lisbeth
liczba publikacji: 7
liczba punktów: 745

Tatusiu, obiecałeś…

Szyba w drzwiach zniekształcała obraz szepczących rodziców. Dziewczynka słyszała każde słowo. Leząc w przepoconej pościeli, spragniona i walcząca o oddech, czekała. Niech ktoś już przyjdzie.


Próbowała zawołać, ale zamiast głosu z jej gardła wydobył się bolesny kaszel.


-Po prostu coś jej opowiedz. Do jutra powinna spaść gorączka.


Ostatnie zdanie wślizgnęło się do pokoju, wraz z dźwiękiem naciskanej klamki.


-Co tam kochanie, napijesz się?


Tata trzymał w ręku różowy kubek. Usiadł na wersalce i wygładził kołdrę w księżniczki. Gdy dotknął chłodną dłonią czoła córki, przymknęła oczy. Lęki na chwilę odeszły, a w obecności ojca, poczuła się bezpieczniej. Pokój znowu był jej, lampka z obracającymi się zwierzętami, nie przypominała już potwora chcącego ją pożreć. Tykanie zegara z myszką miki przycichło, a misie i lalki przestały szeptać za jej plecami.


-Nie będziesz już płakać, prawda? Po co te łezki. Mamusia i tatuś są obok. Nie ma się czego bać.


Pomógł się jej napić i odgarnął przepocone włosy z twarzy. Była wyczerpana gorączką. Licho wie, co takiego podłapała w przedszkolu. Odkąd przyszła jesień, nie było tygodnia, by jakieś choróbsko się nie przypętało. Tym razem, groźba zapalenia płuc zmobilizowała oboje rodziców, do zostania w domu. Doktor, który wcześniej rozwiewał ich obawy, tym razem był całkiem poważny. Julka dzielnie znosiła wszelkie niedogodności, ale widać było jak traci siły.


Infekcja nie chciała się poddać. Mała nie miała apetytu, ani chęci do zabawy, z rozbrykanego dziecka zamieniła się w wymęczoną staruszkę.


-Jeszcze łyczek, to ci coś opowiem.


Z trudem przełknęła gęsty syrop i z nadzieją spojrzała na ojca. Ten, w poszukiwaniu natchnienia rozglądał się po pokoju. Zwykle to żona zajmowała się zabawianiem córki, ale tym razem padło na niego. Była trzecia nad ranem, a on do późna biegał po mieście w poszukiwaniu dyżurującej apteki. Wszystkich Świętych zobowiązywało do odwiedzin na cmentarzach, a nie do chorowania. W końcu jednak udało mu się zrealizować recepty. Pozostawało czekać, aż lekarstwa zaczną działać. Modlił się o to, bo od kilku dni, niedosypiali, niedojadali, a mieszkanie zaczęło zarastać brudem. Mimo kilkuletniego stażu małżeńskiego i jednego dziecka, prowadzenie domu nadal było ich piętą achillesową. Gdyby nie babcie, dziecko żyłoby na zupkach z proszku. Wszystko, przez to, że przed ciążą, oboje żyli sobie wygodnie i dość lekkomyślnie. W obliczu prozy życia stawali się bezbronni.


Jak na złość, jego mama miała złamaną nogę, a teściowa wyjechała do Egiptu, spragniona słońca i przygód (miłosnych, jak się domyślał, a nie śmiał powiedzieć na głos, w obawie przed przymusową abstynencją seksualną).


Zostali sami na polu bitwy. Przegrywali z kretesem, ale jeszcze dalecy byli od przyznania się do porażki. Spanikowani i półżywi, modlili się o cud.


-Tatusiu, obiecałeś…


Słaby głosik wyrwał go z rozmyślań. Wrodzona niechęć do czytania i ograniczona wyobraźnia po raz pierwszy w jego życiu stały się problemem. Gigantycznym wręcz, biorąc pod uwagę okoliczności.


Chcąc nie chcąc, sięgnął głęboko w czeluść pamięci i wyciągnął mgliste wspomnienie wyniesione ze szkoły.


-Pewnego razu była sobie dziewczynka. Miała na imię Rozalka. Była bardzo biedna, nie miała pięknych zabawek, ani sukienek. Cały czas musiała ciężko pracować, ciężej nawet od tatusia, nosić drewno, sprzątać i gotować. Pewnego razu Rozalka, rozchorowała się, ale żyła w czasach, gdy nie było lekarzy, ani takich pysznych syropków, jakie ty dzisiaj pijesz. Mieszkała w drewnianym domku i nie było wtedy telewizji, ani samochodów, więc kiedy Rozalka się rozchorowała przyszła do niej Pani Znachorka. Wiesz kto to Znachorka? Taka pani, co udaje, że leczy i z tego żyje.


No więc, przyszła ta Pani, obejrzała Rozalkę i mówi, że dziewczynka musi się mocno wypocić, żeby choroba sobie poszła i że trzeba dziewczynkę położyć na desce i wsunąć do pieca na trzy zdrowaśki. Babcia cię uczyła mówić „Zdrowaś Maryjo”, prawda? Tak więc, włożyli Rozalkę do pieca, chociaż ta krzyczała i szarpała się, to i tak zamknięto drzwiczki i zaczęto się modlić. No i Rozalka się upiekła.


A teraz zamknij oczka i śpij.


Zadowolony z siebie, nie zwrócił uwagi na szeroka otwartą buzię córki, ani na ręce kurczowo zaciśnięte na kołdrze. Pocałował ją w policzek, zabrał kubek i wyszedł.


 


Nie minął kwadrans, gdy ciszę przeciął dziecięcy krzyk.


-Twoja kolej.


Mężczyzna odwrócił się na drugi bok i zakrył poduszką. Z ulgą zarejestrował ruch, z drugiej strony łóżka, ciężki westchnienie i kroki w przedpokoju. Nie zdążył jednak pogrążyć się bez reszty w błogiej nieświadomości, bo gwałtowne szarpnięcie, o mało nie zrzuciło go na ziemię.


-Coś ty jej naopowiadał, oszalałeś? Będziesz płacił za jej terapię do końca życia. Wiesz co się przyśniło Julce? Spalona dziewczynka, która ciągnęła ją za włosy, w stronę kuchni. Co ty na to?


-Zaraz oszaleję. Kochanie, jutro nic nie będzie pamiętała. Dajmy jej coś na uspokojenie, jakąś walerianę czy coś i proszę, śpijmy…Jest, cholera jasna, czwarta rano!


-No tak, ona ma gorączkę i ledwo oddycha, a tatuś ma to w dupie, bo chce się wyspać, normalne!


-Zaraz mnie szlag trafi. Zostałem w domu, bo tak samo jak ty się martwię. Od tygodnia waruję przy jej łóżku, ganiam po lekarzach i aptekach, ale tobie to nie wystarcza. Czego jeszcze, kurwa, chcesz?


-Od ciebie nic! Ale poczekaj, aż zachce ci się dupy.


Jego ukochana żona, uosobienie spokoju i dystynkcji w szerokim rozkroku pochylała się nad łóżkiem i poczerwieniała, opuchnięta, z pulsującą żyłą na skroni, wyszarpywała spod niego kołdrę. Wpakowała sobie pościel pod pachę i wyszła rzucając na prawo i lewo tłumione przekleństwa.


 


No pięknie, teraz już nie uśnie. Sięgnął do nocnej szafki i wyjął stopery do uszu. Następnie łyknął garść tabletek nasennych, nakrył się szlafrokiem żony i odleciał.


 


Z niedowierzaniem wpatrywał się zegar na ścianie. Spał bite dwanaście godzin. Oszołomiony, z kapciem w ustach, wczorajszych slipach i ze spuchniętą twarzą starał się zebrać do kupy myśli. Na pewno o czym zapomniał i czegoś nie zrobił. Wspomnienie scysji o świcie momentalnie odebrało mu chęć wyjścia z sypialni. Panujący półmrok i zastałe powietrze wydały mu się nad wyraz przytulne, ale apetyczny zapach dochodzący z kuchni obudził jego kiszki i zmusił do działania. Podrapał się po szorstkim policzku i z jękiem podniósł swoje cztery litery. Nie wiedzieć czemu, bolały go wszystkie mięśnie. Ubrał się w wymięta koszulkę i spodnie dresowe, przygładził włosy, otworzył drzwi i rąbnął jak długi, potykając się o bucik Julki. Złość dość szybko wyparowała na widok porozrzucanych zabawek. Znaczy się mała czuje się lepiej. Ulżyło mu. Pozostało przeprosić żonę, zjeść spóźnione śniadanie, a raczej obiad i można zacząć żyć.


Nie namyślając się wiele, ruszył prosto do kuchni, skąd dochodził smakowita woń. Zamiast jednak zastawionego stołu, znalazł kępkę jasnych włosów na oparciu krzesła.


-Kochanie! Kochanie! Julcia chyba traci włosy przez antybiotyki.


Starał się by uczucie histerii nie było wyczuwalne w jego głosie, ale z czymś takim spotkał się po raz pierwszy. Mało tego, kolejne blond pasma połyskiwały na rogu szafki, podłodze i na klamce. Opanował się. Najpierw coś zjeść. Nie ma co sobie psuć nerwów na głodnego.


Sięgnął po ręcznik i uchylił drzwiczki od piekarnika. Soczyste skwierczenie stało się głośniejsze. Przełknął ślinę, wyciągnął brytfannę i zdjął pokrywkę. Przymknął oczy i pozwolił by gorąca para pełna smakowitego zapachu wypełniła przestrzeń.


Nie zdążył spróbować, bo coś wbiło mu się w łydkę. Krzyknął i upuścił naczynie na stół, rozbryzgując wszędzie gorący tłuszcz.


Na ziemi, w nienaturalnej pozycji leżała jego żona. Podpierała się na łokciach i jednym okiem łypała na niego groźnie, boleśnie wykręcając szyję.


-Nigdy nie będziesz mógł spać spokojnie. Do końca życia będziemy cię odwiedzać w najgorszych snach, ty potworze – wysyczała – jak mogłeś. Tak bardzo ci przeszkadzałyśmy?


Nic nie rozumiejąc, w szoku, rzucił się na kolana i odwrócił ją na plecy. Wielka czerwona plama rozlała się przed jego oczami. Pochłonęła go, zmięła i wypluła z powrotem w wir koszmarnej rzeczywistości.


-Kochanie, kto ci to zrobił?


Niewprawnie starał się zahamować krwawienie. Obrusem, papierowymi ręcznikami, koszulką. Dziura w jej piersi, rosła coraz bardziej. Miotał się jak oszalały po kuchni. Komórka jak na złość się rozładowała, a całe osiedle zdawało się przenieść na pobliskie cmentarze by tam świętować pamięć o zmarłych. Na nic zdały się jego wysiłki. Kobieta wygięła w ostatnim spazmie kręgosłup i znieruchomiała.


Nagle coś sobie przypomniał. Znacząc trop krwawymi śladami stóp po jasnej wykładzinie, tłumiąc łkanie wszedł do pokoju dziecinnego. Julci tam nie było.


 


Salon.


Łazienka.


Sypialnia.
Pokój gościnny.


I powrót do kuchni.


 


W jego głowie coś pstryknęło. Płomień nadziei, że to tylko mu się śni, rozpalił się jasnym światłem. Absurd tej całej sytuacji objawił mu się jak Matka Boska niewinnym pastuszkom. Pokrzepiony, podszedł do stołu. Zajrzał.


Malutkie, dziwnie poskręcane ciałko, z zarumienioną, popękaną gdzie niegdzie skórką, jeszcze parowało. Apetyczny zapach zamienił się gęstą, tłustą chmurę, która szczelnie otuliła jego  rozum i pozbawiła możliwości odczuwania jakichkolwiek bodźców.


-Rozalko, Rozalko, nieszczęsna dziewczynko, gdzie moja córka? Co z nią zrobiłaś? Oddaj mi córkę, proszę…-załkał żałośnie.


 


 


 


 


 

Wyświetleń: 1543  |  Dodano: 2011-10-14 06:30  |  Punkty od użytkowników: 5.0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze
wyświetl:1

 
Zobacz również
"Pokaż mi horyzont"
opowiadania 2017-08-19 17:55
Fragment opowiadania Elżbiety Walczak ze zbioru "Nienasycenie" - premiera w listopadzie
"Zadzwoniła śmierć jak wybawienie"
opowiadania 2017-08-17 16:50
Fragment opowiadania Elżbiety Walczak "Zadzwoniła śmierć jak wybawienie" pochodzi ze zbioru opowiadań...
Kilka prostych słów do matki
poezja 2017-08-12 00:22
Mamo, dzieckiem Twym zawsze chcę być W Twych ramionach płakać, w Twych ramionach śnić Tyś skałą...

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa