el-e
liczba publikacji: 4
liczba punktów: 50

Mutogeneza 03

Razi powoli schodziła awaryjnymi schodami na najniższe piętro schronu. Wolała nie korzystać z windy. Nie mogła zasnąć czekając na trzecia nocna godzinę, krążyła więc po korytarzy przed swoją kwaterą. Nie panując nad sobą czasem podbiegała kawałek i znowu zwalniała starając iść ciszej.
Szare betonowe ściany pokryte symbolami i namalowanymi świecącymi w ciemnościach farbami instrukcjami postępowania w razie alarmu, dawały jej poczucie bezpieczeństwa. Razi wolała zawsze blisko siebie widzieć wszystkie ściany. Źle się czuła w dużych halach.
Wszędzie było cicho i spokojnie, ale bardzo się denerwowała. Rzadko też schodziła do poziomów pod zamrażarkami. Częściej pracowała na trzech górnych poziomach. Kiedyś mieszkała na czwartym. Na szósty trafiła zazwyczaj już po uśpieniu. Kiedy chciała czegoś z poziomu piątego dostarczano jej tego.
Pierwszy poziom schronu zajmowały wielkie hale gdzie hodowano rośliny, żywiące mieszkańców schronów. Te wielkie oświetlone hale u niektórych wywoływały lęk przed przestrzenią. Rośliny produkowały też tlen, a umieszczone wśród nich kolektory słoneczne odzyskiwały część światła i energii. To tworzyło zamknięty obieg energii, tak ważnej i potrzebnej do przetrwania.
Poziom drugi i trzecie zajmowały laboratoria. Na poziomie czwarty mieściły się szkoły, szpitale, i przedszkola. Większość jego mieszkańców stanowiły dzieci i młodzież w różnym wieku, pilnowane przez nauczycieli i opiekunów.
Na poziomie piąty mieściły się magazyny. Było w nich przechowywane jedzenie, broń, narzędzia, ubrania, środki czystości. Oraz, co odkryła niedawno, książki i bazy danych.
Poziom szósty zajmowały wielkie zamrażarki, w których spali mieszkańcy schronu. Przechowywano w nich też embriony i zamrożone zwierzęta. Zamrożonych ludzi, zawsze przed ich odmrożeniem, dostarczano się na poziom czwarty. Wiedziała o tym ale nie pamiętała żeby zabierano ją na ten poziom, choć niektórzy podobno o tym śnili. W koszmarach.
No i były też oczywiście ukryte poziomy i korytarze. Ale tam nikt się nie zapuszczał jeśli nie musiał. Wielkie drzwi prowadzące do magazynów były oznaczone cyframi i literami.
Niektóre miejsca rzadziej odwiedzane nie były czyste i ponure tylko pokryte kolorowymi grafikami. Nikt już nie wiedział kto je wykonał i kiedy, nie były poprawne i akceptowane przez władze ale pojawiały się znikąd w nocy a Razi lubiła je podziwiać. Były one świadectwem że nie tylko ona lubiła rzeczy wyjątkowe i wychodzące poza schematy. Żałowała że nielegalne napisy i rysunki co dzień były usuwane przez porządkowych. Na szczęście niektóre z nich te starsze lub ładniejsze były oszczędzane przez sprzątające i sprytnie ukrywane.
Zaczynała się pora snu i światła były gaszone. Musiała poruszać się w wielu miejscach po omacku. Zanim kolejna zmian zaczynała pracę oszczędzano energie wyłączając światło i wentylacje w wielu miejscach. Pracujący na różne zmiany musieli często po ciemku iść do miejsca pracy. Wszyscy byli do tego przyzwyczajeni. Podział na dzień i noc nie miał sensu pod ziemią. Liczyła się zużywana energia i oszczędzanie jej.
Wyszła z korytarza na niewielki podest między magazynami i zamarła. W miejscu gdzie wyznaczyła im spotkanie Kama było kilka osób. Zobaczywszy zgromadzonych ludzi Razi zawahała się co zrobić. Nie znała ich i wolała by nie pokazywać się nikomu w takim miejscu. Ponieważ jednak zauważyło ją już kilka osób nie mogła zniknąć bez słowa, bo wzięli by ją za szpicla. Podeszła do grupki ludzi i wmieszała się między zgromadzonych mrucząc cos pod nosem w odpowiedzi na ich powitania. Z nikim nie rozmawiała by nich nie wyprowadzać z błędu, że jest jedna z nich. Zanim się zorientowała że to spotkanie anarchistów, było już za późno by się wycofać. Usiadła na ziemi, wraz z innymi, zrezygnowana i gotowa poczekać na koniec spotkania.
- Kiedyś nadejdą nowe czasy! Czasy wolnych ludzi. – wykrzyknęła jedna z kobiet, a reszta energicznie zaczęła kiwać głowami. Wśród zgromadzonych było kilku mężczyzn. Ukrywali swoją inność pod kombinezonami ale zdradzały ich rysy twarzy i łakome spojrzenia jakimi obrzucały ich kobiety.
Razi wiedziała że niektórzy z nich w swoim gronie chwalili się zmywalnymi rysunkami, które tworzyli na swojej skórze. I sztucznymi kolczykami i ozdobami, które szybko mogli w razie czego schować. Razi patrzyła na tak wystrojonych mężczyzn z niechęcia. Byli odważni tylko przy swoich, a tak naprawę bali się wyróżniać. Po co Kama chciała żeby się spotkała z nimi?
Kilka osób zabrało głos. Każdy z nich miał swoje pomysły na to co można i powinno się zrobić by zdobyć wolność i teraz je wykrzykiwał. Nie potrafiła tego zrozumieć. Wielu podobnych ludzi w przeszłości próbowało zniszczyć schron. A to by przecież znaczyło śmierć wszystkich. Czy to byli zwyrodniali samobójcy pragnący zabrać ze sobą też innych?
- Zgadzasz się siostro…? - jeden z anarchistów zwrócił się bezpośrednio do niej.
Zrobiło jej się gorąco ze strachu.
- Zmiany są potrzebne – ostrożnie odpowiedziała Razi.
Nie przepadała za rywalizacją i wszelkimi rodzajami walkę i tym samym zniszczenie schronu uważała za bezsensowną i szkodliwie dla wszystkich.
- Nikomu nie podoba ci się takie życie… prawda?
- Musimy to raz a dobrze zakończyć, tak żeby nie było powrotu. Jak zaczniemy od początku zbudujemy nowe lepszy świat.
- Zgadzasz się? – anarchista znów zwrócił się do Razi.
Może sprawdzali kim jest? Nie wiedziała jak się wymigać od odpowiedzi.
- Schron to zło… To dom niesprawiedliwości. – powiedziała kobiet siedząca obok Razi wpatrując się w nią z napięciem. - Schron jest więzieniem dla nas wszystkich…
- Każdy z nas chce zmienić coś… ale zniszczenie wszystkiego nic nie da… - ostrożnie powiedziała Razi.
Anarchiści mówili jedne przez drugiego. Jakoby chcieli ją przekonać by przyjęła ich przekonania.
- Robimy to dla nasz wszystkich. Dla wspólnego dobra. – mówiła z naciskiem kobieta obok Razi. - Każdy z nas chce dobra naszych towarzyszy… wspólnego dobra.
- Tak, ale ja nie chce go zniszczyć… chce tylko ochronić moich biskich… - Razi zamilkła, bo prawie się wygadała przed obcymi.
Nie podobali jej się ci ludzie, tylko niszczenie było im w głowie. Otoczyli ją szepcząc i wroga na nią spoglądając. Niektórzy rozglądali się też czy nie ma kogoś kto by ich obserwował. Zewsząd otaczały ją zapachy spoconych ciał i szepty, które wwiercały się jej w mózg.
- To pewnie szpieg… agentka, która na nas doniesie władzom… wyłapią nas i zniszczą…
- E tam… Pewnie by nas tylko zamrozili i wyczyścili nam pamięć…
- To gorsze niż śmierć…
- Nie może stąd wyjść… żywa…
Rzucili się na nią, ale szybko zrezygnowali, bo nie spodziewali się że stawi im opór. Od dzieciństwa dla zabawy razem z Mirra ćwiczyły wymyślone przez siebie sztuki walki. Oparły je na tym co udało im się podejrzeć z ćwiczeń grupy prewencyjnej. W schronie znajomość sztuk walki była zarezerwowana dla wąskiego kręgu funkcjonariuszy porządku. Mimo to dla zabawy ćwiczył zawzięcie uderzenia, kontry i uniki. I choć Mirra była od niej znacznie lepsza, Razi też w razie potrzeby potrafiła sobie poradzić z napastnikami. Uderzała w takie miejsca by sprawić ból i zniechęcić przeciwników. Po kilku razach jej przeciwnicy uciekali byle dalej od niej i znikali w ciemnych korytarzach.
Szybko została sama. Czuła się oszukana i jak by z niej zadrwiono. Szła pustymi korytarzami i złościła się. Na siebie i na Kamę, która z niej zakpiła. Doszła do schodów i zatrzymała się. Mogła wrócić do kwatery. Już się prawie na to zdecydowała, ale zanim weszła na klatkę schodową zawahała się. Czuła się opuszczona i żałosna, ale musiała coś zrobić.
Gdyby chodziło tylko o nią to już zrezygnowała by nawet z próby buntu i walki i udawała że wszystko jest w porządku, ale to by znaczyło że zginą jej ukochani. Kiedy odwróciła się i po raz drugi ruszyła na miejsce wyznaczone jej przez Kame miała wrażenie że coś się tam zmieniło. Wyraźnie czuła czyjąś obecność. Zupełnie jakby jej podopieczni ocierali się jej o nogi. Wiedzieli że to lubi, więc naśladowali zwierzęta nawet kiedy ich instynkt przestał im nakazywać by to robili. Zaskoczona stanęła w miejscu. Bała się poruszyć. Czuła że są obok niej i że musiała wykonać swój plan czy to sama czy z pomoc innych. Bez pomocy innych byłoby jej trudniej. Nie miała pojęcia co zrobić. Musiała im zaufać. Pozwoliła im się poprowadzić. Już dawno przestali być zwierzętami i stali się czymś lub kimś kto wymykał się klasyfikacjom.
Szła niepewnie wsłuchana w sygnały i wypatrując znaków, które jej dawali jej podopieczni i właśnie wtedy z jednego z bocznych korytarzy wyłoniła się Kama chichoczą i ocierając załzawione oczy. Musiała się ukrywać w ciemnościach.
- Obserwowałam wszystko. – długowłosa dziewczyna chichotała.- To było naprawę ciekawe.
- Nie dla mnie – mruknęła niezadowolona Razi. Poczuła się raźniej widząc sprzątająca dziewczynę tam gdzie obiecała być.
- Więc nie spodobali ci się? – zapytała Kama udając powagę.
- Nie.
Kama znów się zaśmiała.
- Zdałaś test. Gdybyś się z nim dogadała nie pomogłabym ci.
Razi nie wiedziała o co chodziło Kamie. I dlaczego poddała jak ta wymyślnemu sprawdzianowi.
- Ja nie chce tak jak oni niczego niszczyć, tylko ocalić moje zwierzaki…
- Teraz to wiem.
- Powiedziałam ci prawdę…- z oburzeniem zauważyła Razi.
- Tak, ale nie każdy mówi prawdę.
Razi zastanowiła się nad tą kwestia. Może sprzątająca miała racje. Nie można było wierzyć innym na słowo. Co by było gdyby ona oszukiwała i planowała coś złego? Wciągnęła by kogoś postronnego w niebezpieczne i szkodliwe dla wszystkich sprawy.
- Schron jest nam potrzeby… - powiedziała Razi z przekonaniem. - Może i to zło konieczne… ale potrzebujemy go żeby przeżyć…
- Też uważasz że trzeba siedzieć w nim aż minie zagrożenie i będzie można opuści schronieni...?
Razi skinęła głową.
- Czyli chcesz czekać aż nas wpuszczą.- zauważyła Kama.
Razi ponownie skinęła.
- A jak to nigdy nie nastąpi?
Razi zastanawiała się czasem nad tą kwestią.
- Kiedyś musi. Skończą się zapasy, a maszyny podtrzymujące się życie w końcu się zużyją. I wtedy będziemy musieli wyjść na zewnątrz.
- To było nawet ciekawe…- zauważyła piękna Kama. - No dobrze, to ruszajmy.
Skręciła nagle i wcisnęła się w mały otwór tunelu z kablami. Prowadziła Razi bardzo wąskimi lub tak brudnymi korytarzami jakby od stulcie nikt nimi nie chodził. Bała się zgubią się w plątaninie tuneli i że schodzą coraz niżej a ona nie pamięta drogi która już przeszły. Sama nigdy nie znalazła by drogi powrotnej.
Nagle Kama się zatrzymała, przykucnęła i wskazała jakąś niepozorna kratkę wentylacyjną.
- To tutaj – wyszeptała.
Razi powoli, ostrożnie i cicho zbliżyła się do otworu. Mimo że wstrzymywała oddech niczego nie słyszała, tylko cichy świst i prace mechanicznego wentylatora. Niczego innego nie mogła usłyszeć choć z uwaga się wsłuchiwała.
- Jak chcesz ich podsłuchiwać? – zapytała Kama obserwując jej twarz i wysiłki.
Razi zawstydziła się że o tym nie pomyślała. Nie miała nic co by jej pomogło w jej planach. Musiała wrócić i zdobyć jakieś urządzenia do podsłuchiwania.
Kama szeroko się uśmiechając wyciągnęła coś ze swojej torby. To był mały mikrofon podłączony do długiego cienkiego kabelka na którego drugim końcu umieszczony był mały dyktafon.
- Pomyślałam ze może się przyda…- powiedziała sprzątająca podając urządzenie Razi.
- Skąd to masz?
- Od mojego ogiera - powiedziała z szerokim uśmiechem Kama. - Czasem mi cos przynosi. Lubi tworzyć cos takiego… w swoim wolnym czasie.
W pierwszej chwili Razi nie miała pojęcia o czym mówi Kama. O jakiego konia jej chodziło? Potem przypomniała sobie że tak nazywano żartobliwie najsprawniejszych młodych mężczyzn ze schronu, którzy mieli spłodzić dziesiątki a nawet setki dzieci.
- Ty się z nim przyjaźnisz? – zapytała zaskoczona Razi. Tego się nie spodziewała.
Kama pokiwała głową.
- Polubiłam go, a on mnie. Nie był… nie jest zły. Strasznie go męczy te oczekiwania kobiet i do tego praca… Mówi zawsze że jestem jego ulubienicą… jedyną kobieta, która niczego od niego nie chce…
Kama pomogła Razi odsunąć kratę zabezpieczająca wlot kanału wentylacyjnego i wprowadzić do środka mały mikrofon. Słyszały jak uderza o ściany szybu i w końcu się na czymś zatrzymuje.
Włączyły urządzenie i wstrzymały oddech nasłuchując przy małym głośniku. Powoli docierały do nich słowa w prowadzonej głośno dyskusji. To musiały być te plany ważnych osób, które Razi chciała poznać. Podsłuchiwana rozmowa dotyczyła oceny dzieci i matek oraz badań nad nowym pokoleniem.
- Dzieci są słabe. – powiedział męski głos.- Mają za mało światła i tlenu w pierwszych latach życia…. Nie dałyby sobie rady na zewnątrz.
Głos beznamiętnym tonem relacjonował eksperyment i badania. Były zaskoczone a nawet przerażone że infekowano czymś dzieci. To była nieudolna próba zwiększenia ich odporności? Na nowonarodzonych dzieciach były przeprowadzane jakieś eksperymenty…?
- Ich matki o tym wiedziały? Jak myślisz? – spytała szeptem przejęta Kama.
Razi wzruszyła ramionami, nie wiedziała tego. Może mówiono matkom że to szczepionki przeciw chorobom? Nie miała nawet pojęcia co o tym myśleć.
- Trzeba zatrzymać ten projekt. Dzieci tylko bardziej chorują…- zauważył młody kobiecy głos. – To do niczego nie prowadzi.
- Lepiej tak…- zauważył cichy głos, którego nie dało się rozpoznać. - Wprowadzimy planowane zmiany… w dolnych poziomach schronów. Czyli konieczne zmiany… Odmrożenie nowych przydatnych osób, odłączenie tych którzy nie są przydatni. I ważne są dalsze prace nad substancjami do kontroli odmrożonych…
- One kontrolują też płodność.- zauważyła kobieta. – Mogą wywoływać niepłodność. Nie znamy wszystkich skutków ubocznych ani skuteczności tych substancji. Potrzebne są dalsze badania.
Razi oczami wyobraźni widziała jak wszyscy pokiwali zgodnie głowami.
- To może być najlepszy moment, by sprawdzić wasze teorie. – zauważył bezpłciowy głos.
To co usłyszały było znacznie gorsze niż to czego się spodziewała.
- Pomogę ci. – stanowczo szeptem powiedziała Kama. - Oni nie powinni robić takich rzeczy… innym.
Wyświetleń: 27  |  Dodano: 2017-10-05 15:22  |  Punkty od użytkowników: 0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!


 
Zobacz również
Redaktorzy
opowiadania 2017-10-24 09:56
Fragment opowiadania Elżbiety Walczak - zbiór opowiadań "Nienasycenie" -premiera w listopadzie
*mistrzunio*
poezja 2017-10-17 09:17
Elżbieta Walczak tomik "Krótkie scenariusze o życiu" - premiera wkrótce
Cykl enamorada Elżbiety Walczak
powieść 2017-10-16 11:37
Dziennikarka telewizyjna traci pracę. Zostaje zastąpiona młodą adeptką, która zdobywa jej posadę...
druk

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa