kristof
liczba publikacji: 27
liczba punktów: 1264

Szach-mat - scena w lesie

...
Wszystkich oczy, były skupione na zachód, gdy nagle usłyszeli dźwięk łamiących się pod stopami gałązek ze wschodu. Zaskoczeni natychmiast skierowali w tamtą stronę swoją broń, gdy usłyszeli czyjś głos, wypowiadający słowa w obcym im języku, ale ze strony zachodniej. Zdezorientowani i coraz bardziej przestraszeni spoglądali raz w lewo, raz w prawo. Aż w końcu po ich prawej stronie zobaczyli wyłaniającego się między drzewami małego, zaledwie kilkuletniego chłopca. Beztrosko szedł przed siebie i dotykał drzewa, wymawiając kolejną liczbę. Z drugiej strony natomiast wyłoniło się w tym czasie pięciu terrorystów, na których czekali. Zajęci rozmową początkowo nie dostrzegli dziecka, ale gdy chłopiec doliczył do stu, stanął zaledwie kilkanaście metrów przed nimi i przerażony nie wiedział, co ma zrobić. Członkowie patrolu od razu podnieśli w jego stronę broń i zdziwieni jego obecnością, przyglądali mu się uważnie. Nie wiedzieli bowiem, czy widzą prawdziwego chłopca, błąkającego się po lesie, czy też zjawę, która im się z znikąd pojawiła.
Chłopiec stał wciąż przed nimi, a oni zaczęli ze sobą rozmawiać i namawiać się wzajemnie do działania . Z każdą chwilą było widać wśród niektórych z nich narastający strach przed zjawą. Nagle chłopiec odwrócił się i rzucił się do ucieczki. Wtedy stojący na czele patrolu mężczyzna, podniósł broń i przymierzył w chłopca. Padł strzał, ale to nie dziecko upadło, lecz niedoszły strzelec, do którego wystrzelił Janek. Członkowie patrolu natychmiast rozbiegli się i poukrywali za drzewami. Nie wiedzieli, skąd padł strzał, ale gdy Mariusz trafił kolejnego z nich, reszta od razu zaczęła ostrzeliwać jego pozycję. Wojtek również dołączył do strzelaniny, ale nikogo nie trafił. Rozpoczęła się strzelanina, w której trzej terroryści zasypywali swoich przeciwników seriami z karabinów. Wojtek próbując schować się za niezbyt grubym pniem drzewa, ledwo uniknął lecących kul w jego stronę. Mariusz również nie mógł już się wychylać zza drzewa. Janek jeszcze spróbował przymierzyć do kolejnego przeciwnika, ale nie zdążył wystrzelić. Kolejna seria z karabinu poszła w jego stronę i zmusiła go do wycofania.
Zosia tracąc już chłopca z pola widzenia, skupiła się teraz na swojej grupie. Chciała im w jakiś sposób pomóc i zaczęła szukać pistoletu w swojej torbie. Szybko wyciągnęła go i przeładowała, chcąc po raz kolejny przydać się swoim kompanom. Zaczęła oddalać się od nich i biec między drzewami, chcąc zajść terrorystów od tyłu. Przebiegła niezauważona przez nikogo kilkadziesiąt metrów, oddalając się od Janka i z ciężkim oddechem, co chwilę przystawała za kolejnym drzewem, zbliżając się do członków patrolu, aż w końcu była już na tyle blisko, że mogła spróbować ich ostrzelać. Terroryści w ogóle nie patrzyli w jej stronę, zajęci ostrzeliwaniem pozycji jej kompanów, więc miała ich jak na widelcu. Spokojnie mogła wymierzyć w najbliższego, by zabić go bez trudu, jednak gdy uniosła broń w jego stronę, nie potrafiła tego zrobić. Nagle odezwało się sumienie i nie chciało pozwolić jej zabić człowieka. Próbowała przypomnieć sobie Marka i Sylwię, to co im zrobiono, ale... to było wciąż za mało. Zabiła już jedną osobę, już nie była tak czysta, jakby chciało tego jej sumienie - tłumaczyła sobie, ale... to nic nie zmieniało. Schowała się z powrotem za pień drzewa, by uspokoić się i powstrzymać drżenie rąk. Popatrzała na swoich znajomych, którzy strzelali i chowali się przed kolejnymi kulami, aż w końcu wzięła głęboki oddech i zbierając siły do działania, wychyliła się zza drzewa, by wystrzelić. Wtedy jednak zobaczyła jak jeden z ich przeciwników odwrócił się w jej stronę. Zaskoczył ją całkowicie i już nawet nie myślała o strzelaniu. Szybko schowała się, cudem unikając kul wystrzelonych przez terrorystę, które utknęły w pniu drzewa, które ją osłaniało. Wystrzelił on jeszcze kilka razy w jej stronę, ale nie potrafił jej trafić, aż w końcu zaprzestał swojego ataku. Zosia przez chwilę łudziła się, że dał sobie spokój z atakiem na jej osobę, jednak już po chwili usłyszała, jak napastnik korzystając z osłony swoich kompanów, odszedł od nich i zaczął zbliżać się do niej. Przestraszona nie miała teraz dokąd uciec.
Janek widząc to, od razu skierował w jej stronę swoją broń. Zaczął mierzyć do podchodzącego do niej napastnika, który chowając się między drzewami zbliżał się do niej coraz bardziej. Wystrzelił raz, drugi, ale za każdym razem minimalnie chybił. Musiał przeładować. Zosia czując na sobie już oddech terrorysty, próbowała się wychylić i wystrzelić do niego, ale gdy tylko zrobiła jakikolwiek ruch, napastnik wypuszczał w jej stronę kilka naboi. Musiała zrezygnować z zamiarów, unikając o mały włos kolejnych kul. Z każdą sekundą czuła się coraz bardziej bezbronna. Przerażona kucała pod drzewem, trzymając pistolet przed sobą i tylko przysłuchiwała się krokom terrorysty, czekając już na pewną śmierć. Już czuła smród jego spoconego ciała, czającego się za drzewem, gdy nagle padł strzał. Napastnik przewrócił się tuż obok niej i upuszczając broń, padł na ziemię odwrócony twarzą do niej, tak że przez chwilę patrzyła jak ulatuje z niego życie.
Tymczasem Mariusz trafił kolejnego terrorystę i już został tylko jeden z grupy patrolowej. Zaczął on się wycofywać. Strzelał w ich kierunku kilka razy, aż w końcu zabrakło mu amunicji i wściekle wyrzucił broń, zaczynając uciekać między drzewami. Wtedy Janek trafił go w plecy, ale mężczyzna nie przewrócił się. Stał w miejscu z raną postrzałową i tylko zdołał spojrzeć na Zosię, kiedy dosięgnął go kolejny pocisk. Mężczyzna upadł na ziemię, ale jeszcze się nie poddawał. Zaczął się czołgać, chcąc się uratować, ale wtedy podszedł do niego Mariusz. Stanął nad nim i wpatrywał się w młodego terrorystę. Bezbronny, ciężko ranny mężczyzna już wiedział, co go czeka. Wymachiwał rękoma, błagał o litość najpierw w swoim języku, później spróbował łamanym angielskim, ale na Mariuszu nie robiło to żadnego wrażenia. Zosia widziała jak z każdą sekundą rosła w Mariuszu wściekłość. Przez jego głowę przebiegały wszystkie obrazy cierpienia i śmierci, jakie zadali jemu i jego znajomym terroryści. Wycelował w swoją ofiarę broń i z zimną krwią wystrzelił do niego, na oczach całej polskiej grupy, wypowiadając słowa:
- Nie ma litości dla morderców.
...
Wyświetleń: 54  |  Dodano: 2019-10-01 17:21  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Księga Rodzaju 34,27-31
pozostałe 2019-10-19 15:14
"Synowie Jakuba zaś napadli na pobitych i złupili miasto, ponieważ zhańbiono ich siostrę" Czyli...
Godziny innego żywiołu
powieść 2019-10-19 13:37
Elżbieta Walczak - fragment nowej powieści "Godziny innego żywiołu." Premiera wkrótce.
Gdyby ocean milczał - Anna Wysocka-Kalkowska
powieść 2019-10-18 10:40
A gdyby ocean milczał – to o czym? O bólu po stracie i radości z odnowy. Marzeniach – ich spełnianiu...
Pasja Pisania. Pisania można się nauczyć!

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa