kristof
liczba publikacji: 24
liczba punktów: 1109

Poświęcenie

...
Nagle usłyszał wycie syren. Nad całym miastem rozległ się głośny i nieprzerwany sygnał, którego nikt się nie spodziewał. Jarosław jak i większość zgromadzonych ludzi na ulicy, zaczął rozglądać się wokół siebie, szukając przyczyny takiej sytuacji.
- Dawno już tu nie wyła syrena – usłyszał głos mężczyzny, wychodzącego z restauracji.
Wszyscy spojrzeli na niego. Wyglądał bardziej na zdegustowanego niż zaskoczonego.
- Co się dzieje? – zapytał go ktoś z tłumu.
- Chodźcie, zaraz zobaczycie przedstawienie – powiedział, kierując się na sam środek rynku.
- Wojna, czy co? – zapytał ktoś inny.
- Tak, w czyśćcu. Brawo geniuszu – odparł mu mężczyzna.
Jarosław dołączył do nich i wszyscy po chwili stanęli, tuż przed wielkim placem, na którym znajdowały się wybrukowane koła różnego koloru. Część ludzi wiedziała co się dzieje i pilnowała resztę, by każdy ustawił się wokół placu. Ostrym tonem krzyczeli do upartych, by ci nie wyłamywali się z szeregu.
- Co się dzieje? – zapytała Inga.
- Jesteś! Gdzie byłaś? Szukałem cię.
- Teraz dopiero pracę skończyłam – odpowiedziała, ale po chwili popatrzyła na niego z uśmiechem i dodała: - Martwiłeś się o mnie?
- Tak jakby – odparł, próbując ukryć swoje uczucia.
- Uwaga, zaczyna się! – zawołał ktoś z tłumu.
Nagle ludzie stojący po prawej stronie rozeszli się, tworząc wąski korytarz, którym został wprowadzony na środek placu młody mężczyzna, w wieku zaledwie kilkunastu lat. Prowadził go, zakutego w gruby łańcuch jeden ze strażników, o dziwo bardzo przypominający żebraka, którego Jarosław z Ingą tak dobrze już znali. Jego więzień szedł za nim i nie wypowiadając ani słowa, spoglądając z pogardą w oczach na wszystkich zebranych ludzi. Strażnik ustawił go przed trzema kołami, łańcuch uczepił do wystającego haka z ziemi, którego Jarosław wcześniej nawet nie widział i stając przodem do tłumu, zaczął mówić:
- Przed chwilą ten człowiek, próbował zgwałcić jedną z waszych sióstr. Zapomniał gdzie jest i dlaczego tu się znalazł. Otóż chciałbym wszystkim tu obecnym powiedzieć, jeśli ktoś tego jeszcze nie zrozumiał, to nie tolerujemy takiego zachowania i surowo karzemy.
- A co mi zrobicie?! – krzyknął uwiązany mężczyzna, przerywając mu przemówienie. – Zabijecie mnie? Ja już nie żyję! – i roześmiał się mu w twarz.
Strażnik popatrzył na niego przez chwilę, niewzruszony jego zachowaniem i kontynuował:
- Jesteście tu, bo dostaliście szansę na poprawę, która każdemu się należy.
- Kończ już kurwa ten cyrk, bo nie da się tego słuchać – znów mu przerwał.
Tym razem strażnik zareagował. Popatrzył tylko na niego i po chwili, z twarzy gwałciciela zaczęły znikać usta, wprawiając go w osłupienie i przerażenie. Młody mężczyzna rękoma próbował je wymacać, krzyczeć, ale nie potrafił tego zrobić. Jego usta po prostu znikły.
- Ten człowiek swoją szansę zaprzepaścił i musi opuścić nasz świat.
Po tych słowach, młody mężczyzna przestał się wiercić, starać odnaleźć na swej twarzy usta, a zaczął popatrzeć na strażnika i z coraz większym strachem słuchać jego słów.
- Jak doskonale o tym wiecie, dla dobrych ludzi czeka nagroda w niebie, natomiast dla złych wieczność w piekle.
Nagle kostka z dwóch wybrukowanych kół, po obu stronach mężczyzny zaczęła się trząść. Ziemia na nich powoli rozstępowała się, odrzucając na boki kolorowe kostki, jakby ktoś wyrastał z ziemi. Wszyscy zebrani wokół placu nie mogli uwierzyć w to, co się właśnie działo na ich oczach. Najpierw pojawiły się długie, czarne rogi. Później olbrzymia głowa, której krwistoczerwone oczy były skierowane wprost na skazańca. Wysunął się w końcu cały, olbrzymi na trzy metry, czarny demon z ogonem latającym w górze, raz w jedną, raz w drugą stronę. Jego długie ręce były zakończone ostrymi szponami, którymi od razu pochwycił przerażonego młodego mężczyznę i uniósł do góry. Wbił w niego swój diabelski wzrok tak, że mężczyzna odwrócił głowę i zamknął oczy, nie mogąc wytrzymać jego spojrzenia.
Wtedy usłyszeli potężny, gruby głos, rozchodzący się po całym rynku i przyprawiający o gęsią skórkę wszystkich:
- Gwałciciel… - z potężnego pyska demona, wysunął się długi, wąski język, zakończony rozdwojeniem, jak u węża i prześlizgnął się po jego prawym policzku, od dołu do góry.
Od razu pojawiła się krew na miejscu, gdzie zetknął się ze skórą skazańca i mężczyzna chciał krzyknął z bólu, ale nie potrafił, wciąż nie mając ust. Demon rzucił nim jak kukłą na ziemię. Z jego oczu natychmiast wypłynęły łzy, rękoma chwycił zraniony policzek i chciał uciec jak najdalej, ale łańcuch skutecznie mu to uniemożliwił. Upadł więc na ziemię i klęknął przed strażnikiem, błagając go o litość. Gdy zobaczył jego obojętność, zaczął wodzić błagalnym wzrokiem po zebranych wokół ludziach.
- Litości! – krzyknął nagle ktoś z tłumu.
- Właśnie, zlitujcie się nad nim – odezwała się kobieta.
- Oszczędźcie go – dodał kto inny.
Strażnik odwrócił się w ich kierunku i powiedział:
- Wyjdźcie przed szereg, proszę.
Starszy mężczyzna, kobieta w wieku około trzydziestu lat oraz młody chłopak, posłusznie uczynili o co ich poproszono. Przestraszeni popatrzyli na resztę ludzi i niepewni swego losu, stanęli przed tłumem.
- Jest tylko jeden sposób, na uratowanie tego człowieka, przed piekłem – rzekł strażnik i patrząc na nich, po chwili wyjaśnił: - Pójść tam za niego.
Demon odwrócił się w ich stronę i zrobił coś w rodzaju uśmiechu, ukazując swoje przerażające uzębienie. Na ten widok młody chłopak i kobieta od razu stracili całą swoją odwagę i wycofali się do tłumu. Pozostał jedynie starszy wiekiem mężczyzna. Natychmiast wśród tłumu rozległ się szum. Każdy szemrał między sobą i skupiał swój wzrok na odważnym mężczyźnie.
- Nie rób tego, Krystian proszę cię – odezwał się jeden z jego kolegów.
- Nie bądź głupi – wtrącił inny.
- Człowieku to gwałciciel, dostanie to, na co zasłużył – odezwała się któraś z kobiet.
Jednak mężczyzna stał dalej niewzruszony.
- To jaka jest twoja wola? – zapytał go strażnik.
Wszyscy zamarli w milczeniu, patrząc na stojącego przed nimi człowieka. Mimo, że na rynku znajdowało się teraz kilkuset ludzi, to nikt nie odważył się odezwać. Nikt nawet nie śmiał szepnąć. Każdy w ciszy i skupieniu obserwował teraz starszego człowieka, który stojąc dumnie przed nimi, głęboko zastanawiał się nad swoją odpowiedzią. Jedni go znali dobrze, inni tylko z widzenia, ale nikt nie wiedział, jakie zaraz padną jego słowa.
Mężczyzna popatrzył na swoich znajomych. Zaczęli go nawoływać, prosić by do nich wrócił, ale ten tylko uśmiechnął się do nich i mrugnął im na do widzenia. Odwrócił się w stronę diabelskiego demona i patrząc na chłopaka, powiedział:
- To jest jeszcze młody chłopak, który po prostu pogubił się w zupełnie nowym świecie. Wierzę, że już więcej nie popełni tego błędu i odnajdzie swoje miejsce w niebie.
Odwrócił się do ludzi zebranych na rynku i kontynuował:
- Was proszę, abyście wybaczyli mu i pomogli odnaleźć prawidłową drogę, którą powinien pójść. Pamiętajcie, tylko działając razem, człowiek może dokonać wszystkiego. Pójdę za niego i wezmę karę na siebie.
- To pana syn? – zapytał strażnik.
- Nie znam tego człowieka.
Jarosław nie mógł uwierzyć własnym oczom, ani uszom. Popatrzył zaskoczony na Ingę i na płynące z jej oczu łzy. Pierwszy raz widział, by ktoś poświęcił się dla kogoś zupełnie mu obcego. Cisnęły mu się słowa pogardy dla jego zachowania. Nie rozumiał tego poświęcenia zupełnie i jak większość z zebranych na rynku ludzi, nigdy by tego nie uczynił – dla nikogo.
Młody chłopak – gwałciciel odzyskał usta, ale nie wydobył z nich najmniejszego dźwięku. Patrzył na starszego mężczyznę, podążającego dumnie wprost w szpony demona i bez słowa oddającego się jego woli.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że nie doznasz tam żadnej ulgi za swe zachowanie – rzekł do niego strażnik. – Będziesz traktowany jak każdy gwałciciel.
Mężczyzna tylko przytaknął głową, a demon od razu sięgnął po niego. Pochwycił go swymi szponami i uniósł wysoko, po czym cisnął nim prosto w dół, w ziemi, obok tego którym sam się pojawił na tym świecie. Ciało starszego mężczyzny jak marionetka bezwładnie odbiła się od betonowych kostek i zsunęła się w dół, znikając wszystkim z oczu. Demon popatrzył jeszcze na wszystkich ludzi swym diabelskim wzrokiem i zniknął w dole, zostawiając uratowanego młodzieńca przed nimi.
- On powinien iść do nieba, a nie do piekła – usłyszał wstrząśnięty głos Ingi.
Jarosław popatrzył na uratowanego chłopaka, do którego dopiero zaczęło dochodzić, co się stało. Z jego oczu płynęły łzy, ale ich nie wycierał. Klęknął przed dołem i patrząc w jego ciemne wnętrze, ułożył ręce na piersi, zaczynając się modlić za swojego wybawcę. Inga od razu ruszyła w jego kierunku, a wraz z nią i inni. Coraz więcej ludzi podchodziło do młodzieńca i klękało przy nim, dołączając do modlitwy. Jarosław dojrzał także tych, którzy nie mieli zamiaru tego robić i odchodzili do swoich mieszkań. Rozumiał ich i też by tak kiedyś zrobił, lecz z niewiadomych dla niego przyczyn, ruszył do przodu, by dołączyć do wspólnej modlitwy. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów poczuł żal i współczucie. Uczucia, które za życia były mu tak obce i niezrozumiałe.
...
Wyświetleń: 35  |  Dodano: 2017-10-08 12:30  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Redaktorzy
opowiadania 2017-10-24 09:56
Fragment opowiadania Elżbiety Walczak - zbiór opowiadań "Nienasycenie" -premiera w listopadzie
*mistrzunio*
poezja 2017-10-17 09:17
Elżbieta Walczak tomik "Krótkie scenariusze o życiu" - premiera wkrótce
Cykl enamorada Elżbiety Walczak
powieść 2017-10-16 11:37
Dziennikarka telewizyjna traci pracę. Zostaje zastąpiona młodą adeptką, która zdobywa jej posadę...

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa