kristof
liczba publikacji: 35
liczba punktów: 1454

W poszukiwaniu śmierci... po śmierci

...
Do końca tej nocy, Tomasz trzymał się dwóch ratowników, z którymi wcześniej grzecznie
pożegnał owdowiałą staruszkę. Zdążyli pojawić się na imprezie rodzinnej, na której kompletnie
pijana rodzina ośmioosobowa urządziła sobie zabawę w wyzwania. Wynikiem której była potrzebna
pomoc w nałożeniu kilku szwów dla niezbyt mądrej kobiety. Później wyjechali do starszego
mężczyzny, który w środku nocy, oparzył się gorącą wodą, aż w końcu nad ranem, pojawili się u
pewnej kobiety, która twierdząc, że jest ciężko chora, poprosiła ich o przyniesienie im świeżego
pieczywa.
Nic konkretnego, nic czego oczekiwał Tomasz nie wydarzyło się tej nocy. Dwaj ratownicy,
kończący swoją zmianę, z radością udali się do swoich domów, a on pozostał znów bez niczego.
Słońce ponownie zawitało nad miastem, życie wróciło na ulice, a on stał przed szpitalem, tuż obok
ambulansu i czekał na kolejną dwójkę ratowników, która właśnie kończyła pić kawę i
przygotowywała się do kolejnego dnia pracy. Tym razem była to dwójka złożona z młodej kobiety i
sporo starszego mężczyzny. Obaj dobrze się znali i widać było, że dobrze współpracowali.
Rozmawiali, wciąż śmiejąc się i dogadując nawzajem. Tomasz już chciał z nimi zabrać się do ich
pojazdu, ale nagle usłyszał słowa ratownika:
– I przez to nie lubię nocnych zmian – otwarł drzwi do samochodu, zajmując miejsce
kierowcy. - Nie wiem czemu, ale nie lubię patrzeć na nieboszczyków. Wolę o wiele bardziej
ratować ludzi, niż stwierdzać zgodny.
– Myślisz, że za dnia nikt nie umiera?
– Nie o to chodzi. Za dnia po prostu ludzie od razu dzwonią po koronera. Wiedzą, że my, już
nic im nie pomożemy.
– Coś w tym jest.
Tomasz stanął przed ich pojazdem i wtedy ratownik zamknął drzwi przed nim, włączając silnik.
– Dobrze wiedzieć – powiedział sam do siebie i patrząc na ogromny szpital przed nim, zaczął
myśleć nad inną możliwością znalezienia śmierci.
– Gdzie jak nie w szpitalu mógł znaleźć kogoś umierającego – pomyślał i pełen entuzjazmu
ruszył do głównego wejścia.
Ludzi o tej porze przed szpitalem nie było mało, więc bez problemu wszedł do środka i
przechodząc niezauważony obok recepcji, przemierzał korytarze szpitalne, zaglądając do otwartych
sal. Na jego nieszczęście, pacjenci znajdujący się w szpitalu wyglądali na bardziej zdrowych, niż
potrzebujących opieki medycznej. Jedni siedzieli sobie na łóżkach, inni spacerowali, jeszcze inni
czytali gazety, co coraz bardziej denerwowało spacerującego po szpitalu Tomasza. Kiedy w końcu
trafił na salę, w której leżało dwóch pacjentów, ochoczo wszedł do środka i przybliżył się do
jednego z nich, przyglądając mu się uważnie. Miał nadzieję, że człowiek leżący przed nim jest co
najmniej w ciężkim lub w umierającym stanie, ale szybko zdał sobie sprawę, że obaj pacjenci tylko
śpią twardo i nawet nie mają do siebie podłączonej żadnej medycznej aparatury.
– Siostro! Siostro! - usłyszał nagle głos starszego mężczyzny w innej sali. - Ja tu umieram!
Tomasz od razu ruszył za jego głosem pełen nadziei, ale gdy tylko wszedł do środka od razu
zobaczył potężnie zbudowaną, doświadczoną pielęgniarkę stojącą nad „umierającym” pacjentem ze
strzykawką w ręce:
– Wystaw pan tyłek, a nie rób mi pan tu cyrku.
– Chciałaby siostra już się mnie pozbyć, prawda? Widzę to, po twoich oczach.
– Po raz setny mówię, że nie jestem żadną siostrą. Proszę mi mówić, pani Marto albo
pielęgniarko, jak już tak ciężko po imieniu.
– Dobrze... siostro – odparł i z uśmiechem na twarzy odwrócił się do niej.
Pielęgniarka wbiła mu w pośladek igłę, aż pacjent zawył z bólu i powiedział:
– Ty na serio chcesz mnie zabić... szalona siostro.
– Jednego cyrkuśnika będzie mniej – odpowiedziała i wyszła z sali zadowolona.
Z kolei Tomasz zawiedziony ruszył wzdłuż korytarza, aż w końcu doszedł do oddziału
zamkniętego. Stanął przed nim i czekał, wahając się, czy czekać na możliwość wejścia do środka.
Nie chciał zostać znów uwięziony, ale gdy nagle drzwi się otwarły, nie mógł nie skorzystać z okazji.
Przeszedł przez nie i podążył dalej, kierując się w stronę sal operacyjnych. W tym oddziale już nie
było tak spokojnie, sale co prawda stały puste, ale im dalej brnął w głąb tego oddziału, tym więcej
lekarzy przechodziło przez korytarz pospiesznym krokiem. Tomasz czuł, że musi się coś dziać.
Chirurdzy przygotowani do działania już skręcali do sali, do której niestety drzwi się za nimi
szybko zamykały. Tomasz nie zdążył za nimi podążyć i stanął przed okienkiem, by zerknąć do
środka. Dojrzał leżącego pacjenta na środku stołu operacyjnego i kilku chirurgów wraz z
pielęgniarkami stojących wokół niego. Pacjent miał rozciętą klatkę piersiową, więc musiała być to
poważna operacja. Dawało to nadzieje Tomaszowi na odnalezienie w końcu swojego celu. Stał więc
przed salą i obserwował ich ruchy, mając nadzieję, że nie uratują swojego pacjenta. Czekał coraz
bardziej podniecony na śmierć, która wisiała nad ich salą.
Nagle jedna z pielęgniarek odeszła od stołu i otwarła drzwi, by wyjść z sali. Tomasz nie
mógł nie wejść do środka. Szczęśliwy z widoku przejętych i spoconych twarzy lekarzy, tylko czekał
na to, aż zostawią pacjenta w spokoju i odejdą, pozwalając mu umrzeć. Podekscytowany zaglądał
przez ich ramiona na pacjenta, obserwował ich reakcje, ale jak na złość wcale nie chcieli pozwolić
mu umrzeć. Nawet gdy trysła nieoczekiwanie krew w oczy jednemu z chirurgów, nie powstrzymało
ich to od ratowania życia pacjenta. Działali ze zdwojoną siłą i współpracowali jak najlepsi
chirurdzy na świecie, by tylko nie dopuścić do śmierci pacjenta. Tomasz zaczynał ich nienawidzić.
Pielęgniarka, która wcześniej wyszła, teraz wróciła pospiesznie, ale widząc, że w sali już
wśród zespołu panował spokój, sama przystanęła i zapytała:
– Udało się?
– Wątpiłaś w nas? - zapytał ją zadowolony z siebie chirurg.
Pielęgniarka uśmiechnęła się i pokiwała przecząco głową.
– Zaszyjcie pacjenta, proszę – odezwał się raz jeszcze ten sam chirurg i pielęgniarka otwarła
mu drzwi, wypuszczając na zewnątrz.
Tomasz nie widząc sensu pozostania w tej sali, wyszedł zaraz za nim i zawiedziony, ruszył w dalej.
Przez kilkadziesiąt minut przemierzył korytarzami cały szpital, ale nigdzie nie zastał
śmierci. W końcu zniecierpliwiony wyszedł na ulicę i mając dość tego miejsca, zaczął kierować się
do zupełnie innego miejsca. Chociaż nigdy tam nie był i nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby
kiedyś tam się pojawić z własnej woli, to teraz musiał się tam udać szukając śmierć. Hospicjum,
które szukał znajdowało na drugim końcu miasta, więc musiał trochę drogi pokonać.
Zbliżało się południe, więc nie chciał już więcej tracić czasu. Skoncentrowany na swoim
celu, przechodził z jednej ulicy, na drugą. Mijał bezwiednie ludzi, nie zatrzymując się ani na
moment. Nic go teraz nie interesowało. Pragnął być przy śmierci człowieka i tylko to się teraz
liczyło. Nie wiedział czego mógł się spodziewać, ale to była jego jedyna nadzieja na zakończenie
tego nieszczęsnego bytu na tym świecie.

"Pustka"
Krzysztof Lip
Wyświetleń: 196  |  Dodano: 2021-12-27 20:28  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Wiadomość
powieść 2022-06-01 09:18
Krótki fragment książki pt.: "3 dni" opowiadającej o pierwszych dniach napaści wojsk sąsiada na...
zwykli bohaterowie
powieść 2022-06-05 17:24
Krótki fragment książki pt.: "3 dni", opowiadającej o pierwszych dniach napaści zbrojnej na niepodległe...
Nic się nie da zrobić
poezja 2022-03-13 15:40
Wiersz pochodzi z tomiku "Jestem pozytywna bakterią"

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa