Marek Adam Grabowski
liczba publikacji: 6
liczba punktów: 80

O tym, jak emo-smarkula uratowała świat

Moja młodsza siostra jest głupia jak but marki Zara. A jeśli nie wierzycie, to po tym opowiadaniu uwierzycie.
Siedziałem raz na kanapie i czytałem twórczość Komudy (nie pamiętam dokładnie co). Nagle do mojego pokoju weszła (oczywiście bez pukania) ona. Ubrana była w dżinsy z dziurami i czarną bluzę z kapturem (zakrywającym jej głowę).
-Sie ma brat!- przywitała się młodzieżowo- mam problem.
-Wiem, wiem-odburknąłem- co dwa dni przychodzisz z informacją, że masz ochotę popełnić samobójstwo.
-Tym razem to bardziej złożona kwestia – powiedziawszy to, położyła dupsko na mojej kanapie-widzisz, Piotrek dostałam esemesa z nieznanego numeru.
Po tych słowach pokazała mi go. Brzmiał on tak: „Jeśli nie wyrzucisz swoich starych trampek do Wisły z mostu Poniatowskiego cały świat ulegnie zniszczeniu.”
-Ale schizy!- próbowałem się zaśmiać- wysyłasz esemesy na dziwne promocje i podajesz swoje dane w necie, to nie dziw się, że takie gówna do ciebie przychodzą.
Zosia robiła wrażenie poddenerwowanej. Cała się trzęsła (a zwłaszcza głowa spod kaptura).
-A jeśli naprawdę od moich trampek zależą losy całego świata? – prawie płakała mówiąc to.
-Jak chcesz możesz wierzyć we wszystkie bzdety. – powiedziawszy to złapałem się za głowę – lepiej naucz się, kto to był Poniatowski. Jesteś wszak w klasie o profilu historyczno -dziennikarskim.
-Dla mnie ratowanie świata jest ważniejsze niż jakiś tam Poniatowski. Miałam i tak wyrzucić moje stare trampki. Dzisiaj spuszczę je z mostu.
-Miłego robienia z siebie debila! – odparłem jej.
-Tylko widzisz Piotrek.- mamrotała- jest już ciemno i ja się boję dresiarzy. Pójdziesz ze mną?
Powinienem dać jej w dupę, ale jednak zdecydowałem się z nią pójść. Był miły i przyjemny wieczór i wcale nie było tak ciemno. Po drodze wytłumaczyłem jej, kim był Poniatowski. A ona stwierdziła, że byłby on dobrym bohaterem do mangi.
W końcu doszliśmy do celu i z pluskiem pozbyliśmy się znoszonego obuwia.
-W sumie to zmarnowaliśmy dużo cennego czasu- powiedziałem- wracajmy na Barokową.
Wtem odezwał się jej telefon. Przyszedł esemes. Brzmiał on tak:” Wejdź na dach najbliższego domu i na głos powiedz, ile gwiazd widzisz.”
-Kurwa, nowy idiotyzm! – jęknąłem.
-To nie są żadne idiotyzmy. Skąd twórca esemesa mógł wiedzieć, że właśnie w tym momencie wyrzuciłam buty?- powiedziała Zosia.
-Pewnie nas śledził!- krzyknąłem wkurwiony- to jest stalking. Trzeba to zgłosić na policję!
-Nie chcę być skarżypytą. Lepiej policzymy te gwiazdy – powiedziawszy to, siostra spojrzała mi prosto w oczy.
Może to infantylne, ale zgodziłem się. Dostanie się do budynku nie było trudne, gdyż już przy pierwszym numerze domofonu otworzono nam bez pytania. Potem przeszliśmy po schodach i dostaliśmy się na dach. Widok z niego był wspaniały. Było widać pół Śródmieścia i fragment Pragi. Tylko powiew był nieprzyjemny. Siostra spojrzała w górę i powiedziała:
-Ja tu widzę zero gwiazd. No bo księżyc to gwiazdą chyba nie jest?
-On jest satelitą, bezmózgowcu – wyjaśniłem- dzisiaj jest bezgwiezdna noc.
-Czyli zero!- ledwo siostra powiedziała te, słowa doszedł do niej esemes.
„Uwolnij szczura z pudła spod kebaba na Nowym Świecie.”- to była jego treść. To już było jakieś wariactwo.
-Kurwa, nie mógł ten typek, który urządził nam tę chorą grę miejską napisać tego wcześniej, przecież szliśmy tamtędy w drodze na Poniatowskiego!- krzyknąłem.
Byłem wkurwiony, ale i jednocześnie zdziwiony. Na tym dachu byliśmy tylko my dwoje, a jednak esemes doszedł w najbardziej odpowiednim momencie. To nie było możliwe.
-Widać trzeba zachować właściwą kolejność zadań- zaczęła się wymądrzać.
Chcąc nie chcąc poszedłem z nią pod kebab. Było coraz ciemnej, a na ulicy było coraz mniej ludzi. Rzeczywiście stało tam pudło, a kiedy je otworzyłem (oczywiście smarkula się bała) wyskoczył z niego jak oparzony szczur.
-A fuj, jaki ohydny!- krzyknęła Zosia- skąd mógł się tutaj wziąć?
-Pewnie uwięził go ten psychol, który ma z nas niezły ubaw- odburknąłem i włożyłem sobie mentosa do ust- wracamy?
Dźwięk esemesa odebrałem jako odpowiedz: Nie!
„Odbierz od pawia pióro przy Pałacu na wodzie”.
-Pawia to ja zaraz puszczę!- krzyknąłem, omal nie połknąwszy przy tym mentosa.- nie pójdę do żadnych Łazienek. Po pierwsze to daleko, po drugie o tej porze mogą być już zamknięte, po trzecie to zadanie wydaje się absurdalne!
-Piotrek, nie możemy się poddać na półmetku.
Znów ustąpiłem i poszliśmy do parku. O dziwo, był jeszcze otwarty, ale wewnątrz nie było już nikogo. O tej porze w Łazienkach jest dziwnie i strasznie. Konary drzew zakrywają ostatnie promienie światła, co powoduje, że pomniki i budynki są niemal nie widoczne. Pod pałacem było już nieco jaśniej. W czarnej tafli stawu ledwo odbijał się księżyc. Co najważniejsze było tam bardzo cicho. W tej ciszy było coś niepokojącego, ale i jednocześnie fascynującego. Nagle stało się coś niesamowitego; na terem dziedzińca wszedł paw. Kroczył dumnie i wolno, a w dziobie trzymał pióro. Oczywiście było to pióro pawie. Byłem tym wszystkim zdziwiony i zaskoczony, można by rzec zmieszany. Muszę przy tym zaznaczyć, że widok był piękny. Ten, co robił nam te kawały musiał wszystko dokładnie przemyśleć. Istny geniusz. Ptak położył pióro przed moją siostrą i odszedł już nieco szybszym krokiem. Zosia włożyła pióro do kieszenie kurtki. Oczywiście zadzwonił telefon.
„Zapal lampkę pod kapliczką (tutaj był praski adres, który wolę pominąć)”.
-O nie kurwa! – wydarłem się- za nic w świecie nie pójdę o tej porze na praskie osiedle. Nie mam zamiaru wrócić z tulipanem w plecach!
Siostra jednak była uparta.
-Nie możemy się poddać. Dziadek mówi, że Biesowscy nigdy się nie poddają.
Pojechała mi po honorze z tym dziadkiem. On rzucał filipinkami w czołgi. Przy tym nocny spacer po Pradze to nic.
Wsiedliśmy w nocny autobus i dojechaliśmy na miejsce. Było to typowe praskie podwórko. Szare brudne kamienice miały opadający tynk i popękane okna. Niezbyt właściwe miejsce dla dwójki dzieciaków z dobrego domu ze Śródmieścia. Na środku stała rzeźba Maryi. Siostra zapaliła lampkę. Niby mały płomyk, a jednak poczułem się jakby oświetlił to podwórko. Obydwoje patrzyliśmy na kapliczkę, było to nawet wzruszające. Chwilę zadumy przerwał esemes o treści:” Uratowałaś świat. Gratulacje! Ps. Twój brat to bufon!”
Gówniara rzuciła się na mnie z objęciami i krzyknęła:
-Hura! Powstrzymałam zagładę! Jestem bohaterem większym niż Poniatowski!
Chyba pierwszy raz była szczęśliwa, odkąd poszła do szkoły.
-Dobra wracajmy do domu zanim tata wyłączy telewizor i zobaczy, że nas nie ma!- powiedziałem.
W autobusie siostra stwierdziła, że to była najfajniejsza noc w jej życiu. Czuła się jak postać z gry RPG bądź przygodówki. Teraz, kiedy jest bohaterem, już nie będzie miała myśli samobójczych. Jest światu potrzebna.
Esemesy już nie wróciły. Do dnia dzisiejszego, nie wiemy kto i po co je wysłał. A co się stało z siostrą? Czy odeszły jej myśli samobójcze? No cóż, następnego dnia uznała, że to wszystko jest nie fair. Ona uratowała świat, powinna o niej powstać manga, a tu nic. Ludzi, których ocaliła, nawet o tym nie wiedzą i podniecają się jakimś Poniatowskim. Przez tę niesprawiedliwość ma myśli samobójcze.
No i co? Prawda, że głupia.

Warszawa 2018

Marek Adam Grabowski

Helikopter nr. 12/2008
Wyświetleń: 69  |  Dodano: 2019-01-07 14:00  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Godziny innego żywiołu
powieść 2019-06-16 17:51
8 kwietnia choroba Alzheimera zabrała moją mamę. Jako autorka kilku już powieści postanowiłam napisać...
Księga Rodzaju 31, 12-16
pozostałe 2019-06-16 16:19
"On zaś rzekł: Podnieś oczy i zobacz, że wszystkie samce, które pokrywają owce, są pręgowate,...
Księga Rodzaju 31,6-11
pozostałe 2019-06-12 15:49
"Wy same przecież wiecie, żem służył ojcu waszemu ze wszystkich sił swoich," Czyli żony Jakuba...

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa