta. - Tam jest bardzo drogo. Stać cię tylko na dwie doby w tym mieście.
Oczywiście wiedzieli ile ma pieniędzy. Trochę ją to drażniło.
- Nie da się tam szybko zarobić? - zapytała Sarah.
Kobieta pokręciła głową.
- Nie z twoimi zasobami.
- Co to znaczy?
- Nie masz ani dość dobrego wykształcenia, żadnego zawodu ani wyglądu – wyliczała ciemnoskóra kobieta.
Wcale jej się to nie spodobało. Odszukała strony z Nowego Paryża. Zobaczyła zdjęcia kobiet z tego miast. Wszystkie były seksowne, piękne i po wielu operacjach. Jej nie było by na to stać. Nie mogła z nimi konkurować.
- Co mi radzisz?
- Przyjmij ofertę z miasta, gdzie żyjąc i pracując najwięcej możesz zyskać- powiedziała ciemnoskóra kobieta. - Ucz się i odkładaj pieniądze, a możesz daleko zajść.
No tak, nie miała żadnego zawodu. Tylko kursy i szkolenia. Certyfikaty które zdobyła nie zrobiły wrażenia na ciemnoskórej kobiecie.
- Poszukiwani są ludzi z kwalifikacjami. Jak ich nie masz musisz przyjąć gorsza pracę.
Czy każdy młody człowiek opuszczający dom słyszał coś takiego? Nie wyjeżdżała po do żeby być rozsądną, to zostawiała za sobą. Chciała się bawić i żyć. Teraz dotarło do niej, że jej życie nie będzie wyglądać tak jak sobie wyobrażała. Choć chciała inaczej będzie dość zwykłe. Będzie pracować i zarabiać by jakoś się utrzymać i może z czasem jak się dorobi będzie ją stać na jakieś drobne luksusy, rozrywki i spełnianie kaprysów. No dobrze, to może i będzie dość nudne, normalne życie, ale spędzi je tak jak zechce. Nikt jej nie będzie niczego dyktował.
Musiała wyglądać na zrezygnowaną, bo ciemnoskóra kobieta nagle powiedziała:
- Dam ci jeszcze jedną dobrą radę. Sprawdzaj miast do których trafisz, to gdzie mogła byś dalej z nich wyjechać. Inaczej utkniesz gdzieś może i na zawsze.
Nie myślała o takiej możliwości. Nie po to wyjeżdżała, żeby gdzieś utknąć. Będzie musiała sprawdzać gdzie warto pojechać. Zaczęła szybko przerzucać oferty pracy i miejsca gdzie miała by żyć i pracować.
- Pewnie nie planujesz opuszczać północnej półkuli. Prawda? - dopytywała się ciemnoskóra kobieta.
- Jeszcze nie wiem.
- Przekroczenie pasa równikowego jest kosztowne. Pamiętaj o tym.
Sarah skinęła głową. Na razie i tak wolała zostać na północnej półkuli. Kontynenty na równiku były podzielone szerokim pasem ziemi gdzie były tylko wielkie lustra. To tam produkowano energię, z której wszyscy korzystali. Jej cena i dostępność były zależne od wielkości luster zbierających promienie słoneczne. Podobno tylko jedna linia lotnicza latała przekraczając równik. Większość ludzi musiał pokonywać pas równikowy podziemnymi tunelami.
W końcu wybrała lotnisko, z którego mogła szybko dotrzeć do miejsca gdzie oferowano jej prace. Zdecydowała się na Nowy Belfast. Uznała że potrzebuje trochę czasu by przygotować się na cieplejsze i bardziej egzotyczne miejsce.
Ustaliły wszystko z ciemnoskóra kobieta i po ubraniu się w swoje rzeczy Sarah opuściła pokój 2011 i ruszyła do bramy, za która było już lotnisko.
Weszła do ogromnej poczekalni gdzie było kilku podróżnych. Zaciekawiona rozejrzała się wokoło. Było tam kasyno, nocny klub, kilka sklepów, sala multimedialna, mały ogród, muzeum, hoteli i restauracja. Wszystko co mogło pomóc zabić czas ludziom czekającym na przesiadkę. Samoloty wylatywały tylko raz dziennie. Ta najnowsza fala w polityce i ekologii wzbudziła protesty, ale korporacje były nieugięte. Na pewno co się za tym kryło, ale Sarah podobała się ta oszczędność zasobów naturalnych.
Świat był podzielony i to nie tylko przez politykę wobec niezaszczepionych. Wobec sprzeciwu ludzi decydowano się podzielić świat na zamknięte systemy. Ludzie niezaszczepieni żyli tam gdzie chcieli ale mogli podróżować linami lotniczymi. Tylko przyjęcie szczepionek pozwalało ludziom szybko podróżować po całym świecie. Nie mogli mieszkać tam gdzie niezaszczepieni, ale chyba nikt tego nie żałował. Jeśli podróżnicy chcieli się gdzieś osiedlić na dłużej korzystali z pasów ziemi, które zostawiono w prawie wszystkich nowych miastach.
To był tylko najwyraźniejszy podział. Sarah już się przekonała, że wszędzie były podziały. Uważanie się za lepszych od reszty ludzi niektórym przychodziło bez trudu. Nawet w tej poczekalni było to widać. Bogato ubrani młodzi ludzie nie zwracali uwagi na nikogo. Mieli zafarbowane na jaskrawe kolory włosy i liczne modyfikacje. Młoda para w czarni trzymała się za ręce i coś do siebie szeptała. Starsza kobieta w staroświeckiej sukience i wielkich okularach chichotała słuchając czegoś w swoich wielkich słuchawkach. Starszy pan w wytartym garniturze czytał prawdziwą książkę. Pierwszy raz widziała książkę.
Usiadła na wolnym fotelu na uboczu. Wyjęła telefon i zaczęła planować swoje przyszłe życie. Sprawdzała mieszkania do wynajęcia i komunikację. Na wszelki wpadek sprawdziła też grupę wsparcia dla nowo zaszczepionych. W końcu uznała że powinna sobie ze wszystkim poradzić.
Po godzinie czekania dostała posiłek w opakowaniu, które się rozpadało się w kilka chwil po tym jak się je dotknie. Pudełko zmieniało się w lepką papkę, którą trzeba było zetrzeć z dłoni. A to i jak było lepsze niż wdychanie pyłu, który podobno szkodził.
Młodzi ludzie z modyfikacjami nakryli się kocami i nagle zaczęli chichotać a potem jęczeć. Wszyscy wokoło ignorowali parę młodych ludzi. Długo nie rozumiała co im się stało, ale nagle do niej dotarło że oboje masturbowali się. I to w miejscu publicznym. Sarah była zszokowana. Nie spodziewała się czegoś takiego, ale tak jak inni udawała, że niczego nie widzi i nie słyszy.
Ucieszyła się gdy oznajmiono, że samolot już na nich czeka.
Wnętrze samolotu rozczarowało ją. Ascetyczne i podniszczone z fotelami oddalonymi od siebie.
Usiadła i słuchała szumu rozmów, które toczył się wokół niej . Rozmowa o przeszłości. Młoda para w czerni dyskutował o czym zawzięcie. Rozczarowała się gdy się okazało że to o szczepionki toczy się ich spór.
- W drugim pokoleniu mieli problemy.
- To dotyczyło małej liczny populacji.
- Dla tych ludzi to była katastrofa.
- Nie przesadzaj.
- Mutacje to nie koniec świata.
- Choroby nie zabijają.
- Tylko zabierają ochotę do życia.
Od takich niekończących się rozważań uciekała, ale szybko odkryła, że nie uda jej się to.
W końcu maszyna oderwała się od ziemi.
Opuszczała Alaskę.
Czekała ją kwarantanna. I nie miało znaczenia, że była po badaniach. Że miała opis swojego stanu zdrowie. Że była zdrowa. Może to był rodzaj kary? Tylko kogo tak karano? Jej pradziadków, dziadków, rodziców? To nie miło sensu, ale taka już była natura ludzka.
W oddali ujrzała ogromne budowle. Ben byłby zachwycony.
Zatęskniła za przyjacielem. Było tak jak się obawiała. Jej zależało bardziej.
Wyświetleń: 67  |  Dodano: 2022-02-14 14:30  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Nic się nie da zrobić
poezja 2022-03-13 15:40
Wiersz pochodzi z tomiku "Jestem pozytywna bakterią"
W poszukiwaniu śmierci... po śmierci
powieść 2021-12-27 20:28
Fragment niezbyt długiej powieści pt.: "Pustka", w której bohater uwięziony na Ziemi po swojej śmierci...
Korekta (Księga Rodzaju 29,16-20)
pozostałe 2021-10-21 15:01
"I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi, bo przyczyną wszelkiego zła jest brak wiedzy biblijnej,...
akademia

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa