ewapl
liczba publikacji: 1
liczba punktów: 243

Zwykły człowiek

Nadchodził wieczór. W skromnym mieszkaniu, w wielkim, wygodnym fotelu, siedział młody mężczyzna i wpatrywał się w wyłączony telewizor stojący w głębi niewielkiej meblościanki. Na jego kolanach leżała otwarta książka, której tak naprawdę wcale nie czytał. Spoglądał co jakiś czas na tekst, po czym jego wzrok jakby automatycznie lądował na czarnym, błyszczącym ekranie telewizora. Mężczyzna w końcu - ze zniecierpliwieniem - odrzucił książkę na stół i włączył telewizor. Chwilę wpatrywał się bezmyślnie w ekran, po czym wstał z fotela i zaczął krążyć po mieszkaniu.


- Co mnie to obchodzi?! – warknął do siebie, wymachując rękami – Wielkie, obrzydłe, pełzające mrowisko prawych hipokrytów!


Usiadł w fotelu, ze złością wziął książkę, otworzył ją i z sadyzmem zaczął wydzierać z niej kartki, miąć je i rzucać na podłogę. Tak, jakby chciał zniszczyć całe swoje dotychczasowe życie. Kartka po kartce, dzień po dniu…


 


Dokładnie słyszał głośne, narastające pukanie do drzwi, ale nie reagował. Wciąż niszczył książkę, upatrując w niej swoje znienawidzone życie. Łomot nie ustawał. Wręcz przeciwnie. Z każdą wyrwaną, zmiętą i odrzuconą kartką, był bardziej natarczywy, rozkazujący. Mężczyzna nie reagował. Stukot do drzwi w końcu ucichł, ustępując  miejsca zdecydowanym krokom, które ucichły dokładnie naprzeciw niego, a ich właścicielka zaczęła nachalnie wpatrywać się w siedzącego człowieka.


- Juruś! Co ty do cholery wyprawiasz?! Dlaczego nie otwierasz matce drzwi jak pukam? – korpulentna kobieta w średnim wieku wpatrywała się w niego z wyrzutem. Ręce zawiesiła na biodrach, wydając przy tym głębokie westchnienia.


- Po co? – uśmiechnął się ironicznie Jurek – Przecież masz klucze. Co tu robisz? – dodał.


Kobieta pokręciła ze zniecierpliwieniem głową. Rzuciła torebkę na stojący nieopodal stołek.


- Jesteś chory? – przyglądnęła się ciekawie – Jak to, co tu robię? Przecież przychodzę codziennie! Gotuję ci, sprzątam – omiotła ramieniem całe pomieszczenie – Pilnuję całego dobytku! A ty mnie pytasz, co ja tu robię? Beze mnie padłbyś z głodu i wydał cały majątek na… skarpetki!  Skąd wiedziałeś, że to ja? – dodała nieufnie.


- Dlaczego akurat na skarpetki? – zapytał naiwnie Jurek, nie zwracając uwagi na ostatnie zdanie matki.


Aniela siadła na sofie i wzięła syna za rękę.


- Synku, tylko mi nie mów, że chodziłbyś całe życie w jednej parze!


- Mamo…


- Nie rozumiem cię…


- Czego nie rozumiesz?


- Czego ty chcesz?


- Wolności – mruknął Jurek


- A! Więc o to chodzi! – Aniela zacisnęła usta w ciup i wstała – Dobrze. Pójdę już. Skoro własna matka ci przeszkadza…


- Mamo, nie o to chodzi


- A, o co? – wyrzuciła z siebie – Myślisz, że nie widzę jak się ze mną męczysz?


- Niczego takiego nie powiedziałem!


- Ale pomyślałeś!


- Nie pomyślałem!


- Chciałeś pomyśleć!


- Chciałem! – Jurek zerwał się z fotela i wsunął ręce do kieszeni spodni – To znaczy…


Na twarzy Anieli pokazał się triumfujący uśmiech. Spojrzała na syna z góry.


- Miałam rację! – niespodziewanie jej uśmiech znikł, a na twarzy pojawił się wyraz cierpienia. Teatralnym gestem opadła jej głowa i zaczęła płakać – Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi…


- Co nastąpi? – Jurek rozłożył ręce. Prawie czuł się winny.


- Nie chcesz już moich wizyt – obserwowała go spod niedostrzegalnie unoszącej się powieki – Masz dość mojej troski, miłości. Masz dość mnie! Nienawidzisz mnie!


- Mamo do cholery! Przestań się wygłupiać!


- Ja się wygłupiam? – jej szloch przemienił się w wyrzut – Ja?!?


Jurek zapadł się ciężko w swój fotel.


- Anielka, odpuść… nie jestem już małym chłopcem – patrzył w telewizor, jakby bał się spojrzeć jej w twarz – Urosłem… dawno temu! Wszystko mi urosło. Mózg też!


- Nie zwracaj się do mnie, jak do koleżanki! – wyłączyła telewizor – Jestem twoją matką! I dopóki żyję…


- Ja będę twoim synem i kropka. Tak?


- Co się z tobą dzieje? – zaznaczyła troskę w głosie.


- A jak myślisz?


- Zapisałeś się do jakiejś sekty, czy co?


- Dlaczego tak sądzisz?


- Dlatego wyprowadziłeś się z domu?


Jurek włączył telewizor. Matka wyrwała mu pilota i zdecydowanym gestem wyłącza odbiornik. Pilota chowa do swojej torebki.


- Co dzień mnie o to pytasz! Chciałem być sam! Mam prawo żyć na własny rachunek, czy to się komuś podoba, czy nie! I… oddaj mi pilota!


- Dlaczego nie znajdziesz sobie dziewczyny? Nie ożenisz się, jak choćby…


- Mój brat? Tak?


- No właśnie! Jak choćby twój brat.


- Mam się ożenić, spłodzić dzieci? Zostawić potomnym moje DNA? – zerwał się z fotela i zaczął dziwną gestykulację – Na co komu moje DNA?! Co ci z tego przyjdzie, że przedłużę ten chory gatunek?!


- Chory gatunek…? Synku, co ty mówisz? Jesteś chory?


 Aniela podeszła do niego, chcąc dotknąć jego czoła, ale on odtrącił jej rękę.


- Nie jestem chory. Jestem zmęczony.


- A właśnie! Pójdę przygotować obiad. Co byś zjadł?


- I, to wszystko? – patrzy na nią z wyrzutem - Tyle masz mi do powiedzenia? Co bym zjadł?!


- Nie rozumiem, dlaczego się czepiasz? Właśnie od jedzenia zależy, czy będziesz mógł przedłużyć swoje DNA, prawda? No więc, co..?


- Co, co..?


- Co będziesz jadł?


Jurek westchnął głęboko i wypalił.


- Pędy bambusa z sosem winogronowym. Oraz sos z mięsem żółwia i zupę owocową. A na deser… wódka! Dużo wódki!


- Jesteś dziś wyjątkowo złośliwy –  uśmiechnęła się krzywo – A ja, nie mam zamiaru tego tolerować! To wcale nie było śmieszne!


- Bo nie miało być…


- Bardzo ci dziękuję drogi synu – gderała, wykładając z torby przyniesione jedzenie – Masz tu chleb, kapustę, pasztet i jajka. Wódki niestety nie przyniosłam, ale…  – zaznaczyła, podnosząc rękę – Jeśli ty chcesz, możesz oczywiście chlać ile ci się podoba! W końcu jesteś… dorosły – dodała ironicznie.


- Oczywiście …


- Ani dziś, ani jutro obiadku nie będzie – zabrała pustą torbę i zaczęła szykować się do wyjścia – Chyba, że sam sobie ugotujesz. Na mnie już nie licz. Czas pokaże, jak długo przeżyjesz!


Wychodząc, dodała na odchodne.


- Jeśli już chciałeś się mnie pozbyć, trzeba było być naprawdę dorosłym i powiedzieć mi to wprost! – zamiotła swoją władczą postacią wokół Jurka i już jej nie było.


Mężczyzna nie zareagował. Siedział i wpatrywał się przed siebie, nie zwracając uwagi na teatralne gesty matki. Po chwili dobiegła do niego głośna rozmowa, tocząca się na korytarzu. Ale on wciąż nie reagował. Rozpoznał głosy. To matka i jego brat – Antek.


„ – Nie ma mowy, nie wrócę tam!” – krzyczała matka.


„ – Co się wygłupiasz, chodź! Dołożymy mu razem” – przekonywał kobietę Antek.


„ – Wybij to sobie z głowy! Moja noga…” – głos oddalał się „ – Tam już nigdy…”


„ – Mamo…”


 


- Czyś ty już całkiem zgłupiał?!?


Głos dotarł do Jurka jakby z odległego świata. Ociężale uniósł powieki. Spodziewał się ujrzeć brata i tak też się stało.


- Tak jakoś wyszło – wzruszył ramionami.


- Jakoś?! – huknął Antek – Co się z tobą do diabła dzieje?!?


- Nikogo nie wyganiałem…


- To dlaczego wyszła?!


- A ty co? – odgryzł się Jurek – Też chciałeś załapać się na obiadek? Basia nie gotuje? Wszyscy jesteście tacy troskliwi, tacy dobroduszni! Tacy… prawdziwi! Co do cholery?!? Moje mieszkanie, to nie bar mleczny! Chcę być sam, rozumiesz?! Sam!


Antek nie spodziewał się takiego wybuchu brata. Zszokowany opadł na fotel.


- Dobra… spokojnie. Usiądź, porozmawiamy jak bracia. No, siadaj!


Jurek stał chwilę i patrzył wrogo. Nie dostrzegając zagrożenia złagodniał i usiadł naprzeciw brata.


- No, już lepiej – westchnął Antek – Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko. Jeśli mogę ci w czymś pomóc… Masz jakieś problemy? Wpadłeś w długi? – kręci głową – Nie?


Jurek wpatrywał się w podłogę, jakby to ona miała odpowiedzieć za niego.


- Kobieta? – mruknął Antek.


- Jaka kobieta?


- Nie kręć! – Antek wskazał na siebie – Mnie możesz powiedzieć, jestem twoim bratem! No więc? – dodał po chwili – Pogoniła cię? Zdradziła? – pokręcił głową – Nie? A może… - zerwał się z sofy – O cholera! Nie mów?!


- Antek usiądź – powiedział Jurek pobłażliwie – O co ci chodzi? Wiercisz się, jak wesz na tyłku! Co?! – dodał - Nic nie mówiłem!


- Nie dziwie się – odparł Antek – Ja też bym się wkurzył! Taki numer..!


- Jaki numer? O co ci chodzi?


- No dobra. Jaka ona jest?


- Kto?


- No, ta laska! – Antek już nie mógł się doczekać zwierzeń brata.


- Jaka laska?!


- Przestań udawać! – uderzył się w pierś Antek – Jestem bystry! Masz bystrego brata, chłopie! Opowiadaj! A matką się nie przejmuj! Jak się dowie, że znów zostanie babcią, będzie uszczęśliwiona! Taki numer! – gderał do siebie – Kto by pomyślał?!


- Antek… to nie tak – Jurek zaczynał rozumieć myśli brata.


- Kiedy impreza? Wiesz, że niewiele zarabiam, muszę mieć czas żeby coś odłożyć! Dlaczego do cholery nie powiedziałeś wcześniej?! Ile mam czasu?


- Przestań się miotać, jak kot w mysiej dziurze! Nic nie rozumiesz…


- Wszystko rozumiem – Antek chwycił brata za twarz i spojrzał mu głęboko w oczy - Nic nie musisz mi tłumaczyć! Na każdego faceta przychodzi TEN dzień!


- Antek, to nie jest tak…


- Cóż, jeśli ona cię nie chce… masz prawo zachować prawa rodzicielskie, prawo do odwiedzin… świat się jeszcze nie kończy! Tak czy siak, ja zostanę wreszcie… wujkiem! – przygląda się bratu – Nie..? Powiedz coś! Będę tym wujkiem, czy nie?


- Prawdziwym?


- Nie, z bajki! – odparł sarkastycznie Antek.


- Według mnie, nie ma szans – Jurek wzruszył ramionami.


- Więc to tylko… zwykłe zerwanie – Antek usiadł na sofie – Nie przejmuj się. Wiesz, ile jest bab na świecie? Tego kwiatu jest pół światu! Prędzej czy później otrząśniesz się. Zresztą – uśmiechnął się – Jeszcze się taki nie urodził, żeby babom dogodził! Niezadowolone, wiecznie zmartwione… bolące głowy!


- Tak źle..? – Jurek uniósł brwi. Zawsze uważał, że jego brat trafił na dobrą kobietę. Basia była opiekuńcza i rozsądna według niego. Ale kto ją tam wie, co robi w domu.


- Przestań… już wolałbym być… homoseksualistą! Facet z facetem zawsze się dogada…


- Zawsze możesz spróbować…


- Odwal się! – skrzywił się Antek – Nadmiar ciała to nie dla mnie!


- Nadmiar?


- No wiesz… - pokazał na sobie – My faceci, mamy tu trochę więcej…


- Jasne.


- A poza tym, nie ma to jak…


- Dobra, nie kończ! – Jurek uniósł rękę – Wiem o co chodzi!


- Wiesz co? – Antek przyglądnął się bratu z namysłem – Tak mi przyszło do głowy, że my obaj… prawie nigdy nie rozmawialiśmy o dziewczynach.


- Teraz… przyszło ci to do głowy?


- No nie… już kiedyś chciałem zapytać, ale…


- Przestraszyłeś się?


- Ciekawe czego? – obruszył się Antek.


- Ty mi powiedz – Jurek spojrzał na brata wyzywająco.


- Czasem wydajesz się… - Antek odwrócił się nieznacznie od niego, jakby chciał coś ukryć – Nawet nie wiesz jak bardzo się ucieszyłem, że zrobiłeś jakiejś cizi dziecko!


- To jest wstrętne! – zapiszczał nienaturalnie Jurek.


- Właśnie tego się boję.


- Czego? Dla mnie wstrętne jest, że ktoś się może cieszyć z czyjegoś nieszczęścia.


- Bracie, dziecko to szczęście, nie tragedia!


- Jakoś nie możemy się dziś dogadać – Jurek podszedł do brata i popukał go palcem po czole. – Postaraj się tu odnaleźć szufladkę z objaśnieniem: „Wyrozumiałość”. Może w środku znajdziesz karteczkę z napisem: „Mój brat, to wolny człowiek. Ma prawo mieszkać sam, spać sam, jeść, kąpać się, po prostu żyć. Sam!” Jeśli tam jej nie ma – rozłożył ręce – Przykro mi, rzeczywiście mało rozmawialiśmy o dziewczynach. I jeszcze jedno – wrócił na fotel – Nawet gdybym mógł zrobić jakiejś dziewczynie dziecko, nigdy bym jej nie zostawił! A już ostatnią rzeczą jakiej bym pragnął, byłaby radość mojego brata z tego faktu. To byłoby po prostu… wstrętne!


- Nawet gdybyś mógł..? Co to znaczy?


- To co słyszałeś.


- Nie możesz..? Dlaczego?


Jurek spojrzał na brata przenikliwie, chcąc dać mu do zrozumienia swoją decyzję, ale nie miał nadziei na zrozumienie z jego strony.


- Boże! – wykrzyknął Antek – Ty nie chcesz! Mama to zrozumie! Masz powołanie!! I co z tego? Będziesz pierwszym księdzem w rodzinie! Fajnie! Rozumiem to! Tylko… spojrzał na brata przenikliwie – Dobrze się zastanów. Nie wiesz, co tracisz! Choć… - zastanowił się z chytrym uśmieszkiem – Możliwości są ogromne!


Jurek spojrzał na brata podejrzliwie. Już nie chodziło o jego bezsensowne podejrzenia, ale o jego potajemne konszachty z matką.


- Antek, przyznaj się. Matka kazała ci ze mną pogadać, tak? Wybadać mnie? To sama nie może?


- Widzisz braciszku… chodzi o to, że od pewnego czasu jakoś tak… dziwnie się zachowujesz.


- Jak?


- Unikasz rodziny… mamy, mnie, Basi…


- Wreszcie zauważyliście, że chcę być sam. Czy to takie dziwne?


- Jesteś sam.


- Czyżby?


- Dlaczego nigdy nie widziałem tu żadnej dziewczyny? – bronił się nieudolnie Antek.


- A, więc o to chodzi? Jeśli sprowadzę do mieszkania cały tłum bab i urządzę tu orgię, wtedy będę normalny?!


- Nie ciskaj się tak. Nie o to chodzi! My tylko…


- My? To znaczy kto?


- Mama i Basia. To one wymyśliły. Ja… tylko się o ciebie martwię.


Jurek nagle znieruchomiał.


- Co wymyśliły?


- Nic takiego – nerwowo gestykulował Antek – Mała niespodzianka… na twoje urodziny! Zapomniałeś, że się urodziłeś?


- Niestety


- Co?


- Nie zapomniałem! A niespodzianek… nie lubię!


- Błąd! – wykrzyknął tajemniczo Antek – Ale wierz mi, będziesz… bardzo zadowolony!


- Kupiliście mi auto?


- Nie… to coś znacznie bardziej interesującego!


Jurek wyrzucił wskazujący palec wprost w twarz swojego brata.


- Nie próbujcie mnie w nic wrobić!


- Spokojnie, nikt na tobie niczego nie wymusi! Chcesz być księdzem, twoja sprawa! Mnie nic do tego! Ale… jeszcze nim nie jesteś, prawda? Możesz się trochę zabawić! W końcu to twoje urodziny!


- Racja. To moje urodziny. Jutro kończę -  niestety -  trzydzieści lat. A tak… do twojej wiadomości. Nie mam zamiaru iść do zakonu, czy coś takiego. I, nigdy nie miałem… Nie męczy mnie też żadne powołanie na… nie wiem… księdza, żołnierza, wilka morskiego, czy prezydenta!


- Ale, tatusiem chciałbyś zostać?


- Nie tak, jak myślisz


- A jak? Masz zamiar przerobić się na babę i… sam urodzić? – zaśmiał się – Według moich informacji to niemożliwe.


- Nie do końca…


- Przestań gadać od rzeczy i łapać mnie za słówka! Nie po to tu jestem


- A po co?


- Wiesz co bracie? Jesteś męczący i nudny. Matka miała rację!


- Cieszę się – burknął Jurek


- Nie rozumiem. Masz trzydzieści lat i żadnego życia – Antek rozłożył ręce.


- Życia? Co masz na myśli? Żyję, oddycham, jem i tym podobne…


- Jak to? Nie wiesz co mam na myśli? – Antek czekał chwilę na odpowiedź. Wobec jej braku zaczął wyliczać na palcach – Kobiet, imprez, wolności, radości i… kobiet!


- Jesteś chory – burknął Jurek


- Ja?


- Wiem, wiem. Masz żonę. Robicie te… rzeczy…


Na twarzy Antka pojawił się chytry uśmiech.


- Ta… - kiwnął głową.


- Trzymacie się za ręce – ciągnął Jurek – Chodzicie do kina, teatru, opery…


- Zaraz! – zaoponował jego brat – Bez przesady! Nie rozpędzaj się tak! Nie tędy droga!


- Nie?


- Oczywiście! Kobiety nie lubią takich… pierdów! Widzisz – przyglądał się Jurkowi z troską – Jeśli chciałeś porady fachowca, mogłeś od razy przyjść do mnie. Powiedziałbym ci, co nieco o kobietach.


- Znasz się na tym? Na nich…?


- A jak myślisz?


Jurek wykonał dziwny gest rękami, jednocześnie patrząc bratu w oczy.


- Powiem ci – szepnął niemal Antek – Kobiety są… delikatne.


Jurek uśmiechnął się do siebie. Nie znał tego świata, a teraz nadarzyła się okazja, by go poznać.


- Jak… byki na rykowisku – dokończył Antek z uśmiechem.


- Co? – wykrzyknął zdziwiony Jurek.


Jego brat nie zrażony ciągnął dalej.


- Kobiety są subtelne jak… lwice żerujące przy ofierze…


- Lwice..?


- Inteligentne, jak… polujące rekiny. Zmysłowe, jak… czatujące modliszki…


- O czym ty mówisz? – zaniepokoił się Jurek.


- Kobiety… - ciągną niewzruszenie Antek – są tajemnicą natury, świetnie zakamuflowaną, starą, jak stary jest świat. Rozsądną i szaloną, ciepłą i zimną, ukrytą i czytelną, jak otwarta książką, ale… tylko dla tych, co potrafią czytać. Są tajemnicą, którą może rozwiązać tylko mężczyzna. Właśnie po to zostaliśmy stworzeni!


- Po to? – Jurek nie zdawał sobie sprawy z tego, że bez sensu powtarza słowa brata.


- Żeby wciąż rozwiązywać tajemnice natury, która stworzyła kobietę dla nas!


- Chodziłeś na jakiś kurs?


- Jaki kurs? – odparł zdziwiony Antek, którego brat zupełnie zbił z tropu. – O czym ty mówisz?


- Nie wiem – Jurek wzruszył ramionami – „Samo dowartościowania”? Czy coś takiego… No wiesz. – zastanowił się – Np. „Szukasz odpowiednich wrażeń, znajdź odpowiednią spódniczkę”, albo „Rozbierz się do naga, stań przed dużym lustrem i przekonaj się naocznie kim jesteś?”


Antek, otoczył brata przyjacielskim ramieniem.


- Braciszku, ty mówisz o ciele, ja mówię o duszy.


- Kobiety, czy człowieka?


- Natury!


- To natura ma duszę?


- Jak wszystko co żyje!


- Super.


- Chcę ci tylko pomóc – szepnął Antek.


- Kto powiedział, że potrzebuję pomocy?


- Skoro natura stworzyła dwie płcie w określonym celu…


- Uciechy obojga?


- Przetrwania gatunku.


Jurek udał znudzenie, jednak nie udało mu się ukryć zdenerwowania.


- Fajnie. Mów dalej…


- Może natura miała inny cel – ciągnął Antek – Ale, my go nie znamy. Zresztą, po co mielibyśmy go szukać? Dla nas, cel jest oczywisty!


Jurek spojrzał na brata, po czym jego wzrok utknął gdzieś w przestrzeni. Gdy mówił, wydawało się, że całkowicie wierzy w słowa, które swobodnie wydobywały się z jego krtani.


- Kobieta i mężczyzna razem, przetrwanie gatunku, ciąg DNA. Wspólne życie, samotna śmierć.


Antek przyglądał się bratu ciekawie.


- Jurek, jesteś chory?


- Znam wielu takich, którzy właśnie tak określiliby mój stan – odparł z rezygnacją. Być może to właśnie sama natura każe im tak myśleć.


- Jurek, o czym ty mówisz?


- Ta sławna natura, kreatorka życia, twarda, nieprzejednana realistka! – wydął usta, po czym dodał głośno – Ona też ma swoje potknięcia!


- Potknięcia?...


- No wiesz…, wypadki przy pracy!


- Wypadki?! – Antek nie krył zdziwienia – O czym ty do cholery mówisz?!


- Antek… nie jestem taki jak ty. Nigdy nie będę i… nie wiem, czy chciałbym być.


- Jaki?


Jurek westchnął i znów wbił wzrok w nieodgadnioną przestrzeń.


- Męski, silny, odporny, pełen pragnień, poznania doznań płci przeciwnej. Szczerze mówiąc, to w ogóle mnie nie interesuje. Natura też nie. Już nie. Zmarnowałem pół swojego życia, starając się odkryć… zrozumieć, dlaczego? Ten etap jest już za mną. Nie wrócę do niego. Nie chcę – rozłożył ręce – Mam dość!


- Czego?


- Szukania tożsamości, żony, dzieci, DNA, siebie. Szukania mnie!


Antek patrzył na brata starając się cokolwiek zrozumieć z jego słowotoku. Niestety, nie było mu dane zrozumieć, co Jurek miał na myśli. Nie przyjmował do wiadomości jego subtelnych słów. Jednak patrzył, próbował zachęcić go wzrokiem do dalszej rozmowy, wyznań.


- Nie rozumiesz? – szepnął Jurek.


Antek jedynie pokręcił przecząco głową, wciąż się w niego wpatrując.


- Nigdy – Jurek uśmiechnął się cynicznie – Nigdy nie będę miał żony, dzieci, domu, własnej… prywatnej kupki śmieci – jego ręka omiotła bezmyślnie pomieszczenie – Ciepła domowego – ciągnął – Paleniska. Moje złudzenia to… kupka śmieci. Właśnie spłonęły na tym domowym palenisku. Pozostały popioły. Tylko kupka szarego popiołu. Za chwilę otworzę okno i wpuszczę wiatr przyszłości. Wymiecie… stare śmiecie! – dodał z wątpliwą wesołością.


Antek podrapał się po głowie.


- Wiesz co? – stwierdził – Myślałem, że w tej rodzinie to właśnie ja jestem prymusem od metafor, ale…


- Widać to rodzinne.


- Ale! – Antek postarał się, by jego głos zabrzmiał stanowczo – Najwyraźniej chcesz mi coś powiedzieć, prawda? Nie krępuj się.


Jego brat spojrzał na niego z wymowną nadzieją. Chciał coś powiedzieć, uznał jednak, że powinien milczeć. Przynajmniej na razie.


Antek spojrzał mu głęboko w oczy i rzekł.


- No! W końcu do czegoś doszliśmy! Chcesz mi coś powiedzieć, tylko nie wiesz jak? Ok. Wybacz bracie, ale nie jestem wcale domyślny. Mam dla ciebie propozycję…


Brwi Jurka uniosły się w górę w oczekiwaniu na ofertę brata.


- No dobra, bądź tak dobry i przez wzgląd na swojego brata – tutaj Antek wskazał siebie – Chlapnij wreszcie we mnie, tą swoją kupką spopielałych śmieci zanim otworzysz okno, dobrze?


Jurek wciąż tylko patrzył na niego, choć kąciki jego ust nieznacznie się podniosły.


- No dalej! – domagał się Antek – Dawaj!


- Nie domyślasz się, czy może nie chcesz?


- Dajże spokój chłopie! Skończ z tymi tajemnicami, bo mnie tu zaraz szlag trafi! Zachowujesz się jak… nie przymierzając baba!


- No właśnie – mruknął Jurek.


- Co?


- Natura cię zawiodła


- Co?!


- Przecież wiesz – Jurek wciąż nie mógł wydobyć z siebie tego właściwego słowa.


- Co???


- I masz swoje… byki na rykowisku, lwice żerujące na świeżej krwi, polujące rekiny, czy… coś tam z modliszkami!


Antek przyglądał się chwilę bratu. Nagle złapał się za głowę.


- Jurek! Tylko mi nie mów…! To niemożliwe!


- A jednak – chłopak opuścił głowę.


- Przecież… - Antek nie mógł uwierzyć – Przecież przez tyle lat coś bym zauważył, no nie? Naprawdę?! – sprawiał wrażenie, jakby brakowało mu powietrza – A ja myślałem, że mam brata!


- Przykro mi…


- A to… siostra!


Jurek przybrał bardzo zaskoczoną minę i puknął się w czoło.


- A gdzie masz… cycki?! – wrzasnął podekscytowany Antek – Przecież zauważyłbym cycki!


W tym momencie Jurek zaczął powoli rozumieć błąd brata. Przecież nie był dziewczyną. Nawet Antek powinien to zrozumieć!


Antek przekrzywił głowę i cicho odparł.


- Cycki to pierwsze co zauważam, patrząc na kobietę. A ty ich nie masz… No a nogi, tyłek? – miotał się – No tak! – krzyknął odkrywczo – Całe życie chodziłeś w spodniach! Ale… tyłek?! Masz tyłek jak facet!


- Hej, hej! Uspokój się!


- To dlatego nigdy nie rozebrałeś… łaś się przy mnie – nawet nie zauważył swojej poprawki do czasownika – Cholera! Matka wie? Co ja gadam! Przecież wie, co urodziła! – patrzył na brata z przerażeniem – Jesteś dziewczyną?!?


Jurek wziął głęboki wdech. Przez chwilę zasłaniał twarz w dłoniach. Jego ręce po chwili opadły.


- Jestem gejem – szepnął.


Antek wstrzymał oddech.


- Gejem…? Nie dziewczyną? Kim??? Facetem???


- Gejem – powiedział dosadnie Jurek.


Antek przetarł twarz dłońmi. Nie zdołał jednak zrzucić z niej zaskoczenia. Ten jego brat, braciszek młodszy. Ten brat, który biegał za nim przez całe dzieciństwo, domagając się uwagi. Ten brat, który podglądał go kiedy on baraszkował z dziewczynami w pobliskich krzakach, a potem krzyczał, że powie wszystko mamie! Jego młodszy brat… jest gejem?!? Powoli docierały do niego jakieś słowa. Twarde, stanowcze słowa jego brata. Słyszał je, ale nie chciał przyjąć do wiadomości.


- Jeśli nie chcesz, nie musisz ze mną rozmawiać. Ale, jako mojego brata mogę cię zapewnić, że to nie jest zaraźliwe.


- Jasna cholera! – Antek wreszcie zdołał dobyć słów. Nie jego wina, że to były właśnie takie słowa – Jasna cholera! – powtórzył już ciszej.


- Dlatego wyprowadziłem się z domu – Jurek mówił całkiem spokojnie, już bez emocji, bez strachu – Chciałem wreszcie się uwolnić, pokazać wam moją prawdziwą tożsamość. Moje ja. Taki jestem i nic tego nie zmieni. Nikt i nic. Tak już zostanie, do końca… kiedykolwiek on nastąpi. W domu nie byłoby to możliwe. Tutaj, sam sobie jestem panem i sam zbieram nową, prawdziwą kupkę śmieci – zrobił wyraźny nacisk na ostatnie dwa słowa – Jeśli nadal będziesz chciał być moim bratem, może pozwolę ci dorzucać swoje papierki…


Antek patrzył na brata z głupawą miną.


- Dorzucać papierki…?


- No wiesz. Przychodzić tu, czuć się jak u siebie, rozmawiać o kobietach… jeśli chcesz. Być bratem.


- Metaforycznie..?


- Być bratem prawdziwie. A o kobietach, rozmawiać metaforycznie.


- Jesteś pewien?


- Czego?


Antek rozłożył ręce i wzruszył ramionami, jakby chciał zapytać, czy dobrze zrozumiał.


- Tak, jestem pewien. Jestem gejem i nic tego nie zmieni. I kropka. – dodał.


- A, gdyby tak…


- Co?


- No wiesz… zapach kobiety, sama kobieta – wykonywał dziwne, nieprzyzwoite miny.


- A gdybym tak – odparł złośliwie Jurek – Przedstawił ci przystojnego faceta..? No wiesz, zapach mężczyzny, sam mężczyzna…


Antek skrzywił się z obrzydzeniem.


- Wystarczy, rozumiem.


- Więc się mnie nie czepiaj!


- Nie czepiam się. Próbuję przekonać, że…


- Nie ma jak gładkie ciało? Nie pogadamy o dziewczynach, Antek. Nie tak jakbyś chciał. One mnie nie interesują. Niestety.


- Słyszę wahanie?


- To się przesłyszałeś!


- Jesteś gejem..? To niemożliwe!


- Lepiej się z tym pogódź! Nic na to nie poradzisz. To nie jest choroba. To życie narzucone przez samą naturę – przygląda się bratu z uśmiechem – Nie martw się! To nie kryzys światowy, czy wielka wojna. To nic takiego. Ważne, by pozostać sobą. Reszta ułoży się sama.


Antek pokręcił głową. Spojrzał na brata, po czym przyciągnął go do siebie i mocno objął. Klepał go po plecach, aż dudniło. W końcu go puścił.


- Braciszku, ja nie o tym – rozłożył nerwowo ręce – Jasna cholera!


- Co? – Jurek przyglądał mu się niecierpliwie – O co chodzi?


- Matka – szepnął Antek.


- Co matka?


- To miała być niespodzianka…


- Nie rozumiem, jaka niespodzianka?


- Gdybym ci powiedział, nie byłoby niespodzianki!


- Lepiej powiedz – Jurek ściszył głos.


- Będę musiał. Teraz kiedy już wiem, będę musiał – Antek wyraźnie cierpiał. Nie było mu w smak zdradzać niespodzianki matki, ale w takich okolicznościach nie miał wyjścia.


- Twoje urodziny – szepnął niepewnie.


- No, i ?


- Matka, ma dla ciebie prezent.


- Prezent? Nic nowego. Zawsze ma jakiś prezent.


- Ale nie taki…


- Wyduś to wreszcie! – wykonał nerwowy gest rękami – Czuję, że dojdzie do katastrofy…


Antek pokręcił głową, jakby chciał brata przeprosić.


- To, nie był mój pomysł!


- Nie tłumacz się! Już jest po wyroku, za późno!


- To dziewczyna! – wypalił Antek.


- Jaka dziewczyna?!? – Jurek starał się nie okazywać przerażenia, ale nie wiedział na ile mu się to udało. – Co za dziewczyna?!


Antek westchnął głośno i spojrzał na brata błagalnie.


- Pamiętasz, pół roku temu matka była w sanatorium…


- No, dalej!


- Tam poznała jakiegoś faceta…


- Faceta?! – skrzywił się chłopak


 - Wiesz jak to jest. To wdowiec… z córką.


Jurek wziął głęboki oddech.


- Przyjdzie z nią na twoje urodziny.


- Swaty…


- Właśnie


- Odwołaj to!


- Ja? – Antek uśmiechnął się nie pewnie – Nie mogę!


- Odwołasz! – Jurek wyciągnął do brata rękę – Złam mi rękę!


- Zgłupiałeś?!?


- To nic takiego! Pojadę do szpitala i będzie po urodzinach! Złam ją!


- No co ty! To nic nie da! – odtrącił rękę brata – Jutro też jest dzień! I pojutrze! I po pojutrze…! Na następne urodziny też złamiesz rękę?


- Masz rację – odparł zrezygnowany – Musze im powiedzieć. Musze powiedzieć matce…


- Ta… matce… powiedzieć… - Antek mimowolnie spojrzał w sufit. Wydawało mu się, że ten jakoś się przybliżył – Prędzej sufit spadnie…


- Co?


- Nie nic… Posłuchaj. Ten jeden dzień, odpuść sobie.


- Mówiłeś, że to nic nie da. Im wcześniej, tym lepiej. Powiem jej.


- Nic nie myślisz. Wpadasz w popłoch jak… baba!


- To co mam zrobić? Zabić się?


- Matka co dzień przychodzi do ciebie, tak? – na twarzy Antka pojawił się chytry uśmiech – Przyjmijmy, że będą to ostatnie twoje urodziny w… starej skórze. Zrób to dla matki. Dla siebie.


- Dla mnie? Co ty kombinujesz?


- Niech przyprowadzi tą dziewczynę. Uśmiechaj się do niej, do jej ojca…


- Po co do jej ojca?!? – Jurek był przerażony.


- Spokojnie. Tak, z grzeczności. Uśmiechaj się do wszystkich. Ja też będę się uśmiechał. Do wszystkich.


- Nie przeginaj! Ty masz żonę!


- Basią się nie przejmuj. Przygotuję ją.


- Powiesz jej???


- Podobno jesteś pewny swojej tożsamości tak? – Antek udał zniecierpliwienie i świetnie mu to wyszło – Więc, o co chodzi? I tak się dowie! Może nam… pomoże?


- W czym?


- O to się nie kłopocz. Masz brata? To się ciesz! Zajmę się wszystkim. Tylko matce ani słowa! Na razie.


- Dlaczego?


Antek teraz nie musiał udawać zniecierpliwienia, ani nawet zrezygnowania.


- Posłuchaj siebie! Ciągle zadajesz jakieś durne pytania! Skoczyłeś na głęboką wodę? To wytrzymaj chwilę! Ratunek nadchodzi! Jesteś dorosłym człowiekiem i sam tego chciałeś! Być dorosły i samodzielny!


- Antek, ja mam trzydzieści lat. Już nie mieszczę się pod kieckę mamusi.


- Pewnie. Zbrzydły ci wszystkie kiecki! Dobra! – dodał, gdy zobaczył, że Jurek zaczerwienił się po uszy – Szanuję twoją decyzję. Wiem, kim chcesz być… jesteś i pozostaniesz. Na razie, oszczędzimy matce prawdy. Dowie się w odpowiednim czasie.


- Chyba nie wiesz, o czym mówisz. Czy wiesz, jak trudno było mi żyć w domu przez te wszystkie lata?! Ukrywać się?! Udawać twardziela? Faceta.. z jajami? Te wszystkie… potajemne schadzki! Kiedy matka bez pukania wpadała do mojego pokoju ze słowami: „I jak chłopcy? Uczycie się?”


- Przyprowadzałeś chłopaków do domu?! – żachnął się Antek ze zgrozą.


- Czyżbyś nie zauważył? – Jurek w tym wypadku był cyniczny.


- No… ale myślałem – po chwili zaskoczył – Czyś ty całkiem zgłupiał?!?


- A twoje dziewczyny?! – bronił się jego brat – Dokształcały cię w matematyce? Robiłeś o niebo więcej niż ja!


- To co innego! Dziewczyny to… niebo!


- Twoje niebo, nie moje – skwitował Jurek.


- Dobra, zapomnijmy o tym i…


- O tym się nie da zapomnieć!


- Zacząłeś nowe życie? Więc bądź konsekwentny. Przeszłość umarła! Jak będziesz się nad nią rozczulał, nigdy cię nie opuści, wierz mi! Wciąż będzie skamleć u twoich drzwi jak… baba!


- Ten wciąż o jednym – Jurek uniósł ręce w górę w geście zniecierpliwienia.


- Wróćmy do tematu twoich urodzin. To jest przyszłość.


- Co mnie obchodzi przyszłość? Tak daleko nie sięgam.


- Dobra! Wróćmy do teraźniejszości. Twoje urodziny. Basi powiem. Może się nam przydać. Matka nie musi wiedzieć.


- Przyprowadzi dziewczynę! Dla mnie! Nie zapominaj o tym!


- I co z tego? Przecież będzie jej ojciec. Nie musisz od razu się do niej kleić!


- Mam nadzieję…


- No właśnie. Dziewczyna przyjdzie i pójdzie. Matka zajmie się swoim nowym znajomym, a o tobie z czasem zapomni. I, wszyscy będą szczęśliwi! Kiedyś tam, nawet jak się dowie, będzie obok niej ktoś, kto pomoże jej to przełknąć. Pogodzi się. Wierz mi.


Jurek pokiwał głową.


- Taki myk – powiedział cicho – Teraz rozumiem. Jeśli będzie spotykać się z tym… jak mu tam?


- Pan Włodzimierz.


- Pan Włodzimierz, nowy znajomy – Jurek pokiwał głową ze zrozumieniem.


- No, nie taki znowu nowy.


- Nie?


- Znają się od pół roku, nie pamiętasz?


- Ta… A, ta jego córka?


- Co?


- Jak ma na imię?


- Czyżbyś był zainteresowany? – zapytał Antek z nadzieją.


- Oczywiście, że nie! Chcę tylko wiedzieć, jak ma na imię!


- To ma być niespodzianka, pamiętasz? Nie mogę ci powiedzieć, jeszcze byś się wygadał!


Jurek spojrzał na niego krytycznie.


- Jola…


- Jola – szepnął – A jeśli do mnie ktoś przyjdzie?


- Nie ma mowy! – wykrzyknął z przerażeniem Antek – To będzie katastrofa! Chyba że…


- Że co?


- Uprzedzisz go.


- O czym?


- Nie udawaj! Wiesz o czym!


Oczy Jurka zwęziły się niebezpiecznie.


- Mam powiedzieć bliskiej mi osobie, że matka mnie swata?!


- Jak kocha to poczeka – Antek mimowolnie zakrztusił się i skrzywił.


- Hipokryta – warknął Jurek.


- Cel uświęca środki!


- To nie jest mój cel!


- Masz jeszcze jedno wyjście, pamiętaj o tym.


- Naprawdę?


- Możesz od razu powiedzieć matce prawdę. Np. „Mamo, jestem gejem. Żadna kobieta nie wzruszy mojego…”


Jurek mimowolnie machnął ręką.


- Musisz to jakoś załatwić – ciągnął Antek – Gdyby ci nie zależało, nie rozmawialibyśmy o tym. Wiem, że ci zależy.


- Tak?


- Na matce, na mnie, na rodzinie. Szukasz akceptacji, bo nie umiesz żyć sam. To proste. Partner to jedno. Rodzina drugie. Chciałbyś mieć obie rzeczy naraz. To jest możliwe! Trzeba tylko rozegrać to mądrze. Żeby nie urazić, żadnej ze stron. Tak to już jest. Jeśli na kimś ci zależy zrobisz wszystko, absolutnie wszystko, żeby facet był syty, a kobieta spełniona – zakończył z uśmiechem.


- Zboczeniec!


- Wiem. Każdy człowiek jest piękny. Tylko wina czasem brak!


- Mam go aż nadto!


- Co jest? Moja siostrzyczka się upiła? A czymże to?


- Życiem braciszku, życiem. Dobrze, że jesteś…


- Ja też się cieszę!


 


 


                                                                        ***


 


- Wypijmy zdrowie szanownego gospodarza! – wykrzyknął starszy mężczyzna, unosząc w górę pękaty kieliszek.


Matka Jurka mimo, że była wrogiem alkoholu, dzielnie dotrzymywała kroku reszcie gości, którzy wcale sobie nie żałowali.


- Włodziu, nie gnaj tak!


- Jak, złotko? – zapytał pan Włodzimierz posyłając ukochanej swój najpiękniejszy uśmiech.


Aniela zachichotała i uniosła swój kieliszek.


- Jak lukier na pączka! A co tam! W końcu nasz Jureczek raz kończy trzydzieści lat!


- Mnie w to nie mieszaj – warknął Jurek.


- W co, synku? Przecież to twoje urodziny. Trzydzieste! Wkrótce, nie będziesz miał wyjścia…


Jurek zmrużył oczy i posłał matce skrzywiony uśmiech.


- Nie zapytasz o czym mówię? – drążyła Aniela.


- No to chluśniem… - wykrzyknął pan Włodzimierz i przełknął obrazowo zawartość kieliszka – A oni… niech gadają! – dodał, po czym ciężko usiadł na krześle.


- Usiądź mamo – Antek pociągnął matkę za rękę.


- Najpierw, niech mama chluśnie! – zaśmiała się Basia.


Aniela, teatralnym gestem wlała zawartość swojego kieliszka do gardła i stwierdziła.


- Nie usiądę, póki nie powiem, co miałam powiedzieć!


- Powiedz kochanie – zachęcił ją pan Włodzimierz – Niech się dowiedzą!


- Co się dzieje? – zainteresował się Jurek – Macie zamiar się pobrać? To świetnie!


- Nie mów mamcia, kiedy? – dodał Antek.


Jola, córka pana Włodzimierza posłała Jurkowi promienny uśmiech.


- Ty też się cieszysz?


- Pewnie! – odparł – Ludzie nie powinni żyć samotnie.


- Człowiek jest ssakiem stadnym – rzuciła Basia.


- Baśka! – wykrzyknął jej mąż – Skąd ty wiesz takie rzeczy?


- Zdziwiłbyś się – odparła tajemniczo Basia.


- Moi drodzy! – głos Anieli zabrzmiał wśród ogólnego gwaru, niczym dzwon na katedrze – Nie wiem czy zauważyliście, ale ja tu stoję i czekam na głos! Przestańcie mi przerywać, to powiem wam coś ciekawego!


- Nie wysilaj się aniołku – szepnął pan Włodzimierz – Oni wszystko wiedzą.


- Nie wszystko! – uparła się Aniela.


- Tak? – zaśmiał się Antek - To niech mamcia nas oświeci! Słuchamy!


Przez pokój przebiegły zadowolone i roześmiane szepty: „Słuchamy! Słuchamy!”


- A więc – Aniela zrobiła odpowiednią przerwę, aby jej głos zabrzmiał dosadnie – Jak wam już -wiadomo, ja i Włodek chcemy się pobrać – zastanowiła się chwilę – A w ogóle, skąd to wiecie? To miała być tajemnica! Włodziu – spojrzała na wielce zadowolonego mężczyznę, siedzącego obok niej z wyrazem słabo ukrywanego zdziwienia na twarzy – Wypaplałeś wszystko?! Komu?


- Wypaplałem! Antkowi i Basi!


- Kiedy u was był?!


Małżeństwo jak na rozkaz zrobiło niewinne miny i zaczęło solidarnie chichotać.


- Ale, chyba nie wszystko wypaplałeś? – dopytywała się Aniela.


- Nie wszystko – odparł zgodnie pan Włodzimierz.


- A której części nie wypaplałeś?!


- Niechże mama w końcu powie – zaśmiała się Basia.


Jurek spojrzał znacząco na brata. Ten odwzajemnił się uśmiechem.


- Powiem w swoim czasie. A teraz… poznaliście już Jolę, córkę mojego Włodka?


- Piękna dziewczyna – Antek posłał jej ponętny uśmiech, nie zważając na wesoły kuksaniec w bok, od swojej żony – No co? Mówię prawdę! A nie?


- Tak synku, to prawda. Włodka już poznaliście. Jolę dopiero dziś. Wiecie dlaczego? – Aniela spojrzała wymownie na Jurka, którego dłoń z pełnym widelcem zatrzymała się na chwilę w swej drodze do ust – Jak wiecie, mój młodszy syn Jurek, jakoś nie może znaleźć sobie dziewczyny.


- Mamo..! – Jurek położył na talerzu pełny widelec, ostentacyjnym gestem odsuwając go od siebie.


- Więc pomyślałam… od czego są matki?


- Prania pieluch? – zażartował Antek.


- Karmienia? – wesoło dodał pan Włodzimierz.


- Panowie, czas dorosnąć! – zaprotestowała Aniela – Jurek, co byś powiedział, gdybyśmy tak razem wzięli ślub?


Pytanie które Aniela rzuciła jakby mimochodem, wydało się dla gości dość kontrowersyjne. Pierwszy „zaskoczył” pan Włodzimierz.


- Ależ…, Anielciu!


- Ty się nie odzywaj! – odburknęła Aniela – To ciebie nie dotyczy!


- Mamo – Antek skrzywił się – Jeśli zapomniałaś, Jurek to… twój syn!


- Wiem o tym i bardzo nad tym boleję - Aniela wciąż nie rozumiała swojej gafy – Dlaczego do tej pory nie znalazł sobie dziewczyny? Nie ożenił się? Robi się z niego stary pryk!


- Dzięki Bogu… - mruknął pan Włodzimierz


- Co powiedziałeś?


- Dzięki Bogu, że nie chcesz za niego wyjść!


- Za kogo?! – konsternacja Anieli nagle wszystkich rozbawiła.


- Za Jurka – westchnął pan Włodzimierz.


- Zwariowałeś?!? To przecież mój syn!


- Mamo! - zaśmiał się głośno Antek – Przed chwilą zaproponowałaś, abyście razem z Jurkiem wzięli ślub, pamiętasz?


- Co?!? – kobieta w końcu zrozumiała swój błąd językowy – Mężczyźni! – dodała sarkastycznie – Nie umiecie nic innego, tylko łapać kobietę za słówka! Nie to miałam na myśli! Jak mogło wam coś takiego przyjść do głowy?!


- Dobrze już, mamo – Jurek pogłaskał ją po ręce – Wystarczy. Powiedz, o co ci chodziło?


- Jak to o co? Weźmiemy razem ślub! To znaczy ja z Włodkiem, oraz Jurek z… ze swoją dziewczyną – poprawiła się – W jednym dniu, gdyby ktoś jeszcze nie rozumiał, co miałam na myśli! Capito?!


- Capito? Skąd u ciebie takie słowa, mój aniołku? – czule zapytał pan Włodek.


- Mamo, ale ja nie mam dziewczyny…


- Wystarczy się dobrze rozejrzeć – Aniela zamrugała rzęsami – na przykład… po tym pokoju…


Pan Włodzimierz rozglądną się wkoło, jakby na zamówienie swojej przyszłej małżonki. Dostrzegł swoją córką, której nagle opadła głowa.


Basia zerwała się ze stołka.


- Może ktoś chce kawy? Herbaty? Pójdę dorobić. Jola, chodź ze mną, pomożesz mi!


Jak na komendę obie wstały od stołu, głośno szurając stołkami.


- Poczekajcie! – zatrzymała je Aniela która dostrzegła, że coś jej może uciec – Niech Jurek to zrobi! No! Ruszże się! I niech Jola ci pomoże! Będzie szybciej! – wzruszyła ramionami –


W pokoju zaległa cisza. Biesiadnicy popatrzyli po sobie, a Basia i Jola stały niezdecydowane. Pierwszy Włodek przerwał krępujące milczenie.


- Idźcie dziewczyny – powiedział, po czym wskazał na Anielę – Ta kobieta za dużo wypiła!


Basia i Jola szybko wyszły z pokoju i skierowały się do kuchni. W Anieli powoli wzbierała złość.


- Co wypiłam?! Dlaczego wtrącasz się do czegoś, o czym nie masz najmniejszego pojęcia?!


Jurek podparł rękami głowę. Spojrzał spod oka na Antka, który rzekł uspokajająco.


- Mamo, nie skacz na niego! To nie jego wina! Usiądź wreszcie i napij się…


Aniela siadła naburmuszona i skierowała swój wzrok w nieokreśloną przestrzeń.


- Masz rację synku. Napiję się. Upiję się i wtedy… tak mu dam popalić, że zapomni kiedy się urodził! Stary głąbek!


Pan Włodzimierz uśmiechnął się pod nosem i nastawił usta.


- Daj buzi turkaweczko!


- Jak ja ci dam buzi to… zgubisz szczękę!


- Kupię sobie nową – odparł nie zrażony pan Włodzimierz. Będę wtedy jak… młody bóg!


- Jurek, powiedz coś – prawie zaskamlała Aniela


- Co mam powiedzieć?


- Podoba ci się, czy nie?


- Kto?


- Jak to kto? Jola!


- Mamo…


- Co? Mamo, mamo! Specjalnie przyprowadziliśmy ją, żeby… a ty…! Cholera! Już nie wiem, co z tobą! Jesteś jakimś gejem, czy co?


- No to… może wypijmy! – Antek zakrztusił się niespodziewanie.


Pan Włodzimierz wydął usta.


- Daj spokój chłopakowi! Przecież widzisz, że mu się nie podoba! Serce nie sługa!


Jurek westchnął spokojnie.


- Panie Włodku, to nie o to chodzi…


Pan Włodzimierz w tym momencie wyciągnął przyjacielsko rękę do Jurka.


- Mów mi Włodek! – zakończył wesoło.


- W porządku – Chłopak przyjął rękę – Włodek… Jola jest bardzo ładną i spokojną dziewczyną. Bez obrazy…


- Spokojnie, nie musisz się tłumaczyć! – pan Włodzimierz nachylił się przyjacielsko do Jurka – Chcę żebyś wiedział, że to nie był mój pomysł. Wybór towarzyszki życia, to nie zakupy na targu. Prawda kochanie? – zwrócił się z ostatnim zdaniem do Anieli.


- Przecież nic jej nie brakuje – odpowiedziała mimowolnie ta ostatnia – Ja jestem ślepa, czy mój syn…?


- Anielka… - Antek uśmiechnął się uroczo do matki.


- Co, Anielka?! On ma trzydzieści lat! Jeśli teraz się nie ożeni, która zechce takiego starego pryka?!


- Mamo – Antek specjalnie dał nacisk na następne słowa – Jurek ma… dopiero trzydzieści lat! W tym wieku życie dopiero się zaczyna!


- Zaczyna się..? Chyba staro – kawalerstwo! I pierdzenie w fotelu! Przed telewizorem!


Na twarzy pana Włodzimierza pojawiło się szczere zdumienie.


- W wieku trzydziestu lat? Ja mam sześćdziesiąt, a z rzadka to robię! Gdy miałem trzydzieści, to…


- Już nas nie uświadamiaj! – zahamowała go Anielka – Nie w tym rzecz! Chodzi o to, by Jurek miał wreszcie jakąś rodzinę. Wtedy…


- Co?! – wykrzyknął jej młodszy syn – Przestaniesz mnie wreszcie niańczyć?! Wypuścisz spod szerokiej kiecki, na szeroki świat?!


- Synku… ja tylko się o ciebie martwię…


- To się nie martw! Jestem już dużym chłopcem! Urosłem! I pamiętasz? Wszystko mi urosło! Wiem na co mam i jak z tego skorzystać!


- Daj spokój – Antek próbował powstrzymać brata, ciągnąc go za rękaw.


- Nie mogę! To nie ma sensu! Trzeba wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy!


Aniela uśmiechnęła się ze zdziwieniem.


- Więc, masz kogoś?


- Mam!


- No widzisz? I nie bolało! – chce go ucałować, ale Jurek się wyrywa – Kochane dziecko! Po co było tak mamusię denerwować? Zapierać się? Wyrzekać? Cyganić, że – jak to mówiłeś? – „Mamo! Ja nie mam dziewczyny!” – spojrzała na niego z wyrzutem – Mogłeś mi powiedzieć wcześniej! Nie narażałabym tej biednej dziewczyny na niepotrzebny stres!


- Gratuluję – pan Włodzimierz klepnął z całej siły Jurka w plecy – Więc jest szansa, że się razem pobierzemy! – ostatnie słowa wywołały u niego falę gromkiego śmiechu.


- To nie jest tak… - Jurek wciąż zamykał się w sobie na wspomnienie o ślubie.


- A więc załatwione! - Antek chcąc ratować sytuację podniósł butelkę ze stołu i zaczął nalewać przeźroczysty trunek do kieliszków – Teraz się napijemy!


Do pokoju weszły dziewczyny z pełną tacą.


- I nadchodzi odsiecz! Dziewczyny, zdrowie! – Antek uniósł swój kieliszek.


Basia usiadła obok męża i zapytała go cicho.


- Coś nas ominęło?


- Cała epoka! – Antek zmrużył oczy.


Basia wstała i podniosła swój kieliszek.


- Szwagier, coś taki markotny! To twoje święto! Ulżyj sobie!


Antek szturchnął żonę w bok.


- Lepiej nie…


- Co? – zapytała go Basia.


- Wiesz co, córuś? - Aniela zwróciła się do synowej -  Nasz samotnik wreszcie ukazał swoją prawdziwą twarz!


- Rany boskie! – szepnęła przerażona Basia – Ukazał? I co?


- To, nie to co myślisz – szepnął Antek do żony. Nie myślał, że matka dosłyszy jego ostatnie zdanie.


- Nie rozumiem – raczej stwierdziła, niż zapytała Aniela.


- Co? – Antek udał, że nie rozumie pytania matki.


- Powiedziałeś do Basi: „Nie to co myślisz..”. Co to miało znaczyć?


- Przesłyszałaś się – chłopak machnął ręką.


- Wcale nie! Gadać mi zaraz wstrętne bachory! O co chodzi?! – Aniela spojrzała na młodszego syna – Jurek?!


Wywołany uniósł wysoko brwi, a na jego twarzy namalowało się autentyczne zdziwienie. Jednak jego matka nie dawała za wygraną.


- Powiedz coś?! – przy braku reakcji zwróciła się do wszystkich – Wy coś powiedzcie! Jeśli zaraz…


- Mamo uspokój się – powiedział spokojnie Jurek – Wszystko ci wyjaśnię.


- Co mi wyjaśnisz? Kiedy?


- W swoim czasie…


- O nie! Teraz, albo nigdy! Gadaj! – wycelowała w niego wyprostowany, wskazujący palec – Gadaj mówię, ty… trzydziestoletnia purchawko!!


Wyraz twarzy Jurka rozjaśnił szczery uśmiech, a reszta gości wybuchła głośnym śmiechem.


- Anielka, skąd u ciebie takie teksty? – Antek był pod wrażeniem elokwencji matki.


- Moja szkoła! – pan Władysław był wpatrzony w swoją kobietę, jak w obraz.


Basia nachyliła się do Joli i szepnęła jej na ucho.


- Może być ciekawie…


- Nie mogę się doczekać – odpowiedziała jej dziewczyna uśmiechając się zdawkowo.


Aniela znów zapuściła ucho w ściszoną rozmowę i zapytała


- Czego dziecko?


- Urodzinowego tortu! – wykrzyknęła Jola i puściła oko do Jurka, który ściągnął brwi i przeniósł wymownie swoją uwagą na brata.


- Co?! – zapytał Antek niepewnie. Gdy nie uzyskał natychmiastowej odpowiedzi, skierował uwagę na żonę – Baśka?!


- Kobieca taktyka – odpowiedziała mu tajemniczo Basia.


Jurek schował twarz w dłoniach.


- No to wypijmy – zawołał wesoło pan Włodzimierz.


- A więc… wszyscy wiedzą! – stwierdziła Aniela – Tylko nie ja! Włodziu, skarbie, może mnie oświecisz?


- W czym?


- Chcę wiedzieć, o co chodzi!


- To ja pójdę po tort – zerwała się Basia


- Siadaj, tort poczeka – mąż posadził ją z powrotem


- Wystarczy! – Jurek wstał pewnie i stanowczo.


- Nie musisz tego robić – brat próbował posadzić go na stołku.


- Czego?! – dopytywała się Aniela


Jurek westchnął i wyprostował się.


- Muszę. Już za późno. Mamo, szanowni goście… zaprosiłem kogoś. Zaraz powinien przyjść…


- Zwariowałeś?! – Antek nie krył zaskoczenia – Nie taka była umowa!


Aniela wbiła w braci swój wzrok.


- Umowa?


- Może wypijemy – pan Włodzimierz niepewnie uniósł pękaty kieliszek.


- O czym wy mówicie? – kobieta była coraz bardziej zdezorientowana.


- Mamo – zaczął Antek – Jurek chciałby ci powiedzieć…


- Pozwól, że użyję własnego języka. Zaprosiłem swojego partnera. Życiowego partnera.


Na twarzy Anieli pojawił się nieśmiały uśmiech.


- Poznam synową?


- Niezupełnie – chlapnął Antek


- Jak ma na imię? – szczerze zapytał pan Władysław.


Jola spojrzała na Jurka prawie z wyrzutem. Jeśli miała kiedykolwiek jakąś nadzieję, to właśnie teraz ona umarła.


- Kochasz… kogoś?


- Niestety nie ciebie – skwitowała Aniela


- Wiem – cicho dodała Jola


- Może pójdę po tort? – nieśmiałe pytanie Basi odbiło się od gości i wróciło do niej bez odpowiedzi.


- Synku, przecież wiesz że mama cię kocha i serdecznie przyjmie każdą kobietę, która pokocha ciebie…  


W tym momencie Basia i Jola zaczęły głośno kaszleć.


- Mamo – Antek spojrzał na matkę – Dla twojej wiadomości. Lepiej tego nie drąż…


- Czego?


Jurek spojrzał na matkę i obdarzył ją najbardziej szczerym uśmiechem, na jaki było go stać.


- Mamo… a gdybym kochał kogoś innego, to co?


- Dziecko – odparła szczerze, mrugając do niego okiem – Możesz kochać kogo ci się żywnie spodoba! Jak mówił Włodziu, to nie targ, a serce nie sługa!


- To nie takie proste…


- Co nie jest proste, dziecko? Miłość? A kto powiedział, że jest? Jeśli się kogoś kocha, to trzeba się liczyć z konsekwencjami. Trzeba umieć sprostać potrzebom partnera, umieć docenić zalety i przymknąć oko na wady. Miłość to nie tylko seks, Juruś. Miłość, to także poświęcenie, dawanie i nie oczekiwanie niczego w zamian. Miłość to szacunek, ufność, wiara i umiejętność sprostania wszelkim przeciwnościom na jakie narazi was życie. Miłość, to umiejętność przymknięcia oka na zły humor kochanej osoby, nie podjudzanie do kłótni, a raczej… odczekanie aż zły humor minie. Bo przecież każdy ma złe humory, choćby nie wiem jaki był święty! Miłość to ty i drugi człowiek, który cię rozumie, szanuje i kocha. To wszystko! Reszta, to tylko komplikowanie sobie życia, szukanie tak zwanej dziury w całym! A to, już nie jest miłość. I kropka.


- Jak pięknie to powiedziałaś – zachwycił się pan Władysław.


- I mądrze – dodał Antek.


Aniela spojrzała po zebranych.


- Więc znacie moje zdanie, moje zasady. Moje mądrości – uśmiechnęła się porozumiewawczo – Teraz oczekuję… oświecenia mnie. Gadać wstrętna hołoto! O co tu chodzi?!


Na dźwięk ostatniego zdania wszyscy goście otrząsnęli się, jak zmoczeni ulewnym deszczem. Pierwszy odezwał się pan Włodek.


- Anielciu, dajże spokój…


- Nie ma mowy! – wykrzyknęła kobieta – Coś tu jest grane, a ja nie wiem co! Chcę wiedzieć i to tak bardzo, że… nie odpowiadam za siebie!


- Dobrze – Jurek uznał, że to jest ten właściwy moment i nie ma co wykonywać więcej uników. Niech sobie Antek mówi co chce i tak go nie zatrzyma! Już otwierał usta chcąc uwolnić się od tego brzemienia, które nosił w sobie od tak dawna, kiedy nagle jak grom zagrzmiał dzwonek do drzwi. Jurek wyprostował się jak jeleń gotowy do ucieczki, a usta zamknęły mu się w ciup.


- I… całą tajemnicę szlag trafił –  skwitował Antek.


- Fajnie – dodała Basia


- Przekonamy się – dorzuciła swoje Jola.


Pan Władysław spojrzał wymownie na Jurka.


- No, otwórz drzwi! Na co czekasz?


- Synku, ruszże się!


- To pewnie… listonosz – zawahał się Jurek.


- O tej porze? – Aniela wstała z krzesła i poszła otworzyć drzwi.


W pokoju zapanowała krępująca cisza. Nikt się nie odezwał. Nikt nie dodał niczego od siebie, jakby wszystko zostało już powiedziane. Tylko dlaczego jakiś sekret wciąż wisiał pod sufitem?


Bardzo szybko dotarł do nich dźwięczny głos Anieli.


- O! Witam cię Jacuś! Tak dawno cię nie widziałam! Wejdź proszę… nie, nie… myśleliśmy, że to dziewczyna Jurka! Nie wiedziałeś? Właśnie dziś Jurek ma nam przedstawić swoją partnerkę. Tak właśnie powiedział: „Partnerkę”. O nie! Nie ma mowy! Musisz ją poznać! Ważne sprawy poczekają! Chodź, nie krępuj się!


Do pokoju z szerokim gestem weszła Aniela, prawie ciągnąc za sobą szczupłego, wystraszonego chłopaka. Podeszła do stołu i wskazała mu wolne miejsce. Jacek usiadł sztywno i wpatrzył się w blat stołu.


Aniela zwróciła się do Antka.


- Pamiętasz Jacka, kolegę Jurka? Razem uczyli się matematyki…


- Pewnie, że pamiętam – odparł ten z rezygnacją – Siedzieli długo w noc… tacy zapracowani.


Jurek starał się wyłapać wzrok Jacka, żeby go jakoś mentalnie przeprosić, ale chłopak wciąż wpatrywał się zachłannie w stół, jakby tam upatrywał ratunku.


- Nie bądź zazdrosny – ciągnęła niewzruszona Aniela – Ty nigdy tak dobrze się nie uczyłeś!


- Ani mi się śni!! – wyrwał się Antek – Nie jestem zazdrosny! Ja uczyłem się… czegoś innego


- Na przykład?


- Wypijmy zdrowie nowego gościa! – wykrzyknął nienaturalnie pan Włodzimierz, zorientowawszy się, że coś się szykuje.


- Poczekaj, niech powie! – zahamowała go Anielka


Basia wstała sztywno z krzesła i zbyt głośno powiedziała.


- Teraz, to ja już na pewno pójdę po ten tort urodzinowy! I nikt mnie nie zatrzyma! Ani się ważcie!


- Co się stało córciu? – zapytała troskliwie Aniela.


Basia odwróciła się na pięcie i dodała szybko.


- Jola, chodź ze mną! Nic tu po nas!


Aniela westchnęła głęboko.


- Chyba jestem pijana. Znów nic nie rozumiem… Może pójdziemy już? – zwróciła się do Włodka


- A tort?


- Nie martw się, Jurek coś nam zostawi… prawda synku?


- Zanim pójdziecie – odparł poważnie Jurek – Chcę wam kogoś przedstawić.


- Chodź Jolka – Basia pociągnęła dziewczynę za rękaw.


- Nie może mnie to ominąć..!


- Chodź mówię! Ten tort… już pewnie się rozłazi!


Tym razem Jola nie protestowała i posłusznie wybiegła za nią.


Aniela tymczasem omiotła rękami twarz.


- Jestem naprawdę pijana…


- Ależ nie, kochanie


- Chcę wam… – ciągnął uparcie Jurek – Przede wszystkim tobie mamo, chcę kogoś przedstawić.


- Nie musisz – brat pociągnął go za rękaw.


- Ale chcę!


Aniela spojrzała na swojego młodszego syna.


- Jeśli chodzi o Jacusia, to nie musisz. Przecież go znamy, prawda Włodziu? Przedstawiałam ci go kilka miesięcy temu, pamiętasz?


- Oczywiście aniołku!


Antek wyrzucił wskazujący palec w górę.


- Ja też go znam, więc nie ma potrzeby!


- Jest! – głos Jurka był uroczysty – Mamo, Włodku… oto mój… mój… - jakimś cudem jego głos utknął w próżni.


- Juruś, dziecko, wiemy kim jest Jacuś…


- Oto mój partner, Jacek! – dokończył.


Aniela spojrzała bez zrozumienia na syna.


- Jedziecie na jakąś wycieczkę? – zachichotała – „Rozbitkowie”, czy coś takiego? A może zostałeś policjantem?


Jurek był naprawdę zdziwiony. Zaskoczenie które odbiło się na jego twarzy zmroziło nawet Antka.


- Dlaczego policjantem?


- W policji mają swoich partnerów! Do akcji – znów zachichotała – tańca i różańca!


- To mój partner życiowy! Na zawsze! I, nikt inny!


- Dziecko… kolega nie zastąpi ci żony. Bądź rozsądny!


Pan Włodzimierz zrozumiał i uśmiechnął się porozumiewawczo do Jurka.


- Niezły numer!... spojrzał na Antka – Wiedziałeś?


Ten pokiwał tylko głową.


- Niezłe Jajca! – dodał wesoło pan Włodzimierz.


- Ja znów nic nie rozumiem! – Aniela była wyraźnie nie pocieszona – Trochę mi zaszumiało, zahuczało. Więc mówisz, że to twój partner? Ten… Jacuś?


- Tak mamo.


- A co wy robicie? Jako partnerzy?


Antek nerwowo wybuchł śmiechem, a pan Włodzimierz zakrztusił się wypijaną właśnie wódką.


- Anielka, nie wnikajmy w szczegóły, dobrze?


- Dlaczego? To przecież mój syn! Kocham go i wszystko zrozumiem! – rozglądnęła się po gościach. Jej wzrok zatrzymał się na Jacku – Może ty mi powiesz? – zapytała łagodnie.


- Ja?! – Jacuś był przerażony


- Nie rozumiem skąd to przerażenie? Jesteś jego partnerem, czy nie?


Jacek próbował się schować, ale nie było gdzie. Tymczasem Aniela ciągnęła swoje śledztwo.


- No, odpowiedz! Nie masz odwagi?


- Jestem – odparł cicho Jacek


- Od jak dawna?


- Mamo… - Antek próbował rozgryźć matkę. Wydawało się, jakby rozumiała, ale te pytania były według niego bez sensu.


- I co?! Tego też nie mogę się dowiedzieć?! To, po co mi w ogóle mówiliście?


- Mamo… - tym razem Jurek próbował coś osiągnąć, ale sam nie wiedział co. Powiedział „A”, więc teraz jest czas na „B”.


Aniela skarciła go wzrokiem.


- Miałeś czas na wyjaśnienia. Nie skorzystałeś. Teraz posłucham Jacka. Pozwolisz?


Jurek już nic nie powiedział. Opuścił tylko głowę, oczekując najgorszego.


- Jacuś, synku, odpowiesz mi?


- No więc… - jąkał się Jacek


- Jacuś nie jąkaj się! Teraz już za późno! Zaczęliście, to miejcie odwagę skończyć! Więc?


- No więc… więc my… ja i pani syn, Jurek… jesteśmy partnerami, bo… lubimy razem się uczyć! – ostatnie słowa wypalił zupełnie bez sensu, potakując przy tym rytmicznie głową.


Jurek zmarszczył brwi, a Antek zabrał się za jedzenie, ładując na talerz wszystko, co wpadło mu w ręce. Pan Władysław przechylał butelkę nalewając do wszystkich kieliszków, potem wlewając ją sobie w usta i nie czekając na żaden toast.


- Lubicie się uczyć? – Aniela pokiwała ze zrozumieniem głową – Uhhuuu, a czego?


- No… życia! – wypalił Jacek.


- Życia… – Aniela wciąż nie wiedzieć czemu kiwała swoją głową, jakby chciała coś z niej strącić.


- Właściwie my kochamy życie!


- Kochacie…


Jurek patrzył z wyrzutem na Jacka, a Antek pochłaniał szybko wszystko z talerza, jakby nie jadł przez co najmniej miesiąc. Pan Władysław opróżniał kolejne kieliszki.


- Tak! Kochamy życie! – wydawało się, że Jacek całkowicie się odprężył – Kochamy świat! Nikomu nie robimy nic złego! Po prostu żyjemy. Razem.


- Razem… - głowa Anieli rzeczywiście chyba się zacięła, kiwając się tak w dół i w górę, sprawiała wrażenie mechanicznej lalki, lub co najmniej jakiegoś wyjątkowego perpetuum mobile.


- Tak! Ja i Jurek. Razem! Niezłomnie i nierozłącznie, od… kilkunastu lat.


W tym momencie Basia i Jola weszły z tortem i zaczęły śpiewać głośno.


- Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam!


Aniela wstała od stołu i zaczęła się głośno śmiać. Ten śmiech, rozpaczliwy, jakby samo obronny, przeplatał jej słowa.


- Żyją! Razem! Nierozłączki! Papużki!


Dziewczyny zatrzymały się z tortem w ręce i przestały śpiewać. Słychać było tylko histeryczny śmiech Anieli.


- Kilkanaście lat! Kilkanaście lat!! Razem!! Mój syn! Razem, kilkanaście lat!!!


Powoli uspokajała się. Jej oczy błądziły na ślepo, starając się dostrzec jakiś ratunek, jakieś potwierdzenie, że to co usłyszała, było tylko koszmarnym żartem. Patrzyła po zebranych. Nikt nic nie powiedział. Nikt się nie odzywał, jakby nikogo nie było w pokoju, bo goście już dawno poszli do domu. Ta cisza przeraziła Anielę. Usiadła ciężko przy stole i nie można było mieć wątpliwości, że wreszcie zrozumiała. Nalała sobie wódki do dużej szklanki, po czym wypiła ją zachłannie. Po chwili beknęła głośno i obrzydliwie, uderzając Włodka mocno ręką w plecy.


- Słyszałeś? Kilkanaście lat! – westchnęła – Ojej… mój syn jest – dostrzegła żałosny uśmiech swego najmłodszego – Mój syn jest… jest – zaczęła głośno szlochać – Nie będę mieć wnuków, bo mój syn jest…


- Mamo… - nieśmiało wtrącił Antek – Ja też jestem twoim synem…


- Racja – przytaknęła głośno bojąc się, że może sama tego nie usłyszeć – Ty też jesteś moim synem. Antoś, dasz mi wnuki… tylko ty, bo Jurek jest… on nie może, bo jest… moim synem! – dokończyła stanowczo. Wiedziała już, kim jest jej syn i teraz właśnie to do niej dotarło. Ale przecież wciąż był jej synem – Jurek jest moim synem i kropka!


Goście uśmiechają się. Powoli wraca im humor, gwar narasta, śmiech jest coraz głośniejszy, weselszy. Aniela pośród tego rozgardiaszu wstaje i wznosi wysoko kieliszek.


- Za Jurka! Geja! Mojego Syna! Zwykłego człowieka, który dziś kończy trzydzieści lat! Wszystkiego najlepszego synku!


Biesiadnicy wstają wesoło, unoszą kieliszki i śpiewają Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam! 

Wyświetleń: 549  |  Dodano: 2013-07-13 11:03  |  Punkty od użytkowników: 5.0
Dodaj komentarz
Tylko dla zalogowanych
Wyślij wiadomość
Tylko dla zalogowanych
Dodaj tekst do ulubionych
Dla wersji rozszerzonych
Oceń publikację
Tylko dla zalogowanych
Komentarze
wyświetl:1

 
Zobacz również
Księga Rodzaju 24,19-23
pozostałe 2018-10-17 12:09
"A gdy dała mu się napić, rzekła: Również dla wielbłądów twoich naczerpię wody, aż się napiją"...
Kobiecość
poezja 2018-10-17 07:38
Elżbieta Walczak wiersz z tomiku ,który powstaje 'Owoc MANGO"
Fragment nowej powieśći "Enamorada, truskawki i szampan"
powieść 2018-10-14 19:11
Już wkrótce premiera nowej powieści, która jest trzecią cyklu "Enamorada" Elżbiety Walczak (finalistka...
akademia

Projekt i wykonanie: a3m agencja internetowa