Sandgrain
liczba publikacji: 2
liczba punktów: 85

Zagubiona Wolność

Nagle znalazła się w ogromnym, nowocześnie urządzonym budynku, który rozjaśniało wyłącznie sztuczne oświetlenie. Nie dostrzegła ani jednego okna, nie była więc pewna, jaka jest pora dnia. Nie miała pojęcia skąd się tu wzięła. Gmach ten trudno było zakwalifikować do jakiejkolwiek kategorii. Na pierwszy rzut oka przypominał centrum handlowe, w niektórych miejscach wyglądał jednak jak jakiś klub lub bar, w jeszcze innej części można było dostrzec za wysoką szybą coś na kształt auli uniwersyteckiej. Kiedy spojrzało się przez barierki, widać było na niższym poziomie ustawione w rzędach biurka z  krzesłami, jakby w dużym biurze jakiejś firmy. Właściwie były tam różne rodzaje wnętrz wszelkich możliwych budynków.

W tle słychać było spokojną, relaksującą muzykę, jednak dało się wyczuć pewnego rodzaju napięcie, niepozwalające stać długo w jednym miejscu. Początkowo zaciekawiona tym niezwykłym budynkiem, teraz pragnęła jak najszybciej się stąd wydostać. Nie widziała jednak żadnego wyjścia na zewnątrz. Ruchome schody rozmieszczone w rozmaitych miejscach zdawały się prowadzić w nieskończoność, zarówno te wskazujące kierunek na wyższe poziomy, jak i schodzące w dół. Wydawało jej się, że wcześniej widziała tylko kilka przechodzących osób, a teraz nagle pojawiły się tutaj tłumy ludzi. W końcu dostrzegła w jakimś sklepie mały elektroniczny zegar, który wyświetlał dziewiątą rano.

Zaczęło jej się kręcić w głowie, czuła, że nie może w pełni oddychać. Narastała w niej panika, bo w jakiś sposób wiedziała, że nikt jej tutaj nie pomoże. Mimo wszystko postanowiła poprosić kogoś o wskazanie drogi do wyjścia. Podeszła do młodego chłopaka, który wydawał się najmniej zabiegany. Właśnie przystanął na chwilę, aby sprawdzić coś w telefonie komórkowym.
- Przepraszam, czy wie pan może, gdzie znajdę najbliższe wyjście z  budynku?
Chłopak nic nie odpowiadał, przesuwał tylko palcem po jasnym ekranie, a w jego oczach widać było pustkę pomieszaną z  nudą.
- Przepraszam bardzo, słyszy mnie pan?

Nie nawiązawszy kontaktu, postanowiła szukać dalej. Podeszła do elegancko ubranej kobiety w średnim wieku i zadała to samo pytanie, co poprzednio chłopakowi. Ta również nie zareagowała.

- Dobrze, w porządku, widocznie jesteś niewidzialna. Teraz radź sobie sama. Tylko się uspokój, oddychaj…
Zaczęła iść w losowo obranym kierunku nie wiedząc, ile czasu może jej zająć wyjście na zewnątrz. Było w tym budynku coś, co sprawiało, że odczuwała dziwny niepokój.
Przechodząc obok rozmaitych sklepów i   restauracji zastanawiała się, dlaczego znalazła się w tym osobliwym miejscu. Powoli zaczynała rozumieć, dlaczego jest tutaj inaczej niż w zwykłym centrum handlowym czy restauracji, mimo że pozornie nie widać żadnej różnicy oprócz tego, że są tu dodatkowo inne, nietypowe sale. Ludzie, pomimo że zachowują się tak samo jak zawsze, wyglądają jakoś inaczej z  jej perspektywy. Jest w stanie dostrzec ich zachowania i odczucia dużo wyraźniej niż zwykle.

Zresztą nie tylko ludzie wydawali się jej teraz inni. Idąc dalej szerokim korytarzem, który oddzielał dwie części wnętrza pełnego sklepów i   wystaw, z  każdym krokiem zdawała sobie sprawę, że ten budynek kryje w sobie jakąś dziwną tajemnicę. Zwykłe sklepowe witryny napawały ją coraz większym lękiem. Przy wejściu do jednego z  największych butików znajdowała się dekoracja wystylizowana na wielki krwawy napis „W Y P R Z E D A Ż”. Litery wyglądały tak, jakby spływała z  nich prawdziwa ciemnoczerwona ciecz. Tło dla tekstu było czarne, podświetlone słabym, pomarańczowo-żółtym światłem, które migotało nieregularnie, niczym palące się ognisko.

Z pozoru wyglądało to na zwykłą sezonową obniżkę cen, kiedy to w sklepach pojawia się dużo więcej klientów niż zwykle. Tym razem w ich zachowaniu było jednak coś, czego nigdy wcześniej nie zauważała. Przy wieszakach i   półkach z  ostatnimi sztukami najbardziej przecenionej odzieży tłoczyły się grupki młodszych i   starszych kobiet, a w ich oczach widoczny był swego rodzaju obłęd. W przelotnych wzajemnych spojrzeniach można było dostrzec iskierki nienawiści. W kilku miejscach widać było, jak ktoś wyrywa komuś innemu ostatnią, tak modną tego lata bluzkę. Idąc dalej obok różnych sklepów nie mogła nie zauważyć, że podobne sceny są właściwie typowe dla tego miejsca. Widziała twarze wykrzywione pogardą, a nawet wściekłością, gdy ktoś inny zabrał ostatnią sztukę. Widziała też twarze pełne dumy i   radości, które wywoływała myśl o pochwaleniu się przed innymi znaną i drogą marką na metce.
Miała coraz większą ochotę wydostać się z  tego miejsca. Zaczęła iść jeszcze szybciej, ale ciągle coś ją zatrzymywało przy kolejnych stoiskach. Nie czuła już tak dużego niepokoju jak wcześniej. Teraz ogarniał ją raczej ogromny smutek. Dlaczego ci ludzie po prostu stąd nie wyjdą? Na zewnątrz czeka na nich przecież przyjemne ciepło słońca i świeże, pachnące latem powietrze, którym tak cudownie jest oddychać.

Po chwili znalazła się w alejce z  restauracjami i   kawiarniami. Przy stolikach siedzieli ludzie wpatrzeni w ekrany laptopów. Szczególną uwagę zwracała grupka młodych osób przy okrągłym stoliku znajdującym się przy szybie w jednej z kawiarenek. Wszyscy mieli głowy opuszczone w dół, w kierunku telefonów komórkowych.
Minąwszy restauracje dotarła do części budynku wypełnionej wszelkiego rodzaju salonami piękności. Kobiety i   mężczyźni w różnym wieku czekali w kolejkach prowadzących do źródeł powtórnej młodości i urody. Tu i ówdzie można było zobaczyć zagęszczanie rzęs, przedłużanie włosów, zagęszczanie włosów, przedłużanie paznokci, zagęszczanie skóry, ujmowanie kilogramów. Przez chwilę poczuła się jak w jakiejś przedziwnej fabryce.

W dalszej części znajdowały się rozmaite lokale dostarczające różnego rodzaju usług i   rozrywek. Jej uwagę przykuła nazwa wypisana krzykliwymi literami „Sala Uprzedzeń”. Zaciekawiona podeszła bliżej wejścia, aby zapoznać się z  szeroką ofertą przedstawioną na starannie wykonanym plakacie. Długa lista zawierała między innymi możliwość wyśmiania i   skrytykowania chyba każdej możliwej grupy społecznej. Były sale przeznaczone do wyszydzania ludzi innych narodowości (tutaj wymieniono konkretne nacje), mieszkańców wsi, mieszkańców miast, katolików, muzułmanów, ateistów, homoseksualistów, dziennikarzy, polityków, kierowców, rowerzystów, kobiety, mężczyzn, babcie, dziadków, studentów, dzieci… Spis wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Na twarzach ludzi wychodzących z poszczególnych pokoi widać było niesamowitą satysfakcję z tego, że mogli wyrazić swe opinie i poglądy. Przerażona długimi kolejkami do różnych drzwi uciekła stamtąd najszybciej jak mogła. Teraz czuła się osaczona tym miejscem, znów brakowało jej tchu. Nadal nikt jej nie dostrzegał.

Kolejna część gmachu, do której teraz dotarła, mieściła w sobie pomieszczenia przypominające sale szkolne i   uniwersyteckie, które wcześniej dostrzegała z  daleka. W jednej z  nich właśnie odbywał się wykład. Studenci zawzięcie przepisywali z  tablicy liczby układające się w zawiłe równania. Wszystko wyglądałoby zupełnie naturalnie, gdyby nie coś szczególnego, co można było dostrzec w każdym młodym człowieku przebywającym na sali. Palce dziewczyny piszące coś w zeszycie układały się jakby do gry na pianinie. Nogi chłopaka siedzącego obok wyglądały jakby przygotowywały się do kopnięcia piłki. O kilka krzeseł dalej widać było dziewczynę tłumaczącą coś drugiej, a w sposobie trzymania przez nią długopisu było coś z  gestu nauczyciela. Pozorny zapał, który widziało się na początku wchodząc do auli, teraz wydawał się smutnym wysiłkiem bez celu.

Przeszedłszy przez sale wykładowe dotarła do końca długiego korytarza, ale drzwi wyjściowych nadal nie mogła nigdzie znaleźć. Jedyną dostępną drogą były ruchome schody prowadzące w dół. Udała się więc na niższy poziom, gdzie zobaczyła długie rzędy biurek z  komputerami do pracy. Nie dostrzegła zbyt wielu osób, najwyraźniej było już późne popołudnie. Przy jednym z  biurek siedział jeszcze około czterdziestoletni, posiwiały mężczyzna, wpatrzony w rzędy cyferek na monitorze. Przystanęła i   przyglądała się jego powolnym ruchom. Po chwili zobaczyła, jak podszedł do niego inny mężczyzna i   powiedział coś pogardliwym tonem. Popatrzyła przed siebie i zaczęła się zastanawiać, czy kiedykolwiek uda jej się stąd wyjść. Rzędy biurek wydały jej się zawiłym labiryntem. Zaczęła rozglądać się po sali i   widziała coraz więcej smutnych mężczyzn przy komputerach i   podchodzących do nich szefów. Scena z  nieprzyjemną rozmową powtarzała się tysiące razy, jakby było to odbicie echa od pierwszego z  biurek, które zobaczyła po zejściu na dół.

Zaczęła biec między rzędami, co chwilę potykając się o jakieś krzesło. Kiedy traciła już nadzieję na znalezienie wyjścia, zobaczyła małe okienko i  wyraźne światło, które z  pewnością nie miało sztucznego źródła. Wyglądało raczej na blask zachodzącego słońca. Gdy otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz, zamiast spodziewanego kolorowego placu przed centrum handlowym, zobaczyła wysokie, masywne mury, zwieńczone drutem kolczastym. Robiło się już ciemno, więc zapaliły się wielkie, okrągłe lampy, które przeczesywały swym oślepiającym światłem plac wokół olbrzymiego budynku. Zobaczyła kilku uzbrojonych mężczyzn przechadzających się tam i  z  powrotem, pilnując, aby nikt nie wyszedł poza mury.

Wyświetleń: 314  |  Dodano: 2016-11-06 15:51  |  Punkty od użytkowników: 4.0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze
wyświetl:1

 
Zobacz również
Leitmotiv z
poezja 2017-05-19 14:54
po prostu o miłości...
Wykop - absurdy socjlizmu
recenzje 2017-05-13 15:49
„…Biada ludom, co własne mordują proroki… -jak powiadał poeta. Długa jest lista zmuszonych...
Przetrwać noc
powieść 2017-05-12 13:25
Powieść „Przetrwać noc” zawiera elementy fikcji politycznej, ale nie zabrakło w niej również...

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa